Plastiki a płyn do spryskiwaczy

Pieczołowicie sortuję śmieci, które wytwarzam. Nie tylko w domu, lecz także poza nim, w biurze, czy gdziekolwiek — jeśli tylko jest pojemnik na różne rodzaje odpadów, zawsze dzielę to, co chciałem wyrzucić do odpowiedniego pojemnika.

Oprócz tego staram się też zmniejszać ilość tych odpadów po prostu nie kupując rzeczy w pojemnikach, jeśli nie muszę (w myśl zasady 3R: Reduce, Reuse, Recycle). Kawę staram się brać do kubka termicznego. Warzywa pakuję do torebek wielokrotnego użytku. Kanapki do pracy w woreczkach strunowych ze sklepu IKEA.

A ostatnio zacząłem też kupować płyn do samochodowych spryskiwaczy do moich własnych pojemników. 🙂

Wcześniej nawet nie miałem świadomości, że taka możliwość istnieje. Ale przeczytałem gdzieś, że na niektórych myjniach można sobie go zatankować niczym paliwo. A potem przyuważyłem to urządzenie w myjni, z której na co dzień nie korzystam (bo ma płatność wyłącznie gotówką).

Rozwiązanie całkiem spoko. Cena dużo lepsza niż w sklepie, czy na stacji benzynowej. Dzięki długiemu przewodowi można nalać bezpośrednio do zbiornika w samochodzie oraz wziąć na zapas do domu.

Ja zawsze staram się mieć trochę płynu w zapasie tak w samochodzie, jak i w garażu, na wszelki wypadek. Lepiej więc w tym celu wykorzystywać jeden pojemnik, niż kupować każde kolejne 5 litrów osobno.

Innym rozwiązaniem jest stosowanie koncentratu płynu, który należy rozcieńczyć odpowiednią ilością wody.

To nie jest jednak aż tak fajne, jak by się mogło wydawać, bo wciąż musimy kupować ten koncentrat, a idzie go dość sporo — do płynu zimowego idzie 1/3 koncentratu i 2/3 wody.

Komentarzy do wpisu “Plastiki a płyn do spryskiwaczy”: 2.

  1. curious says:

    A po co ci w ogóle płyn?
    Ja robię własny:
    -podstawa to dobra woda destylowana, z klimatyzatora lub osuszacza powietrza.
    -w zimie alkohol – 30 do 50% etanol lub metanol. Wolę jak śmierdzi – „bezwonny” izopropylowy paruje jak zwykły a po prostu go nie czujemy. Jest jednak bardziej rakotwórczy i wdychanie go nie jest fajne. Wolę wiec jak śmierdzi dyktą to przynajmniej wietrzę wtedy skuteczniej kabinę aż zapach zniknie i nie popadam w złudzenie że par alkoholu nie ma.
    -ocet. do -3C spokojnie daje radę, z odrobiną alkoholu do -5.

    tutaj uwaga – proporcje zimowe testuję wkładając po prostu płyn do zamrażalnika. poza temperaturą można się tak dowiedzieć jak i czy się rozwarstwia itd.

    -detergent – najlepszy jest „ludwik” do naczyń.
    -czasem odrobinę nabłyszczacza do zmywarki. wystarczy odrobinkę ale to kwestia gustu – b. mocno zmienia napięcie powierzchniowe.

    Jeśli ktoś lubi rakotwórcze zapachy to bezwonny alkohol + olejki eteryczne (np.przeterminowane testery perfum z rossmana) plus naparstek acetonu. Nie polecam ale bawiłem się w to również i efekty są bardzo dobre. Osobiście wolę jak dobrze myje i nie zamarza bo to podstawa .

    Całość wychodzi dużo taniej zwłaszcza jak mamy własny bimber – alkohol to główny koszt.
    Jakościowo zawsze myje lepiej i mamy możliwość kontroli poślizgu wycieraczek . Możemy też wybierać frakcje alkoholu – na mega głęboką zimę trzeba dobrze dobrać mix glikol, ocet, etanol i tego żaden komercyjny płyn nie dogoni. Zły mix i płyn zamarza na szybie po odparowaniu najlżejszej frakcji jak zimowy plyn z marketu. Za ciężki mix na cieplejsze dni robią się nieprzyjemne smugi.

    Pozdrawiam.

  2. Jak kiedyś zacznę pędzić własny spirytus, to na pewno to rozważę. 🙂

    Kupowanie półproduktów oczywiście jest lepsze, niż kupowanie gotowego płynu (patrząc z punktu widzenia ilości wytwarzanych odpadów). Ale ja chyba ostatecznie będę jednak go sobie tak „tankować”, bo oszczędność pieniędzy nie byłaby aż tak duża, żeby mi się chciało. Zużywam może kilkanaście litrów płynu rocznie…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *