Czy już tego lata zabraknie nam prądu?

Od kilku lat, każdego lata, mamy w mediach komunikaty podobnej treści. Gdy przychodzą upały, nagle okazuje się, że polski system elektroenergetyczny jest u szczytu wydolności. I niewiele brakuje, by w bardzo efektowny sposób trafił go szlag. By po prostu w pewnym momencie zabrakło prądu w gniazdkach, albo by jego jakość spadła poniżej poziomów tolerowanych przez domowe odbiorniki.

Wprawdzie sporo domów w Polsce ogrzewanych jest prądem (i to nawet nie pompami ciepła), to jednak zimą nie ryzykujemy braku prądu. Zapotrzebowanie na energię elektryczną jest wtedy większe, niż latem, ale i ilość energii dostępnej na rynku jest większa. Dzieje się tak przede wszystkim dlatego, że zimą prąd wytwarzają nie tylko elektrownie, ale też elektrociepłownie, w których energia elektryczna jest do pewnego stopnia tylko odpadem (a produktem podstawowym — ciepło).

Latem prądu jest mniej także dlatego, że tradycyjnie to wtedy właśnie wyłącza się bloki energetyczne w elektrowniach na czas planowanych remontów. Czytaj dalej…

Magazynowanie energii elektrycznej

W przypadku przydomowej produkcji prądu ze źródeł odnawialnych, np. z energii słonecznej lub wiatru, konieczne jest magazynowanie energii elektrycznej, bo okresy zapotrzebowania nie pokrywają się (lub nie muszą się pokrywać) z okresami jej produkcji.

Typowe ogniwa fotowoltaiczne (baterie słoneczne) produkują energię przede wszystkim w środku dnia, niespecjalnie za to w okresie gorszego nasłonecznienia. To zresztą zależy od tego, czy są one zamontowane w stałym położeniu, czy też są one zamontowane na automatycznie obracanych uchwytach, śledzących położenie (tzw. solartracki). Ich wykorzystanie pozwala na zwiększenie ilości produkowanej dziennie energii o ok. 40%.

W każdym przypadku, w nocy ogniwa fotowoltaiczne energii nie produkują a właśnie w nocy jest ona najczęściej potrzebna do oświetlania. W typowym gospodarstwie domowym, przy pracujących domownikach, większość prac domowych jest wykonywana właśnie wieczorami lub w weekendy. Zresztą nie trzeba chyba tłumaczyć, jak nieprzewidywalna w dłuższym okresie jest pogoda…

Jest kilka sposobów magazynowania energii elektrycznej, ale dla domowego użytkownika dostępnych jest bardzo niewiele… Czytaj dalej…

Najlepsze oświetlenie dla domu autonomicznego (off-grid)

Dom autonomiczny do funkcjonowania nie wymaga dostarczania energii z zewnątrz. Jeśli taki budynek ma pozyskiwać energię elektryczną z baterii słonecznych (w przeliczeniu na roczny uzysk energii są tańsze od wiatraka, co dowiodłem tutaj), bardzo trudno będzie stworzyć układ fotowoltaiczny, który zaspokoi zapotrzebowanie na prąd w typowym budynku.

Jeśli budynek ma być autonomiczny energetycznie, trzeba go od podstaw zaprojektować pod tym kątem.

A jeśli ma być autonomiczny także z punktu widzenia wytwarzania ciepła i ciepłej wody użytkowej, oraz gotowania, to możemy mówić dopiero o samowystarczalnym gospodarstwie. Bo ciepło do ogrzewania i gotowania wymagać będzie np. plantacji roślin energetycznych, albo przydomowej biogazowni.

W każdym razie dostałem jakiś czas temu pytanie od Czytelnika, który poszukuje najbardziej efektywnego źródła światła, które mógłby wykorzystać w swoim domu. Czytaj dalej…

Negawaty w każdym domu

Dzisiejszy wpis jest bezpośrednim rozwinięciem tego, o czym zacząłem pisać pod koniec poprzedniego artykułu. Czyli o tym, że przecież każdy z nas mógłby zgadzać się na wyłączanie w jego domu konkretnych urządzeń elektrycznych. Być może w skali kraju mogłoby to pozwolić na uniknięcie energetycznej katastrofy?

W 2008 r. gospodarstwa domowe zużyły 23% energii elektrycznej w skali kraju, a przemysł — prawie 37%. Prognozuje się, że proporcje przez kolejne 15 lat będą podobne (z lekkim wzrostem zużycia w gospodarstwach domowych i spadkiem w przemyśle). Oczywiście w przemyśle łatwiej obniżyć zapotrzebowanie na energię elektryczną po prostu wyłączając konkretne duże urządzenia (np. elektryczne piece). Problem polega na tym, że czasem takie awaryjne wyłączenie jednego urządzenia może zatrzymać cały proces technologiczny, a później może oznaczać konieczność długotrwałego i kosztownego ponownego uruchomienia. Czytaj dalej…

Zamiast programu „Prosument”, czyli jak zachęcić Polaków do montażu małych przydomowych elektrowni

Gdy Polska musi zwiększać udział energii ze źródeł odnawialnych w bilansie energetycznym, pojawiają się różne dziwne pomysły. Mam tu na myśli programy z dotacjami, które mają w zamyśle zachęcić Polaków do korzystania z tych źródeł.

Takim programem  był program wsparcia dla kolektorów słonecznych, w którym można było dostać aż 45% kosztu kwalifikowanego brutto. W praktyce nikt tyle nie dostał, bo trzeba było za to zapłacić podatek dochodowy, zapłacić prowizję i oprocentowanie kredytu w banku, ponieść koszt zbędnej papierologii, no i ceny dzięki dotacjom wzrosły. Mimo to, program okrzyknięto sukcesem, może i słusznie, bo publiczne pieniądze zostały wydane, na czym zarobili bankierzy, sprzedawcy i instalatorzy. Czytaj dalej…