Drogi, kierowcy, środowisko

W naszym kraju transport samochodowy jest i długo będzie podstawowym środkiem komunikacji. Samochodami dojeżdżamy do pracy do miast (i na ich obszarze, gdy musimy przemieszczać się między dzielnicami), ciężarówkami wozimy towary do sklepów i przesyłki, także spora ilość paliw, mleka czy gazu ciekłego wożona jest właśnie cysternami.

Tak jest i to się prędko nie zmieni. Budowa nowych połączeń kolejowych idzie wolno. Dużo wolniej, niż urban sprawl, czyli powstawanie nowych osiedli w pobliżu wygodnych węzłów komunikacyjnych. Zresztą nie tylko w ich pobliżu, czasem też w odległości kilkunastu kilometrów od nich…

Jeśli chodzi o przyszłość, to niestety optymistą nie jestem. Dużych inwestycji się nie doczekamy. Systemowego uporządkowania tego problemu nie spodziewam się w najbliższym czasie.

Czytaj dalej…

Wprowadźmy podatek od deszczówki!

Chyba nie będzie dla nikogo zaskoczeniem, że mamy w Polsce ogromne problemy z wodą. Susze są i będą codziennością, o ile nie nauczymy się lepiej gospodarować wodą. Odnawialne zasoby wody (czyli to, co dociera do powierzchni pod postacią opadów) w naszym kraju są bardzo małe, znacznie mniejsze, niż średnia dla naszego kontynentu. I co więcej, ze względu na zmiany klimatu, raczej nie będzie ona rosnąć…

Lepsze gospodarowanie tymi zasobami wody zaczyna się od tego, by nie spuszczać jej byle szybciej do Bałtyku, a pozwalać jej wsiąkać i pozostawać tam, gdzie spadnie na powierzchnię ziemi.

Wbrew pozorom wcale nie wymaga to budowania zbiorników retencyjnych na rzekach, a raczej przegradzania rowów melioracyjnych, albo nawet ich zasypywania.

Czytaj dalej…

Zacznijmy szanować wodę!

Na współzarządzaną przeze mnie grupę na Facebooku ktoś jakiś czas temu przekleił poniższy obrazek, pierwotnie opublikowany na fanpage powietrzebezsmieci.pl, który strasznie zapadł mi w pamięć. I przyznam szczerze, że troszkę wtedy oniemiałem czytając komentarze, bo byłem przekonany, że o konieczności i zasadności oszczędzania wody wie każdy.

Grupa, o której wspominam, jest powiązana tematycznie z serwisem domowy-survival.pl, na którym od 2010 r. pokazujemy ludziom, jak przygotować się na nieprzewidziane sytuacje kryzysowe i jak w ich trakcie reagować. Taką sytuacją może być m.in. brak wody, czy długotrwała awaria zasilania. Czytelnikom od lat radzimy, by mieli w domu zapas wody i umieli w razie czego ją uzdatnić, np. z pomocą odpowiedniego filtra do wody, choćby zrobionego własnoręcznie, albo zdezynfekować za pomocą promieni słonecznych.

Czytaj dalej…

W listopadzie nie jadłem mięsa (prawie)

Jakoś od wiosny jestem na diecie. Dotarło do mnie, że trzeba trochę schudnąć i że łatwiej będzie mi to zrobić, gdy po prostu będę jadł mniej.

W ramach tej diety dostałem od dietetyczki kilka kolejnych jadłospisów, w których było niewiele mięsa. Dostałem też szereg wytycznych, na co powinienem zwracać uwagę, a co mogę sobie jeść.

I jakoś tak się złożyło, że sukcesywnie zacząłem jeść tego mięsa coraz mniej. Aż w końcu pomyślałem sobie, że sprawdzę, jak to by było, gdybym nie jadł go wcale. I postanowiłem zrobić taki eksperyment.

Padło na listopad.

Czytaj dalej…

Ze zmianami klimatu musimy walczyć sami

Urodziliśmy się dużo za późno, by pływać okrętami i odkrywać nieznane zakamarki globu. Jednocześnie dużo za wcześnie, by eksplorować nasz układ słoneczny i resztę galaktyki. Ale w sam raz, by spotkać się z największym wyzwaniem, przed jakim stanęła ludzkość — ze zmianami klimatu.

Uważam, że jeśli nic się na świecie nie zmieni, będziemy mieć przerąbane.

Na moim drugim blogu, Domowy Survival, opublikowałem dziś materiał o tym, jak przygotować się na różne skutki zmian klimatu — od upałów począwszy a na kryzysie gospodarczym skończywszy. Na łamach tego materiału chciałbym trochę ponarzekać, ale też i coś zaproponować.

Na świecie jest naukowy konsensus, że zmiany klimatu spowodowane są działaniami człowieka. Że przez wydobywanie i spalanie paliw kopalnych, hodowlę bydła i wylesianie (oraz szereg innych działań) zwiększamy bilans gazów cieplarnianych w atmosferze. Że oczywiście natura też ma na to wpływ, ale jednak to nasze działania, niczym języczek u wagi, przechylają szalę bilansu węglowego w atmosferze na naszą niekorzyść.

Są tacy, którzy mówią, że to żaden problem. Że będziemy mieli w Polsce uprawę mandarynek i w sumie będzie tylko lepiej. A poza tym to przyroda sobie poradzi, bo już z większymi kataklizmami sobie radziła.

I to częściowo prawda. Ludzkość też sobie poradzi, ale wątpliwym jest, by odbyło się to bez znaczących zmian w naszym życiu. Zmian najpewniej na gorsze, zaznaczmy.

Naukowy konsensus jest też taki, że powinniśmy jak najszybciej zminimalizować emisję gazów cieplarnianych, by efekt cieplarniany był jak najmniejszy. Nic jednak nie wskazuje na to, by w najbliższym czasie ludzkość zmieniła kierunek swojego rozwoju. Bo jak na razie to globalnie emisje stabilnie rosną. 

Obserwuję komentarze w internecie. Nie chcemy ograniczać swoich emisji (co wiąże się zazwyczaj z jakimiś wyrzeczeniami albo kosztami), podczas gdy Chiny i USA zwiększają emisję. To trochę głupi argument, na zasadzie “sąsiad pali śmieciami to czemu ja mam nie palić śmieci w kominku?!”. No ale dość powszechny.

Ja uważam, że skoro rządy nie dojrzały do tego, to my jako pojedynczy obywatele musimy wziąć się za robotę. Po pierwsze, cisnąć rządzących, a po drugie samodzielnie podejmować działania zmniejszające emisję gazów cieplarnianych.

Na łamach tego bloga i kanału chciałbym ten temat bardziej zgłębić. Poszukać prostych i skutecznych metod pozwalających na obniżenie naszego wpływu na klimat (i na środowisko w innych aspektach także). Postarać się pokazać, że nie zawsze ograniczanie emisji to wyrzeczenia i koszty. Policzyć, jak dużych emisji można dzięki temu uniknąć. Możliwości jest wiele, od montażu baterii słonecznych na dachu domu, przez rezygnację z jedzenia mięsa, na przesiadce na rower skończywszy.