Klimatyzator z funkcją grzania: po zimowym eksperymencie

W sezonie grzewczym 2021-2022 udało nam się w bloku ogrzewać jeden z pokoi wyłącznie klimatyzatorem z funkcją grzania.

Nie sądziłem, że będzie to możliwe, a jednak się udało. 🙂

Od dawna chciałem to przetestować. Klimatyzatory to przecież nic innego jak pompy ciepła powietrze-powietrze. Technicznie nic nie stoi na przeszkodzie, by używać je do celów grzewczych. Oczywiście nie każdy klimatyzator ma taką funkcję. Ale moim zdaniem kupowanie takiego, który jej nie ma, mija się z celem.

Ale na początek, tytułem wstępu, kilka informacji o samym mieszkaniu i pokoju. Celem mojego eksperymentu był salon z aneksem kuchennym w bloku wzniesionym kilka lat temu. Miejsce, w którym od ponad dwóch lat pracuję i wypoczywam przed komputerem, czyli spędzam większość czasu.

Założenie było takie, że jesienią zakręcamy grzejnik i jeśli tylko jest za zimno, uruchamiamy grzanie klimatyzatorem.

Klimatyzator, jednostka centralna ustawiona na balkonie. W tle autor artykułu wypoczywa na hamaku.

Oprócz samego efektu badawczego dodatkową korzyścią było to, że obniżaliśmy w ten sposób emisję gazów cieplarnianych. Nasz blok ogrzewany jest kotłem gazowym, ale prąd mamy w stu procentach ze źródeł odnawialnych. To gwarantuje nasz warszawski dostawca energii elektrycznej. Oczywiście nie oznacza to, że w danym momencie na pewno mamy prąd z jakiegoś wiatraka czy turbiny wodnej (bo zimą raczej nie z fotowoltaiki), a jedynie, że ilość energii dostarczoną takim odbiorcom jak my, muszą zakupić ze źródeł odnawialnych.

Trzeba oczywiście zaznaczyć, że właśnie w tym pokoju pojawia się większość zysków ciepła w naszym mieszkaniu. Raz, że mamy duże okna skierowane na południowy zachód. Dwa, że tu jest kuchnia. Trzy, że prawie non-stop jest tu włączony komputer.

Tym niemniej, klimatyzacja czasami pracowała niemal codziennie.

Pewnym utrudnieniem był fakt, że termostaty grzejnikowe zamontowane nam przez dewelopera minimum mają na „dwójce”, czyli na temperaturze ok. 20°C. Nie wydaje mi się to mieć dużego znaczenia, bo normalnie w salonie grzejnik był zawsze rozkręcony mocniej (na 3-4), a mnie się nie zdarzyło trafić, aby grzejnik w tym sezonie grzewczym był faktycznie ciepły.

Wnioski

Wnioski z eksperymentu mam takie:

  1. Komfort cieplny jest porównywalny, choć przez to, że klimatyzacja nie działała non-stop (bo ją wyłączałem), nieco mniejszy. Wahania temperatury są większe.
  2. Komfort akustyczny rzecz jasna dużo gorszy. Grzejniki też szumią, ale mniej.
  3. Szybkie dogrzanie pokoju jest łatwiejsze klimatyzatorem niż grzejnikiem. Klimatyzator ma bowiem kilka razy większą moc od grzejnika.

Oprócz tego, ciekawostką był fakt, że nie zdarzyło mi się osiągnąć minimalnej temperatury, poniżej której klimatyzator przestawałby grzać. Być może to kwestia dobrego działania odmrażania parownika albo po prostu szczęścia.

Jeśli planujesz montaż klimatyzatora, koniecznie kup taki z funkcją grzania. Będzie świetnym awaryjnym albo dodatkowym źródłem ciepła. 🙂

Komentarzy do wpisu “Klimatyzator z funkcją grzania: po zimowym eksperymencie”: 2.

  1. squadack says:

    Nie rozumiem, po co wyłączałeś klimatyzator. Używam klimatyzatora do chłodzenia i ogrzewania od 10 lat. Na zimę przełączam na grzanie, na lato na chłodzenie. Temperatura komfortu dla mnie to 23°C i tak mam ustawiony klimatyzator. Rzadko to zmieniam.
    Tylko w skrajnie niekorzystnych warunkach zimą muszę dogrzewać mieszkanie kominkiem – szczególnie przy silnym wietrze.
    Zużycie energii w najcięższych miesiącach nie przekracza 160 kWh miesięcznie.

  2. @squadack: nie do końca rozumiem pytanie. Chodzi Ci o to, czemu w ogóle wyłączałem klimatyzator? Żeby nie marnować energii na grzanie pokoju, w którym w nocy nie siedzę.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *