Opublikowane przez Krzysztof Lis dnia 19.02.2010 o godzinie 13:30
Dziś mam ochotę trochę ponarzekać. Ponarzekam sobie więc konstruktywnie na to, dlaczego jesteśmy skazani na samochody spalinowe. I samochody w ogóle.
Jak widać w tytule, uważam, że przez najbliższe kilkanaście czy nawet kilkadziesiąt lat po drogach nie będzie jeździć nic innego, jak tylko samochody. I to w dodatku samochody spalinowe. Że nie czeka nas w najbliższym czasie żadna rewolucja w transporcie. Jeździć będziemy wciąż samochodami i samochodami właśnie będziemy też wozić wszystko to, co jest nam potrzebne.
Powodów dla takiego stanu jest kilka. Oto te, które moim zdaniem są najważniejsze Przeczytaj cały artykuł »
Opublikowane przez Krzysztof Lis dnia 11.02.2010 o godzinie 22:58
Gaz drzewny wraca do łask. Myślę, że ta informacja (na którą natknęłam się w internecie) ucieszy zwolenników tego paliwa.
Daruję sobie wywody na temat zalet holzgazu i kwestii technicznych związanych z produkcją oraz eksploatacją – bo te tematy nieraz poruszał tu Krzysztof. Skupię się na innych aspektach związanych z rosnącą popularnością gazu drzewnego: modzie, historii i nabożnym kulcie.
Historia, jak wiadomo, ponoć lubi się powtarzać. I właśnie do tego doszło – ponieważ dało się zauważyć, że zainteresowanie holzgazem wzrasta(ł0) wprost proporcjonalnie do rozmiarów obecnie przetaczającego się przez glob kryzysu gospodarczego. Wygląda to na powtórkę sprzed prawie stulecia, kiedy to na przełomie drugiej i trzeciej dekady XX wieku świat poznał gorzki smak Wielkiego Kryzysu. Gaz drzewny kusi – głównie niższymi kosztami eksploatacji pojazdu napędzanego tym paliwem. Pokusą jest również powrót do stylu retro – kiedy świat spieszył się w mniej szalonym tempie, auta jeździły zdecydowanie wolniej, a każdy pojazd miał w sobie to magiczne COŚ i nie był jedynie jeżdżącą blachą nafaszerowaną elektroniką z robiącą wrażenie liczbą koni pod maską.
I tak dobijamy do tematu nabożnego kultu, który to kult jest dziś powodem sentymentalnej tęsknoty za autami, których kształty daleko odbiegają od wytycznych zawartych w poradnikach dla fanów optymalnej aerodynamiki. Nie ma się co łudzić: koncepty samochodów przyszłości o super aerodynamicznych kształtach nie są napędzane holzgazem; ale prądem, wodorem lub innym eko-paliwem. Wygląda na to, że designerzy rezerwują dla gazu drzewnego jedynie projekty w stylu retro; i za modą – owszem – podążają, ale najbardziej za tą, która nakazuje skupiać się na trendach eko-najpopularniejszych. Auta napędzane holzgazem w tej kategorii raczej się nie mieszczą, bo i rekordów popularności nie biją. Natomiast coraz lepiej ma się moda na samą ekologię. I cała nadzieja dla fanów gazu drzewnego w tym, że jeśli coraz głośniej będzie o tym, co holzgaz ma wspólnego z ekologią (na ten temat również możecie przeczytać na blogu DrewnoZamiastBenzyny), tym lepsze będą wskaźniki popularności tego paliwa.

Szkopuł w tym, że wielu ludziom gaz drzewny nadal kojarzy się z kopcącym spalinami agregatem. I szalenie trudno przekonać takie osoby, że stosowanie holzgazu tak naprawdę więcej ma wspólnego z modą na ekologię niżeli na retro.
Opublikowane przez Krzysztof Lis dnia 29.01.2010 o godzinie 01:11
Administracja w każdej odmianie i na każdym szczeblu urzędowym to machina wytwarzająca tysiące ton makulatury. Amerykanie wpadli na pomysł, by produktami urzędniczej biurokracji… napędzać samochody. Specjaliści z dwóch firm: Novozymes oraz Fiberight zabrali się ochoczo do pracy. Efektem kooperacyjnego zapału jest samochód napędzany biopaliwem z makulatury, który od niedawna porusza się po ulicach Waszyngtonu. (Ciekawe, czy na widok auta zasilanego energią z urzędowej makulatury którykolwiek pracownik administracji miewa wyrzuty sumienia, iż codziennie wykorzystuje setki kartek papieru?…)
Układ paliwowy auta nie jest wybredny – przy braku paliwa z makulatury można użyć jakiegokolwiek biopaliwa (samochód najlepiej ponoć jeździ na wszelkich śmieciowych i odpadowych mieszankach).

Z jednej strony należałoby przyznać konceptowi plus: za to, że zasilany jest biopaliwem, które powstaje z odpadów; z drugiej strony – zdecydowany minus, bop przecież makulaturę można przerobić na tekturę, a ta na pewno komuś na coś się przyda.
Źródło: Ecofriend
Opublikowane przez Krzysztof Lis dnia 20.12.2009 o godzinie 19:20
Kilka dni temu skończyłem czytanie książki Peak Oil Survival: Preparation for Life After Gridcrash, którą kupiłem ze dwa miesiące temu w amerykańskiej księgarni internetowej Amazon.com. Tytuł jej można przetłumaczyć na „Przeżyć Peak Oil: przygotowanie na życie po awarii sieci”. Oczywiście chodzi nie o internet, tylko o sieć elektroenergetyczną i jego długotrwałą awarię będącą jednym ze skutków Peak Oil. W USA być może Peak Oil i brak zaopatrzenia w ropę spowoduje katastrofę systemu elektroenergetycznego, u nas chyba nie będzie z tym aż tak źle. Ja książkę kupiłem, bo przecież chciałbym mieszkać w domu autonomicznym, odłączonym od sieci. Przeczytaj cały artykuł »
Opublikowane przez Kathierina dnia 23.10.2009 o godzinie 23:55
Przedstawiam Wam dziś dwa „maluchy” - pojazdy o różnych przeznaczeniach i zupełnie różnym wyglądzie. Oba z napędem elektrycznym.

Maluch nr 1 to norweski samochodzik marki Think. Docelowo: ambulans. Trudno było mi uwierzyć, że takie maleństwo na 4-ech kółkach można uznać za pojazd, którym porusza się ekipa ratowników medycznych. Elektryczny ambulans, jak każda przyzwoita karetka pogotowia ratunkowego, wyposażony jest w niezbędny nowoczesny sprzęt ratowniczy. Jeśli będziecie na holenderskiej wyspie Terschelling, a przypadkiem bylibyście zmuszeni wezwać pogotowie, nie zdziwcie się, kiedy zamiast oczekiwanej furgonetki na sygnale zobaczycie nadjeżdżającego elektrycznego malucha. Elektryczny ambulans na w pełni naładowanej baterii ma zasięg do 180 km. Możliwe, że przestaniecie się dziwić, dlaczego na wspomnianej wyspie pomoc medyczna nadjedzie niewielką sanitarką napędzaną prądem, kiedy napiszę, że na Terschelling jest tylko niecałe 20 km dróg i nieco ponad 81 km ścieżek rowerowych. Na tak maleńkim obszarze ambulans o napędzie elektrycznym powinien sprawdzić się w 100%.

Maluch nr 2 to elektryczne, trójkołowe autko miejskie, pokazane na tegorocznych targach Tokio Motor Show. Samochodzik jest dwuosobowy; nazwano go Dubbed P70t Conch i jak na takiego malca waży całkiem sporo, bo ponad 1800 kg. Może służyć jako taksówka lub zwyczajny pojazd dla dwojga, którzy nie znoszą dojeżdżać do pracy środkami komunikacji miejskiej. Jedyne, co wiadomo o jego osiągach towartość momentu obrotowego: 141 Nm. Autko w wersji prototypowej jest dziełem studentów kierunku projektowania na jednym z japońskich uniwesytetów.
Elektryczne auta niewielkich rozmiarów mogą stać się w niedalekiej już przyszłości pojazdami często widywanymi na ulicach. Ciasnota zurbanizowanego świata wymusza na twórcach aut, by ich dzieła były niewielkie i ekonomiczne. A coraz bardziej wyśrubowane normy ekologiczne idą w sukurs postępowi prac nad praktycznym wykorzystaniem elektrycznego napędu w pojazdach.
Żaden z przedstawionej powyżej dwójki aut nie jest tylko futurystyczną wizją o bliżej nieokreślonym zastosowaniu. Takich autek będzie prawdopodobnie na miejskich drogach coraz więcej.
Źródło: Ecofriend