Rekordy w polskiej energetyce wiatrowej – 40% mocy w sieci pochodziło z wiatraków!

Na przestrzeni kilku ostatnich dni mieliśmy do czynienia z wyjątkowo wietrzną pogodą. Spowodowało to nie tylko wiele zniszczeń i strat, ale miało też pozytywne skutki. Rozwiało smog i pozwoliło polskiej energetyce wiatrowej na pobicie kilku rekordów.

Jak podaje serwis wysokienapiecie.pl na podstawie danych z PSE, 23.12 polskie wiatraki pracowały na 90% swoich możliwości, wytwarzając prąd z mocą ok. 5,2 GW (przy całym zapotrzebowaniu na moc w kraju w tamtym momencie rzędu 22 GW). 25.12 zaś pokryły zaś ok. 40% całego zapotrzebowania na prąd. Czytaj dalej…

U nas prądu brakuje, w Niemczech z samego OZE jest go więcej, niż potrzeba

W odstępie mniej więcej miesiąca w mediach pojawiły się takie informacje:

W Polsce regularnie latem bijemy kolejne rekordy zapotrzebowania na energię elektryczną. Nic dziwnego, klimat się zmienia, lata są gorące, Polacy coraz częściej kupują klimatyzatory, więc coraz więcej prądu zużywamy właśnie latem. Jest to tym bardziej kłopotliwe, że latem mniej energii elektrycznej wytwarzają elektrociepłownie (dla których głównym produktem jest ciepło, a energia elektryczna powstaje niejako przy okazji), a dodatkowo tradycyjnie na letni okres planuje się remonty bloków energetycznych w elektrowniach. Czytaj dalej…

Jak spieprzyć program dotacji do małych instalacji OZE?

To, co przeczytałem dziś na blogu Bogdana Szymańskiego zjeżyło mi włosy na głowie i jest odpowiedzią na powyższe pytanie.

Jak spieprzyć program dotacji do małych instalacji odnawialnych źródeł energii o dużo mówiącej nazwie Prosument? Bardzo prosto, wystarczy ustawić dotacje na takim poziomie, żeby nikomu się nie opłacało ich brać. Czytaj dalej…

Zamiast programu „Prosument”, czyli jak zachęcić Polaków do montażu małych przydomowych elektrowni

Gdy Polska musi zwiększać udział energii ze źródeł odnawialnych w bilansie energetycznym, pojawiają się różne dziwne pomysły. Mam tu na myśli programy z dotacjami, które mają w zamyśle zachęcić Polaków do korzystania z tych źródeł.

Takim programem  był program wsparcia dla kolektorów słonecznych, w którym można było dostać aż 45% kosztu kwalifikowanego brutto. W praktyce nikt tyle nie dostał, bo trzeba było za to zapłacić podatek dochodowy, zapłacić prowizję i oprocentowanie kredytu w banku, ponieść koszt zbędnej papierologii, no i ceny dzięki dotacjom wzrosły. Mimo to, program okrzyknięto sukcesem, może i słusznie, bo publiczne pieniądze zostały wydane, na czym zarobili bankierzy, sprzedawcy i instalatorzy. Czytaj dalej…

Dlaczego dopłaty i ceny urzędowe prądu to zło?

Jestem gorącym zwolennikiem energetyki odnawialnej i ciężko pracuję by zarobić pieniądze na kilkukilowatową elektrownię słoneczną i wiatrak, które postawię sobie w ogrodzie. (Panele fotowoltaiczne zamontuję na dachu, ale to inna historia). Będę starał się odsprzedawać prąd do sieci i choć z przyjemnością skorzystam z istnienia systemu świadectw pochodzenia energii elektrycznej (na sprzedaży prądu będę zarabiać więcej), to wcale nie jestem jego zwolennikiem.

Dopłaty mają na celu wyrównanie większych kosztów produkcji energii z nowych źródeł odnawialnych w stosunku do istniejących źródeł konwencjonalnych, które dawno już się zamortyzowały. I to jeszcze jestem w stanie zaakceptować. Gorzej, gdy dopłaty dostaje każdy producent energii ze źródeł odnawialnych, na przykład równie zamortyzowana duża elektrownia wodna. Ale nie to jest jednak najgorsze. Zdecydowanie najgorsze w całym systemie jest to, że jest on bardzo zależny od polityki. Jedna decyzja może system świadectw pochodzenia zlikwidować, a to może spowodować poważne straty, z bankructwem włącznie. Historia zna już takie przypadkiCzytaj dalej…