Woda: prawo, czy towar?

Od głupawych dyskusji na temat tego, że mieszkanie powinno być prawem, a nie towarem, trzymam się z daleka. To przecież bzdura tak piramidalna, że aż szkoda tracić energię. Wiadomo, że dom i mieszkanie jest towarem takim samym, jak samochód czy telewizor. A jak ktoś ma lewackie odchyły i uważa, że mieszkanie się każdemu należy, to niech udostępni swoje mieszkanie bezdomnym.

Jeśli chodzi o wodę, to sprawa się nieco komplikuje.

Wiadomo, że każdy do życia potrzebuje wody, powietrza, żywności, ciepła, bezpieczeństwa i schronienia. W dzisiejszych czasach za wszystkie te rzeczy, oprócz powietrza, płacimy. Zresztą było tak od czasów ludzi pierwotnych. Ludzie płacili (wydatkiem energetycznym) za pozyskaną przez siebie żywność, wodę, skóry zwierząt, zbudowane szałasy, czy znalezione jaskinie. Potem zaczęli się wymieniać, „ja tobie groty od strzał, ty mi upolowanego dzika”. Albo „ja tobie grot od strzały, a ty mi przez tydzień będziesz przynosić w bukłaku wodę ze strumienia do chaty”.

Zresztą nie bez przyczyny to prawdopodobnie groty strzał właśnie były jednym z pierwszych środków płatności. Bo powszechnie wykorzystywane, lekkie, ale także dość kłopotliwe do wytworzenia.

Czuję jednak pewien niepokój, kiedy Peter Brabeck-Letmathe, przewodniczący rady dyrektorów Nestlé stwierdza, że:

Jedna z opinii, w mojej ocenie ekstremalna, jest reprezentowana przez organizacje pozarządowe, które wojują o uznanie dostępu do wody za prawo. To oznacza, że jako człowiek powinieneś mieć prawo do wody. To jest ekstremalne rozwiązanie.

Nie sposób się z nim częściowo nie zgadzać.

Woda tylko czasami magicznie zjawia się na progu Twojego domu pod postacią deszczu. W większości przypadków, gdy chcemy ją nalać do szklanki czy wanny, musimy zrobić to z pomocą kranu. Także dlatego, że deszczówka jednak nie nadaje się do picia, czy do celów higienicznych (przynajmniej nie przed oczyszczeniem). A żeby po odkręceniu kranu coś z niego się lało, trzeba w to sporo zainwestować.

W skali pojedynczego domu może to być studnia, pompa i hydrofor. Przy odrobinie szczęścia obędzie się bez stacji oczyszczania i uzdatniania wody.

W skali całego miasta konieczne jest oczyszczenie i uzdatnienie wody, później jej chlorowanie, a następnie rozprowadzenie siecią wodociągową. W takiej skali koszty inwestycji, konserwacji i eksploatacji wszystkich tych systemów robią się naprawdę znaczące.

Czy można się w tej sytuacji dziwić przedsiębiorstwom, które chcą na dostarczaniu wody zarabiać?

Jestem gorącym zwolennikiem wolnego rynku niemal w każdym aspekcie. Także jeśli chodzi o wytwarzanie i dostarczanie energii, utrzymanie dróg, oraz wodociągi. Wydaje mi się, że nic nie stoi na przeszkodzie, by woda była dostarczana jedną rurką przez kilka firm (tak, jak dzieje się z usługami telekomunikacyjnymi za pośrednictwem jednego kabla).

Woda, zależnie od sytuacji, może być także zbędnym balastem, czy wręcz odpadem. W takich sytuacjach ktoś musi ją odebrać i zagospodarować, czyli odprowadzić kanalizacją do najbliższej rzeki. Nie bez przyczyny pojawiają się pomysły, by opodatkować deszczówkę.

Woda kosztuje. Za jej dostarczanie trzeba płacić — tak, czy inaczej. Albo pod postacią rachunku za wodę, albo pod postacią podatku. Wolę to pierwsze rozwiązanie.

I dlatego staram się tę wodę oszczędzać. 🙂

Komentarzy do wpisu “Woda: prawo, czy towar?”: 3.

  1. Kamil Roman says:

    Obecnie woda to prawo a w niedalekiej przyszlości może się stać towarem

  2. KredytNaAuto says:

    Nie uważam, że człowiek powinien mieć prawo do wody. Firmy inwestują w to, żeby móc dostarczyć tą wodę do każdego z nas. Oferują nam to i za to im płacimy (nie możemy oczekiwać, by ktoś robił to charytatywnie).

    Zawsze- możemy wybudować studnię na własnym podwórku. Prawo daje nam dowolność budowy dla studni do 30 m oraz dla poboru 5 m3 na dobę (a to, wydaje mi się, bardzo dużo). Dla głębszych potrzebne są zezwolenia (ze względu na bezpieczeństwo o stan wód). Tak czy owak – możemy zainwestować pieniądze, tak, jak inwestują firmy dostarczające nam wodę – i wybudować własną studnię i nie płacić za dostarczanie nam wody. Oczywiście takie pobieranie wody również nie jest bezpłatne – wynosi 0.095 zł/m3. Dla porównania m3 wody w Poznaniu kosztuje 10.30 zł/m3 (brutto!).

  3. Darek says:

    Problem lezy w innym miejscu. Wielkie firmy chcą kupić od rządów wodę płynącą rzekami, zalegającą pod ziemią itp. I w ten sposób uzależnić każdego od swoich usług. To już się dzieje w wielu państwach, źródła ktore wczesniej byly ogolnie dostępne są blokowane! Woda jako taka powinna byc ogólnie dostępna, każdy powinien mieć prawo nabrać jej rzeki czy studni (oczywiście na indywidualny uzytek, a nie do celów przemysłowych). Dostęp do wody firm musi być tak zorganizowany aby nie zablokował swobodnego korzystania przez dot. użytkownikow.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *