Jak wyceniać wywóz śmieci?

W wakacje rusza nowy system rozliczania kosztów wywozu śmieci. Przestanie być to obowiązek obywatela, a przejmą go samorządy. To one będą zbierać opłaty za wywóz śmieci (w formie odpowiednich podatków), a następnie organizować ich odbiór. Naturalnie urzędnicy nie ubrudzą sobie rączek, tylko zorganizują przetargi. Wyłonią w nich firmy, które będą odpady spod domów zabierać i wywozić.

Doświadczenia ostatnich lat pokazały, że wolny rynek na śmieciach się nie sprawdza. Raz, że firmy konkurując ze sobą ceną często świadczą usługi o wątpliwej jakości. Nie mam tu na myśli częstotliwości odbioru śmieci, tylko to, co się z nimi później dzieje. Bo często trafiają one nie tam, gdzie powinny. I nie mam na myśli nawet składowisk odpadów, tylko nielegalne wysypiska.

Problem jednak jest po stronie obywateli — tych nie udało się zmusić, by uczciwie za wywóz odpadów płacili. Jeśli opłata jest zależna od ilości wytwarzanych śmieci, to te trafiają do lasów, rowów, czy kotłów centralnego ogrzewania. Zmiany są zatem niezbędne.

Jak więc ludzi zachęcić do tego, by odpady były przez nich segregowane i by w rozsądny sposób zmniejszali ich ilość? Na przykład ograniczając liczbę jednorazowych, plastikowych torebek, z których korzystają? Albo poprzez powtórne ich wykorzystywanie (ja wiem, że to wstyd zapakować sobie kanapkę do pracy w torebkę po mrożonce, ale w sumie to co innego stoi na przeszkodzie?).

Uzależnienie opłaty od ilości śmieci się nie sprawdziło. Teraz zatem będzie opłata zależna od czegoś zupełnie innego. Przepisy mówią, że gminy są zobowiązane do odbioru odpadów komunalnych od właścicieli domów i mieszkań. I jednocześnie dają aż cztery możliwości ukształtowania systemu opłat:

  • jednakową dla każdego gospodarstwa domowego,
  • w oparciu o liczbę mieszkańców zamieszkujących daną nieruchomość,
  • w zależności od powierzchni lokalu mieszkalnego,
  • zależnie od ilości wody zużywanej w danym mieszkaniu.

Problem polega na tym, że przepis jest niezbyt mądry, co przyczynia się do sporego zamieszania.

Przykładowo, w Warszawie proponuje się, by mieszkańcy mieszkań w blokach płacili różne opłaty zależnie od liczby mieszkańców, zaś mieszkańcy domów jednorodzinnych płacili zryczałtowaną stawkę za dom. Tym sposobem samotny mieszkaniec domu będzie płacić więcej, niż czteroosobowa rodzina w bloku. A tak naprawdę, to także więcej, niż 12-osobowa rodzina w bloku, bo dla mieszkań stawka rośnie tylko do 4 osób w lokalu (później już pozostaje na tym samym poziomie).

Że mieszkańcy domów jednorodzinnych powinni płacić więcej za wywóz odpadów, nie ulega wątpliwości. Po pierwsze, wytwarzają ich więcej, bo zazwyczaj oprócz domu mają też ogród, w którym koszą trawę, przycinają krzewy, itd. Duża część z nich zaś nie ma ochoty mieć w ogródku śmierdzącego (oczywista nieprawda) kompostnika. Poza tym, zabudowa domów jednorodzinnych jest luźniejsza, więc i sam koszt wywozu odpadów musi być wyższy (większe odległości, więcej czasu, więcej paliwa).

Na pierwszy rzut oka najlepszym sposobem na skłonienie obywateli do oszczędzania środowiska przy aktualnym kształcie prawa, jest uzależnienie opłat za śmieci od zużycia wody. To trochę irracjonalne, ale jeśli ktoś oszczędza wodę, to raczej będzie też oszczędzać środowisko. Wodę mamy tanią, więc jej oszczędzanie rzadko jest wynikiem chęci oszczędzenia pieniędzy. Poza tym wiadomo, że większa liczba osób w danej nieruchomości (w ślad za czym idzie większa ilość odpadów) to też wyższe zużycie wody.

Ta metoda może i jest najlepsza, ale wcale nie jest dobra. Bo co z nieruchomościami zaopatrującymi się (nawet w części) w wodę ze studni?

Ja myślę jednak, że prościej byłoby podejść do tematu od innej strony — nie karać za wytwarzanie śmieci, a raczej nagradzać za rozsądne gospodarowanie nimi.

Czyli przykładowo, ukształtować system tak:

  1. odbieramy śmieci dzielone na dwie grupy — biodegradowalne odpadki kuchenne (wszystkie, włącznie z mięsem) i całą resztę,
  2. zachęcamy do segregacji pozostałych surowców — szkła, plastiku, metalu,
  3. ustawiamy kontenery na posegregowane odpady,
  4. nagradzamy za przywożenie odpadów do punktów zbiórki (możemy urządzać mobilne zbiórki), np. wymieniając odpady na sadzonki lub książki.

A opłaty naliczamy w oparciu o liczbę osób faktycznie zamieszkujących dany lokal. Opieramy się na danych z urzędów skarbowych, a nie na obowiązku meldunkowym.

Tym sposobem nawet dla osób leniwych, którym się nie chce segregować śmieci na X kategorii, mamy system prosty do ogarnięcia. I łatwy do dalszego ogarnięcia w sortowni.

Komentarzy do wpisu “Jak wyceniać wywóz śmieci?”: 21.

  1. Ja mieszkam w małej miejscowości, są tutaj przypadki rodzin, gdzie ktoś ma ma 6cioro ludzi w domu z czego tylko rodzice pracują. Teraz wychodzi na to, że takie rodziny będą płaciły dodatkowe 200 zł na kwartał, a o ile mi wiadomo, prawo „śmieciowe” ma być bardzo restrykcyjne, tak więc karę będzie można otrzymać o to, że kubek po jogurcie był nie umyty.

    Teraz tylko otwierać śmieciownie, bo po pierwsze dostajemy darmowy kruszec (szkło, metale, makulaturę) i za to NAM płacą! A po drugie można ją sprzedać praktycznie na jednym i tym samym transporcie. Trochę to dziwne.

  2. Edward says:

    Żaden z systemów nie jest dobry. Zawsze jest to płacenie za wydumaną produkcję śmieci a nie faktyczną. Do tego stawki zaproponowane są po prostu zbójeckie. W moim przypadku opłata za śmieci wzrośnie czterokrotnie(!) Kolejna okazja do oskubania obywateli, tym bardziej bolesna, że wykorzystana przez gminy. Dlaczego nie można płacić jak dotąd za pojemnik??? Uczciwe rozwiązanie. A jak ktoś wywozi śmieci do lasu to jego trzeba ścigać a nie traktować wszystkich jak oszustów. Takie przerzucanie odpowiedzialności bardzo to podkopuje zaufanie do Państwa.

  3. @Darek: opłaty muszą wzrosnąć, bo póki co pokrywają jedynie koszty wywożenia odpadów na wysypisko. Z czegoś trzeba zbudować sortownie, spalarnie, kompostownie, itd.

    Poza tym, nie okłamujmy się, to świetna okazja, by gminy sobie na nas trochę zarobiły. 😉

    @Edward: opłaty za śmieci nie mogą być uzależnione od ich ilości! Bo jeśli będą, to dla zmniejszenia kosztów będą one trafiały do lasów, rowów i pieców. Upilnowanie Polaków, by śmieci zagospodarowali uczciwie, jest niewykonalne. Potrzeba kilku pokoleń, żeby było to możliwe… Na razie musi być tak, że dowolną ilość odpadów będzie się od ludzi odbierać za jedną, zryczałtowaną opłatę.

  4. Edward says:

    A ja się nie zgadzam z przerzucaniem odpowiedzialności na uczciwych obywateli. Ja śmieci segreguję, organiczne kompostuję, przy zakupach zwracam uwagę na ilość i rodzaj opakowania. Jeśli ktoś śmieci, to od tego jest policja, straż miejska, gminna, ochrona środowiska, prokuratorzy i sądy aby takich ludzi ścigać. A nie – ściągnąć kasę od wszystkich i „po kłopocie”.
    Już tak jest z fotoradarami – sami mamy prowadzić dochodzenie kto prowadził auto, sami na siebie donieść a niedługo jeszcze sami pewnie ukarać.
    Pozdrawiam,
    Edward

  5. wolny says:

    Większe stawki dla posiadaczy domów to często nie tyle efekt generowania większej ilości odpadów, ale dodatkowy podatek od ‚luksusu’ – kolejna okazja do łatania dziur budżetowych – w tym przypadku gminnych.

    W moim mieście automatycznie założono, że w związku z wprowadzeniem nowych przepisów, koszty związane z wywozem śmieci wzrosną o ok 30%. Jak można z obywatela robić idiotę i jeszcze przed wynikami przetargów z góry zakładać, że firmy wywożące śmieci będą inkasowały 30% więcej niż teraz – czy nie jest to oczywista zachęta dla nich do podniesienia swoich ofert przetargowych, skoro miasto i tak zakłada że zapłaci więcej niż dotychczas? Gdzie tu logika?

  6. Adam says:

    Wzrost kosztów wywozu nawet o 500% do niczego dobrego nie doprowadzi, u mnie ceny 9zl za śmieci segregowane i 15 za niesegregowane cena za osobę, za miesiąc, za takie śmieci jak trawa, gruz budowlany itp dodatkowe opłaty

  7. @Edward: rozumiem, że wolałbyś uczciwie płacić podatki na straże miejskie i gminne, by patrolowały lasy oraz sprawdzały ludziom co kilka dni popiół z kotłów, żeby sprawdzić, czym tam palą? Sądzisz, że byłoby to tańsze?

    @wolny: skoro ilość śmieci wzrośnie o 30%, to koszty ich wywozu również o tyle wzrosną. Czy to jest dziwne?

    @Adam: to akurat jest głupie, bo za śmieci biodegradowalne nie powinno się płacić w ogóle. Spokojnie wystarczyłoby rozdawanie bezpłatnie worków tylko na ten jeden rodzaj śmieci — właśnie na trawę, liście, gałązki, obierki, itd. To naprawdę cenny surowiec.

  8. wolny says:

    Ale kto powiedział, że ilość śmieci wzrośnie o 30% ? Jeśli rzeczywiście wzrośnie ilość śmieci, to raczej przez uszczelnienie sytemu – a wtedy również wzrośnie ilość podmiotów które będą za to płaciły, a do tej pory tego nie robiły,

  9. wolny says:

    Żeby być precyzyjnym – wzrost kosztów o 30% to założenie miasta co do wszystkich śmieci – nie tyczy się w żadnym wypadku tylko domów jednorodzinnych. Może ‚skleiły’ Ci się 2 osobne wątki które poruszyłem i stąd wątpliwości.

  10. @wolny: gdzieś widziałem statystyki dotyczące ilości wytwarzanych śmieci w Polsce i śmieci trafiających na wysypiska. I o ile mnie pamięć nie myli, różnica przekraczała 20%.

    Rozumiem czemu koszt wywozu śmieci z domów jednorodzinnych miałby być wyższy, ale nie wiem, czy akurat +30% jest wartością właściwą.

  11. Edward says:

    Krzysztof – przecież płacę uczciwie podatki na straże miejskie i gminne. Płacę cały czas. Tylko te straże wolą zająć się wystawianiem mandatów – jak u mnie nawet z monitoringu za złe parkowanie – niż dbaniem o porządek, do czego zostały powołane. Rozwiązanie wprowadzane z wywozem śmieci to kolejne psucie prawa i stosunku obywateli do Państwa. Szczególnie, że robią to w tej chwili gminy a więc struktury najbliższe mieszkańcom.

  12. @Edward: ale jak sam piszesz, dziś z Twoich podatków nie da się opłacić strażników pilnujących lasów i rowów. Trzeba byłoby więc podnieść te podatki, żeby tych strażników było więcej.

    Niestety, w kwestiach związanych z ochroną środowiska, obywatele w Polsce powinni być trzymani krótko za twarz. Bo inaczej zrobią wszystko, by oszczędzić marne parę groszy kosztem środowiska. Dotyczy to śmieci, ale także ścieków, samochodów, itd.

  13. Edward says:

    Zgadzam się w kwestii trzymania za twarz ;), ale nie okradania. W obecnej sytuacji czuję się okradany i w ogóle nie zachęca mnie to do dalszego dbania o środowisko. Wręcz przeciwnie.
    Problemu śmieci w lasach to nie rozwiąże, bo: nadal do dyspozycji będzie pojemnik 120l na cztery tygodnie. Gdzie trafi nadwyżka??? Do lasu, jak dawniej. A teraz trafi jeszcze prędzej, bo „przecież gmina bierze na to kasę”.
    PS nie napisałem, że z moich podatków nie da się opłacić strażników, bo tak nie uważam.

  14. gość codzienny says:

    Śmieci generują ludzie nie domy. W modelu „od metra” samotna starowinka mieszkająca w metrażowo dużym mieszkaniu ale w walącej się kamienicy zapłaci powiedzmy 100. Pięcioosobowa familia na M-2 30m2 (sam tak mieszkałem to wiem co to jest) zapłaci 30 zł. Słowem babcia zapłaci 16 krotnie więcej za siebie niż każda z osób w tym M-2. Między bajki włóżmy „uśrednianie” śmieci. Babcia będzie dolewała litr mleka do kawy przez tydzień, familia zużyje liter dziennie. Tak samo masło, proszek do prania czy pasta do zębów. U mnie na szczęście będzie „od zameldowanej osoby”, wzrost opłat poniżej 100%, a będą jeździć dwa razy częściej i brać jak leci bez względu na pojemność kubła (mam 110l to teraz za tę kasę mogę wystawić 240l, i to dwukrotnie w miesiącu).

  15. Darek says:

    Krzysiek, powołałeś się na statystyki, z których wynika, że 20% śmieci nie trafia na wysypiska. Tak sobie myślę skąd GUS czy inny statystyk może wiedzieć ile śmieci jest „produkowane”? Jeżeli to szacują, to błedy tego typu sięgają kilkadziesiąt procent.

  16. @Darek: obstawiam, że jest to raportowane od strony producentów — np. opakowań.

  17. Niestety nie ma dobrego sprawdzonego sposobu na ustalenie odpowiednich opłat za wywóz śmieci. I pewnie takowego szybko nie będzie. O ile w ogóle będzie.

    Zgadzam się z zachętą do segregowania w postaci obniżonych stawek. Pod warunkiem wszak, że w niedalekiej przyszłości i te opłaty nie zaczną drastycznie rosnąć.
    Obawiam się, że wiele gmin robi to tylko po to, aby nie drażnić lwa. A później…

  18. kris says:

    W moim przypadku dotychczasowe koszty wywozu śmieci przedstawiały się na poziomie 6,70 zł od osoby po nowelizacji dostałem propozycję 10 zł za śmieci segregowane i 17 za niesegregowane. Po rozmowie z sąsiadem miesięcznie będzie musiał płacić ok 135 zł zamiast 32 zł .
    Jednym słowem nowy system namawia do oszukiwania więc nie sprawdzi się na 100%.

    Moim zdaniem pojemniki na plastik i malkulaturę powinny być darmowe kto jest za niech podniesie rękę.

    Oni i tak na tym zarabiają.

  19. Marcin says:

    Mi kilka krotonie przyszedł podwojony rachunek za śmieci chociaż kilka razy się zdarzyło że zapomniałem wystawić kosza ze śmieciami i go nie zabrali, nie raz tak było a potem muszę za to płacić jeszcze w dodatku podwójnie, mało tego jeśli raz nie wystawie śmieci a następnym razem jeśli będę wystawiał kosz na śmieci przed dom i położę obok kosza związane ładnie worki ze śmieciami i tak ich nie zabiorą, to jest dla mnie chore, jak tak można postępować, jeden raz się śmieci nie wystawi to potem co z tymi śmieciami zrobić, przecież nie wyrzucę ich do lasu.

  20. Piotr says:

    Na tych plastikowych smieciach zarabiają tylko koncerny naftowe.Kiedyś mleko kupowalo się w butelkach szklanych zwrotnych a nie plastikowych.Lobby zlodziejskie niezle dziala skoro pobiera się od ilości osob a tak naprawdę to jaki jest % osób pracujacych w naszym kraju żeby to wszysko opłacić?Do tego w małych miejscowościach pozamykano lokalne wysypiska tylko po to żeby po kilkadziesiąt km wywozić raz w miesiacu, dobry biznes na tych śmieciach ale ceny takie że taniej chyba będzie je wysyłać kurierem poza granice unni europejskiej.

  21. kris says:

    Jak się dowiedziałem prawie cały plastik idzie do Chin oczywiście nie za darmo kupują go i to za niezłą kasę a później wraca do nas w postaci plastikowych koszul, koszulek i innych tekstyli jak by nie można było yu na miejscu utworzyć fabryki utylizacji i produkcji nici plastikowych na zapotrzebowanie rynku odzieżowego, którego już praktycznie nie ma. Ciekawe jak myslicie gdy bym jakimś cudem udało mi się otworzyć taką fabrykę to czy rząd tuska pozwolił by mi przetrwać i dał zniżki podobne Niemcom?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *