Zacznijmy szanować wodę!

Na współzarządzaną przeze mnie grupę na Facebooku ktoś jakiś czas temu przekleił poniższy obrazek, pierwotnie opublikowany na fanpage powietrzebezsmieci.pl, który strasznie zapadł mi w pamięć. I przyznam szczerze, że troszkę wtedy oniemiałem czytając komentarze, bo byłem przekonany, że o konieczności i zasadności oszczędzania wody wie każdy.

Grupa, o której wspominam, jest powiązana tematycznie z serwisem domowy-survival.pl, na którym od 2010 r. pokazujemy ludziom, jak przygotować się na nieprzewidziane sytuacje kryzysowe i jak w ich trakcie reagować. Taką sytuacją może być m.in. brak wody, czy długotrwała awaria zasilania. Czytelnikom od lat radzimy, by mieli w domu zapas wody i umieli w razie czego ją uzdatnić, np. z pomocą odpowiedniego filtra do wody, choćby zrobionego własnoręcznie, albo zdezynfekować za pomocą promieni słonecznych.

Sądziłem, że nie ma wątpliwości co do konieczności oszczędzania wody. Że skoro uczy się o tym już przedszkolaki, to i dorośli będą o tym pamiętać. Myliłem się jednak.

Wspomnianą grafikę można obejrzeć poniżej.

Wody mamy w Polsce zaskakująco mało. Ja wiem, że wydaje się inaczej: mamy przecież w kraju duże rzeki, wielkie jeziora, baseny artezyjskie. Rzecz jednak w tym, że mamy w Polsce nieduże odnawialne zasoby wody pitnej. W przeliczeniu na mieszkańca, mniejsze niż Iran, Afganistan, Grecja czy Turcja. Odnawialne, czyli takie, które pojawiają się regularnie, co roku.

Im dalej oddalamy się od tego, co tu było przez wieki, czyli pierwotnej puszczy (która w naszym klimacie jest ekosystemem klimaksowym — czyli tym, co sobie wyrasta, gdy na to pozwolimy — widać to także na wszelkich nieużytkach, które zarastają drzewami), tym więcej tej wody marnujemy. I nie mam tu na myśli tylko bezsenownego spuszczania wody w sedesie i pozostawiania odkręconego kranu podczas mycia zębów.

Jak marnujemy odnawialne zasoby wody?

Jest wiele działań, które przyczyniają się, niestety, do marnowania przez nas potwornych ilości tego cennego surowca. Nasze działania zaburzają naturalny cykl wody w przyrodzie (opady deszczu, wykorzystanie wody przez rośliny i zwierzęta, odparowanie, spływanie do rzek i mórz). I o ile wciąż na ziemi wody pozostaje tyle samo, to przez to, że zaburzamy ten cykl, w niektórych miejscach zaczyna jej brakować. Albo zmieniają się jej parametry (np. zaczyna być zanieczyszczona, albo tylko ma wyższą temperaturę, bo została zużyta do schłodzenia skraplacza w elektrowni).

Co jest tego przyczyną?

Poszanowanie wody pitnej

Po pierwsze, chodzi oczywiście o wszelkie marnotrawstwo wody pitnej (nadającej się do picia). Ona w ogromnej większości przypadków czerpana jest z rzek lub źródeł. Im mniej jej zużyjemy, tym lepiej. Im mniej spłynie do kanalizacji i później do Bałtyku, tym więcej będzie mogła zagospodarować przyroda.

Tyczy się to także wody wykorzystywanej w przemyśle — do wytwarzania plastików, papieru, tkanin i tak dalej.

Mogę sobie wyobrazić sytuację, że korzystając z wodociągu do podlewania ogródka czy trawnika w pewnym sensie zmniejszamy ilość wody spływającą rzekami do Bałtyku i pozostawiamy ją na terenie kraju. Podobny efekt będzie występować wtedy, gdy mamy zainstalowaną przydomową oczyszczalnię ścieków z drenażem rozsączającym.

Woda czerpana z rzeki, trafia w większości do rzeki z powrotem (bo tam trafiają oczyszczone ścieki) i to w nieznacznym stopniu zaburza naturalną gospodarkę wodną. Dużo większy problem jest z wodą pitną z zasobów głębinowych albo jezior, które odnawiają się wolniej. Taka sytuacja jest np. w okolicy Szczecina, który wodę czerpie z jeziora Miedwie i kilku ujęć podziemnych.

Z deszczu do rynsztoka

Po drugie, wodę deszczową traktujemy jako zło i staramy się pozbyć się jej jak najszybciej. Bo robią się kałuże, błoto, ogólnie deszcz jest niefajny. Trzeba tę wodę skierować jak najszybciej poza działkę, chodnik, drogę. Do rowu przydrożnego albo najlepiej do kanalizacji burzowej.

Im więcej powierzchni zabetonujemy, tym więcej tej wody deszczowej trzeba jakoś sztucznie zagospodarować. Bo w beton i asfalt woda wsiąkać nie chce (pomijając specjalne betony o gąbczastej strukturze oraz polskie dziurawe drogi).

Deszczówki nie zagospodarowujemy w granicach działki, podobnie, jak i większości innych odpadów, które wytwarzamy. Przecież kompostowniki są passe, przydomowe oczyszczalnie ścieków nie są popularne, śmieci też wyrzucamy jak najdalej (nawet do lasu), a tym, co opuszcza nasz komin kompletnie się nie przejmujemy.

Regulacja i regulacje

Po trzecie, regulujemy wodę gdzie tylko się da. Bronimy się przed powodziami (bo przecież musimy zabudowywać obszary, w których od zawsze woda występowała z brzegów). Bronimy się przed podtopieniami. Koryta rzeczek i strumyczków betonujemy. Czyścimy z drzew i krzewów. Nie pozwalamy wodzie płynąć tak, jak zawsze, tylko staramy się, by jak najszybciej płynęła dalej. Gdzieś dalej, poza obszar naszego zainteresowania. Ważne, by nie zalała nam trawnika. A to, że zniszczy most w sąsiednim województwie, to już… jest problem kogoś innego.

Świetnie widać to na przykładzie tego prześmiewczego, ale niestety smutnego, materiału.

Kończy się to tym, że im szybciej woda spływa do Bałtyku, tym mniej pozostaje jej do naszej dyspozycji lokalnie. Tym mniej pozostaje jej w glebie, skąd mogą czerpać ją trawa, krzewy i drzewa. Tym mniej zostaje w bagnach, mokradłach, rozlewiskach. Tym mniej spływa w głąb ziemi, gdzie kumuluje się później w warstwach wodonośnych. Wysychają rzeki, wysychają źródła, wysychają studnie.

Im więcej tej wody marnujemy, tym bardziej kraj nam pustynnieje.

Jak oszczędzać odnawialne zasoby wody?

Wiadomo, że działaniami pojedynczych osób nie jesteśmy w stanie zmienić gospodarki wodnej w całym kraju. Możemy jednak świadomie podejmować różne decyzje, które będą w stanie nas samych i nasze działki choć trochę zabezpieczyć przed suszą.

Najważniejszą rzeczą będzie zagospodarowanie wody deszczowej w granicach działki. Skoro już ten cenny surowiec do nas dociera, nie marnujmy go. Niech wsiąka w trawniki, zamiast spływać po betonie do rowu przydrożnego i dalej do rzeki. W ostateczności można tę wodę przechować na później, choćby w plastikowej beczce podstawionej pod rynnę.

Korzystne jest przechowywanie deszczówki w jak największych zbiornikach, aby później możliwe było jej użycie do podlewania, czy innych celów gospodarczych (np. umycia samochodu). Nie zawsze będzie to się opłacać, jeśli popatrzymy na korzyści wyrażone w złotówkowych oszczędnościach. Jeśli możliwe jest na przykład wykorzystanie w tym celu nieużywanego już zbiornika po szambie, warto to rozważyć.

Jeśli zaś nie możemy tego zrobić, możemy odprowadzić wodę z rynien np. do oczka wodnego, a w ostateczności do studni chłonnej. Były już pomysły, by opodatkować deszczówkę (a pomysł nie jest wcale głupi, jak się nad tym zastanowić).

Oczywiście chodzi nie tylko o samo zagospodarowanie wody spływającej z dachów budynków. Chodzi także o wszelkiego rodzaju podjazdy, chodniczki, stanowiska postojowe. Póki co mamy w Polsce postępującą betonozę i jako wykończenie nawierzchni króluje u nas kostka Bauma. Woda z dużych brukowanych powierzchni nie daje rady wsiąkać w trawniki, więc trzeba stosować odpływy, zamiast po prostu jej nie utrudniać. 🙂

Część z nich można wykonać z ażurowych elementów, betonowych lub plastikowych. Na chodniku się to nie sprawdzi, ale ten z kolei można wykonać z przepuszczalnego betonu. Zresztą nawierzchnię ścieżek czy podjazdów można też wysypać żwirem.

Na działce koniecznie należy pozostawić jak największą powierzchnię biologicznie czynną. Trawniki, grządki z roślinami jadalnymi, rabaty z kwiatami, drzewka, krzewy i tak dalej. Albo grządki hugelkultur, z zakopaną pod ziemią dużą ilością drewna (które powoli się rozkłada i zwiększa zdolność gleby do absorbowania wody) i inne permakulturowe pomysły. W większej skali, na gruntach uprawnych na pochyłym gruncie, stosować swale, czyli rowy wykopane w poprzek spadku (zgodnie z poziomicami). Budujmy oczka wodne, przestańmy osuszać bagna i nie utrudniajmy wodzie wsiąkania w wodę.

Czy pomoże nam to uratować się przed suszą? Jeśli nie spróbujemy, nie będziemy mieli szans…

Jeden komentarz do wpisu “Zacznijmy szanować wodę!

  1. curious says:

    Również moim zdaniem czas na racjonalną gospodarkę wodą.
    Podstawowym problemem Polski jest to że większość ludzi zachowuje się jakgdyby przeludnienie nie istniało a zasoby były niewyczerpane.
    Ciężko powiedzieć z czego to wynika, to już temat dla socjologów.
    Nie zgodzę się jednak że problem jest jednym z wielu „nierozwiązywalnych”.

    Nie potrzeba do tego wielkich mechanizmów – samorządy mają dość władzy aby realizować tego typu działania, potrzeba jedynie chęci obywateli.

    Nie jest również trudno rozbudować instalacje wody o wodę niezdatną do picia – już teraz wiele budynków posiada niezależną instalację do wody cieplej z ciepłowni i wody zimnej. nie ma z tym problemu w erze rurek PEX za okolo złotówkę za metr…
    Spuszczanie wody pitnej w kiblu to po prostu wyrzucanie pieniędzy do kosza, bo woda jest po prostu droga.

    Jesli chodzi o życie poza miastem to moim zdaniem problemu nie ma – większość ludzi ma studnie i uzdatnia wodę do picia w osobnej instalacji.
    Można sobie wykopać staw i tak ukształtować teren żeby zasilać go wodą normalnie trafiającą poza posesję – z dachów, podjazdów itd.
    Dzięki temu można hodować sobie też własne ryby i używać ciepła wody stawu do pompy ciepła.
    Znam wiele osób które wykopały sobie staw zwyczajnie łopatą… ale oczywiście przy pomocy sprzętu jest to banalnie proste.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *