Warszawskie Dni Recyklingu

W tym roku odwiedziłem po raz pierwszy w życiu Warszawskie Dni Recyklingu, które miały miejsce 13 maja, czyli w ubiegłą sobotę.

Idea wydarzenia polega na przyjmowaniu od mieszkańców miasta przeróżnych odpadów i wymienianiu ich na sadzonki. Punkty, w których dokonywano transakcji znajdowały się w każdej dzielnicy. Najpierw oddawano śmieci w zamian za kupony, a za kupony można było później otrzymać sadzonki ziół (1 kupon), kwiatów (2 kupony) i krzewów (3 kupony).

Przyjmowano najróżniejsze rodzaje odpadów, m.in.:

  • zużyte baterie (20 sztuk za 1 kupon),
  • szkło opakowaniowe, plastik, metal (10 sztuk za 1 kupon),
  • zużyty sprzęt elektryczny i elektroniczny, przeliczany na kupony zależnie od wielkości (za lodówkę lub pralkę 3 kupony, 2 za telewizor czy komputer, a 1 za mikser).

Pojechałem tam, bo po większym porządkowaniu mieszkania miałem do wyrzucenia dwa pudła najróżniejszej drobnej elektroniki. Przeróżne zasilacze, przejściówki, lampki, latarki. Ze dwa zegary (budzik i zegar ścienny). Jakaś ładowarka do pakietów akumulatorków NiMH i NiCd. Dwa niedziałające tablety. Jakiś GPS, albo dwa. I ze dwie torebki strunowe starych baterii.

Rzeczy, które zbierałem od lat, a o których już nie mogłem z czystym sumieniem powiedzieć, że jeszcze kiedyś się przydadzą.

Impreza miała zacząć się o 10 rano, a jako że była to sobota, miałem standardowo problem z wygrzebaniem się z domu. Zanim dotarłem na miejsce była 11:30. Oczywiście masa miejsc parkingowych pozajmowana. I długa kolejka ludzi z pustymi rękami.

Okazało się, że ludzie stoją z kuponami po sadzonki. Do oddawania odpadów kolejki nie było.

Kupony właśnie się kończyły.

Na szczęście miałem w nosie ich zbieranie, bo zależało mi tylko na tym, by pozbyć się kłopotliwych odpadów, które od dobrego miesiąca czekały na wyrzucenie.

Popularność tej imprezy świadczy o tym, że mieszkańców Warszawy łatwo zmobilizować do pozbywania się starej elektroniki w zamian za choćby symboliczny upominek.

Świadczy to jednak o tym, że z jakiegoś względu są oni w stanie trzymać w domu niepotrzebny sprzęt. Może także dlatego, że po prostu oddawanie tego typu odpadów wcale nie jest zbyt wygodne? O ile baterie przyjmowane są w wielu sklepach, o tyle z innymi śmieciami jest gorzej.

Przy okazji porządkowania mieszkania przejrzałem także leki w apteczce. Opakowań przeterminowanych leków zebrała się mała torba. Zaniosłem ją do apteki ku zaskoczeniu pracownicy. Zaskoczona była nie tyle samym faktem oddawania starych leków, co ich ilością.

Albo prawie nikt tego nie robi, albo wszyscy te leki odnoszą do apteki regularnie, w mniejszych ilościach…

Tak, czy siak, pomysł fajny. Każda okazja by sprawić, żeby najbardziej kłopotliwe śmieci wylądowały tam, gdzie ich miejsce (zamiast w lesie czy rowie) jest dobra!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *