Ubóstwo energetyczne, czy umysłowe?

Ubóstwo energetyczne to taki stan, w którym rodziny nie stać na to, by ogrzać dom do komfortowych temperatur. Gdy ogrzewanie robi się zbyt drogie, grzejniki są przykręcane, kocioł spala mniej paliwa i udaje się nieco zaoszczędzić. Niestety, kosztem komfortu, zdrowia mieszkańców, oraz stanu technicznego budynku.

Co gorsza, z tym dążeniem do oszczędności, nierzadko wiąże się z przysłanianiem lub wręcz zatykaniem kratek wentylacyjnych, co zaburza działanie wentylacji grawitacyjnej. Wszystko po to, by zmniejszyć napływ zimnego powietrza do domu i stratę ciepła na drodze wentylacji. Oba te czynniki przyczyniają się do znacznego zwiększenia wilgotności powietrza w pomieszczeniach, co z kolei oznacza kondensację pary wodnej na powierzchni ściany lub nawet w jej wnętrzu. A stąd już prosta droga do grzyba, czy wręcz zniszczenia ściany. Że nie wspomnę o ryzyku zaczadzenia w niektórych przypadkach (kocioł gazowy z otwartą komorą spalania do przepływowego ogrzewania wody).

A skąd się bierze się ubóstwo energetyczne? Moim zdaniem w dużej części z ubóstwa umysłowego.

W Polsce ludzie mają brzydki zwyczaj budowania sobie domów na wyrost. Nawet nie chodzi tu o podejście zastaw się, a postaw się, gdy dom musi być bardziej okazały od domu sąsiada. Raczej o coś innego. Dziś młodzi ludzie budują domy, jak to sami mówią, na lata, skazując się na życie w domu zupełnie niedopasowanym do ich potrzeb. Skoro biorą kredyt hipoteczny na 40 lat, muszą zbudować jeden dom na cały ten okres, a więc uwzględniający małe i dorastające dzieci. Uwzględnia się często również miejsce na wypadek, gdyby dzieci po założeniu własnej rodziny chciały mieszkać z rodzicami. Kończy się to tym, że dom jest dużo za duży. Oszczędza się zatem na dobrych oknach, wentylacji mechanicznej, dociepleniach przegród, a potem stawia kocioł na ekogroszek, ciesząc się, że jest tanio.

A na emeryturze nie ma już pieniędzy, by go ogrzać. Bo od czasu wybudowania domu wszystkie paliwa i nośniki energii mocno podrożały. Dość powiedzieć, że wspomniany ekogroszek jest paliwem, który na przestrzeni ostatnich lat podrożał najszybciej, szybciej nawet, niż energia elektryczna.

Ktoś mógłby powiedzieć, że prapoczątkiem tych wszystkich problemów jest sytuacja gospodarcza w Polsce. Że gdyby można było kredyt hipoteczny spłacić w 10 lat, albo zbudować dom z oszczędności, to by ludzie zmieniali dom kilka razy w życiu. Na początku budowaliby dom mały, później zamieniali na większy, a pod koniec życia mieszkali znów w mniejszym, łatwym w utrzymaniu w czystości i niedrogim. Jest w tym trochę racji, nie da się ukryć.

Z drugiej strony, moim zdaniem, to po prostu krótkowzroczność inwestorów. Niby planują budowę domu, który będzie dla inch wygodny przez całe życie, nie zastanawiając się nad tym, ile będzie kosztować ich jego utrzymanie. Dość powiedzieć, że o wyborze źródła ciepła do ogrzewania decyduje się często dopiero gdy dom już stoi. A to błąd.

Wybór odpowiedniego źródła ciepła jest bardzo mocno związany ze standardem energooszczędności budynku. Jeśli dom jest mały i dobrze docieplony, nawet ogrzewanie drogim nośnikiem energii (energią elektryczną) może nie kosztować drogo (patrząc na kwotę, którą trzeba wydać co rok). Z kolei duży dom, o rozłożystej bryle, dużej ilości różnych udziwnień (lukarny, wykusze, balkony), słabo zaizolowany, z mostkami cieplnymi – będzie wymagać do ogrzania dużo energii. I nawet gdy ta energia czerpana jest z najtańszego paliwa (drewno, węgiel), rachunki za ogrzewanie mogą być duże. I z całą pewnością będą robić się coraz większe, bo energia nie tanieje.

Rozsądne podejście do budowy domu

Jak wspomniałem, znacznie lepiej jest budować czy kupić dom dopasowany do naszych aktualnych potrzeb (a więc nie na wyrost) i dobrze ocieplony.

Powierzchnia domu (odwrotnie, niż w przypadku mieszkania) nie ma tak dużego wpływu na komfort. Na własnej działce łatwiej o miejsce do przechowywania różnych różności, których w każdej rodzinie nie brakuje (nart, rowerów, kosiarki do trawy, itd.). Mimo to, ludzie budują duże domy z 30-metrowymi salonami, wykorzystywanymi na spotkania towarzyskie ledwie kilka razy w roku. Podobnie jak z zapasowymi sypialniami, które na co dzień stoją puste (choć oczywiście wymagają też ogrzewania).

Warto zatem zacząć od uczciwego określenia własnych potrzeb, a później dopasowania odpowiedniego projektu, lub stworzenia go od podstaw. Na tym etapie, jeszcze przed pierwszym wbiciem w ziemię łopaty (a tak naprawdę nawet przed złożeniem wniosku o wydanie pozwolenia na budowę), koniecznie trzeba przyjrzeć się projektowi i przemyśleć wybór ogrzewania. Kompleksowa analiza projektu pozwoli np. zrezygnować z kominów i pomieszczenia kotłowni (gdy nie będzie kotła na paliwo stałe ani wentylacji grawitacyjnej), co z kolei pozwoli w części sfinansować inwestycję w technologie poprawiające efektywność energetyczną.

Nie warto budować domu, który później będzie wymagać dużych nakładów na jego utrzymanie. Wartość takiego domu na rynku będzie niższa, a zatem będzie go trudno sprzedać, co będzie dodatkowym kłopotem.

Komentarzy do wpisu “Ubóstwo energetyczne, czy umysłowe?”: 7.

  1. Ja tam mam wrażenie, że nawet jakby były te kredyty na 10 lat oraz jakby budowano z oszczędności to ludzie i tak by budowali większy dom na lata. Niektórzy są przywiązani do tradycji i chcę żyć w wielopokoleniowym domu, a inni nie lubią się przeprowadzać. A te problemy co opisane zostały i tak idzie rozwiązać.

  2. robbo2k says:

    Złośliwie powiedziałbym iż „nie stać Cie” i dorobiasz ideologie do budowy kurnika.

    A poważnie. Większośc domów jakie widze to 140m2 (taka jest wiekszosc projektów taki tez byl limit w dopłatach). Nie jest to wcale duzo dla młodych ludzi którzy mysla o dzieicach. 140m2 to dwa pokoje na dole + kuchnia+lazienka + garaz, 3 pokoje na gorze (2 dla dzieci + sypialnia rodziców). Jest to klasyczny zwykły dom. Dzieci beda w nim mieszkac 18-25 lat wiec co jak teraz nie mam dzieci to mam budowac 80 metrowy kurnik ?

    Co do przemyslen energetycznych to przesz jak dzik przez pole w kierunku domu pasywnego. To juz historyczna moda. Dom pasywny to same siedlisko wad:
    a) uzaleniony od energii elektrycznej
    (rekuperatory, pompy, sterownie)
    b) bukier od północy , szklarnia od południa
    c) obiektywnie brzydki jak tesciowa
    d) nie kazdy chce miec glify 90cm !! niczym otwory strzelnicze w sredniowiecznym zamku bo okna w izolacji licowane ze sciana zewnetrzna. itd.

    Parcie w stronę energochłonności powoduje ze mieszkamy w jakims wynaturzonym monstrum.

    Rzeczy które sa w miarę bezinwestycyjne i realnie zmniejszają koszty.

    1) ocieplenie z 10 do 15cm zwieksza sam koszt styropianu, ale nie robocizny, tynku, kleju (powyzej 15cm trzeba nakladac styropian na dwie warstwy, podwojna robocizna, podwojne kołki, podwójny klej)
    2) Oświetlenie LED (obecny koszt zarowki 3-4W (350-400lm) to 20zł za szt. Zmniejsza sie koszt energii ale tez potencjalna moc przylacza.
    3) Liczniki energii w celu znalezienia zrodel genrowania kosztów.
    4) Włączniki czasowe dla bojlerów i term.
    5) Sprzęty energochłonne z timerami (zwywarki, pralki).

  3. @robbo2k: rzeczywiście, nie stać mnie na budowę domu za gotówkę, a w kredyt się nie chcę pakować. 🙂

    Jeśli nie masz dzieci teraz, to realnie większy dom będzie Ci pewnie potrzebny nie wcześniej, niż za 5-10 lat. Przez ten czas możesz mieszkać w dwukrotnie mniejszym domu, ponosząc mniejsze koszty jego eksploatacji, podobnie, jak mieszkałbyś w mniejszym mieszkaniu, a później zamienił na większe.

    Z domami jest jeszcze ta korzyść, że można je rozbudować, gdy będzie taka potrzeba.

    Dom pasywny jest tak samo uzależniony od prądu, jak każdy inny. Nie zbudowałbym domu nie-pasywnego bez wentylacji mechanicznej, bo to dla mnie coś absolutnie niezbędnego w domu. A pompy są i w każdej klasycznej instalacji ogrzewczej, więc na jedno wychodzi.

    Jeśli chodzi o gusty, to ja nie podejmuję dyskusji. Rzeczywiście, nie każdemu dom w kształcie stodoły, o dość ścisłych wytycznych odnośnie lokalizacji pomieszczeń musi się podobać. Ja wychodzę z założenia, że dom ma być funkcjonalny i tani w utrzymaniu, a nie ładny.

    Wcale nie trzeba mieć glifów 90 cm, skoro ściana w domu pasywnym może mieć ledwie 40 cm, z czego wnęka okienna miałaby 25-30 cm. I to nawet w przypadku domu o klasycznej konstrukcji, że nie wspomnę o ścianach szkieletowych, gdzie ocieplenie jest na całej grubości ściany.

    Światło LED jest póki co gorsze od świetlówek, więc póki co nie warto ich kupować na dużą skalę. Zresztą oświetlenie ma pomijalny wpływ na moc przyłącza elektrycznego.

    Zmywarki i pralki warto podłączyć do ciepłej wody, jeśli będzie grzana inaczej, niż prądem, to się sporo oszczędzi. Twoja propozycja też jest słuszna, choć wymaga dwustrefowej taryfy energetycznej.

  4. robbo2k says:

    Pralka na pranie potrafic zezrec 1,5kWh i wiekszosc na grzanie. To całkiem sporo. Niektóre pralki i zmywarki maja juz podlaczenia do cieplej wody. Analogicznie zmywarka zuzywa powyzej 1kWh na cykl

  5. gosc codzienny says:

    Pobudowałem się kilkanaście lat temu gdy o domach pasywnych, pompach ciepła i innych eko bajerach czytało się co najwyżej w necie. Dom mam spory, salon na balangi (zdecydowanie więcej niż parę razy w roku) ma 45m2 plus kuchnia za przepierzeniem 25m2. Pokoje dzieci mają duże po 30 m2, sypialnia małżeńska 25m2, pokoik pani domu 20m2, dwie łazienki, mój gabinet, garaż, wszystko w obrysie 11,5×14,20. Sporo miejsca. Materiał – pustak pyłowy plus wełna mineralna (ściana warstwowa). Wypalam na to monstrum rocznie kilkanaście kubików drzewa (mam akurat super tanie dojście) plus gazu za 3 tys zł (w tym c.w.u i kuchnia). Wcale nie odczuwam aby było to za dużo. Dzieci idą wkrótce na studia, jeśli wrócą będą mieszkać z nami, jeśli wyfruną to po zakończeniu aktywności zawodowej a dobrym zdrowiu dom sprzedajemy i przechodzimy na cieplejszy klimat, może kupimy kampera. Wszystkie duże pobory energii (pranie, zmywarka) idą w nocnej taryfie, oświetlenie kompakty i ledy, duży UPS omijający strefę dzienną podtrzymuje zasilanie w szczycie (lodówka, brama, pompa c.o.) ładuje się nocą. Prąd żrą komputery i sprzęty RTV idące praktycznie non stop poza nocką, niewiele można tu zrobić. Gmina dopłaca do paneli do c.o. ale u mnie za dużo kombinacji by było z instalacją – nie przewidywaliśmy takiej opcji budując dom. Ale gdy klepną certyfikaty dla prywatnej energii z fotowoltaiki (30% na sprzedaż) obłożę całą połać południowozachodnią panelami – obawiam się jedynie kosztu przyłączenia mojego „źródła” do sieci.

  6. Grzegorz says:

    To prawda ludzie budują dom nie myślac co potem z nim z robią i ile będzie kosztować jego utrzymanie, a o wszystkim przekonują się dopiero gdy emerytura się zbliża

  7. Ruralista says:

    Obawiacie, że ludzie będą ‚bidować’ na emeryturze. Nie dziwcie się, skoro cały kapitał jest dzielony przez liczbę miesięcy opartą o średnie dalsze trwanie życia w momencie przejścia na emeryturę, a nie w momencie rozpoczęcia pracy. A różnica jest znacząca.
    Obecnie przymus opłacania składki emerytalnej do ZUS nie dotyczy tylko rolników, którzy płacą KRUS, lub osób pracujących tylko na umowie o dzieło…

    A co do oszczędności przy wznoszeniu domów. Ludziom, którzy nie zajmują się rolnictwem, ani innymi biznesami, wymagającymi dużej przestrzeni, najtaniej byłoby mieszkać w dwukondygnacyjnych domach szeregowych o rozmiarach segmentu 10 X 10 m, ewentualnie 10 X 12 m. Jednocześnie mogliby mieć pod miastem działkę z ogrodem i daczą, gdzie zaglądaliby wtedy, gdy nie trzeba tam grzać. Taka jedna działka wystarczyłaby dla kilku rodzin, żeby była jak najefektywniej wykorzystywana…

    Ani ludzi (płacących za projekty domów), ani architektów (projektujących domy), ani urbanistów (projektujących osiedla), ani rządzących (ustanawiających prawo), ani urzędników (interpretujących prawo na swój sposób) nie da się jednak do niczego zmusić. Można co najwyżej edukować, podając koszty życia w różnego rodzaju konfiguracjach.

    Co ciekawe ogrzewanie prądem sprawia, że koszt jednej kilowatogodziny jest o wiele niższy niż w przypadku, gdy prądu zużywamy jak najmniej, bo opłaty stałe są niezależne od poziomu zużycia.
    Przykładowo u mnie, przy taryfie przemysłowej i stawce stałej, jedna kilowatogodzina kosztuje 0,55 zł (w tym opłata za energię czynną, za składnik jakościowy i zmienna opłata sieciowa). Kiedy dojdą pozostałe opłaty stałe, to przy zużyciu miesięcznym 300 kWh, 1 khW kosztuje 0,75 zł.
    Jeślibym jednak ogrzewał się prądem i zużywał w zimowym miesiącu razem 2 500 kWh, to za 1 kWh zapłacę już tylko 0,57 zł.
    Tak więc oszczędzanie na żarówkach sprawia, że w koszcie ostatecznym za każdą kilowatogodzinę płacimy więcej.
    Co innego, gdybyśmy mieli rodzinną szeregówkę pod jednym adresem i pojedyncze rachunki za prąd, gaz, wodę, śmieci, wówczas oszczędności byłyby o wiele wyższe…

    Mieszkanie w budownictwie wielorodzinnym nie jest wcale tak opłacalne, bo administracja spółdzielniami / wspólnotami sporo kosztuje, a lepiej się samemu zarządzać…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *