U nas prądu brakuje, w Niemczech z samego OZE jest go więcej, niż potrzeba

W odstępie mniej więcej miesiąca w mediach pojawiły się takie informacje:

W Polsce regularnie latem bijemy kolejne rekordy zapotrzebowania na energię elektryczną. Nic dziwnego, klimat się zmienia, lata są gorące, Polacy coraz częściej kupują klimatyzatory, więc coraz więcej prądu zużywamy właśnie latem. Jest to tym bardziej kłopotliwe, że latem mniej energii elektrycznej wytwarzają elektrociepłownie (dla których głównym produktem jest ciepło, a energia elektryczna powstaje niejako przy okazji), a dodatkowo tradycyjnie na letni okres planuje się remonty bloków energetycznych w elektrowniach.

Jednocześnie w Niemczech rekordy bije wytwarzanie energii elektrycznej w instalacjach fotowoltaicznych. Co ciekawe, produkcja prądu z baterii słonecznych jest dość dobrze skorelowana z temperaturami. Im więcej świeci słońce, tym cieplej, ale też tym więcej prądu da się wytworzyć w instalacjach PV.

Jak wskazuje wspomniany wyżej artykuł, już 15.05. tego roku produkcja energii elektrycznej z OZE niemal zrównała się z zapotrzebowaniem na prąd w Niemczech:

zapotrzebowanie-produkcja-OZE-Niemcy

Zapotrzebowanie na prąd i moc elektrowni w Niemczech, 15.05.2016 r. Kolory od lewej: elektrownie konwencjonalne, słoneczne, wiatrowe, wodne, biomasowe. Źródło: bloomberg.com

No i tak, jak my będziemy mieć tego lata pewnie problem z brakiem energii i koniecznością dokupowania jej z zagranicy, tak Niemcy będą mogli ją sobie odsprzedawać. Jak będzie trzeba jej więcej, to wytworzą więcej prądu z elektrowni konwencjonalnych. W Polsce będzie problem tym bardziej, że zapowiada się kolejne suche lato z niskim poziomem rzek — tych, które służą do chłodzenia części bloków energetycznych w elektrowniach.

Trzeba uczciwie powiedzieć, że jest to efekt długoletniej polityki promocji źródeł odnawialnych w Niemczech. Nie chciałbym tu teraz pakować się w dywagacje na temat tego, czy ta polityka była słuszna i czy rzeczywiście był to optymalny sposób na promocję energetyki odnawialnej. Fakty są jednak takie, że dzięki tej polityce Niemcom będzie tego lata łatwiej wytrzymać upały, niż Polakom.

A jak ktoś się martwi tym, że w czasie największych upałów jego klimatyzator nie będzie działać, polecam mój ubiegłoroczny artykuł o przyjaznych środowisku alternatywach dla klimatyzacji. 🙂

Komentarzy do wpisu “U nas prądu brakuje, w Niemczech z samego OZE jest go więcej, niż potrzeba”: 8.

  1. Niemcy świetnie to rozegrali. Często jeżdżę do Niemiec i mam okazję widzieć całe pola w panelach słonecznych, pełno ich też na dachach zwłaszcza na terenach rolniczych. Uważam, że pod tym względem Polacy powinni brać z nich przykład, ponieważ na przykład nawiązując do klimatyzatorów, takie baterie pokryły by jego koszt, a my zaoszczędzili sporo pieniędzy.

  2. Coondelboory says:

    Też uważam, że Niemcy powinny zafundować sobie jak najwięcej źródeł fotowoltaicznych i wiatrowych. To jest w naszym, polskim, jak najlepiej pojętym interesie, żeby nasz konkuent, żeby nie powiedzieć wróg, nałożył sobie jak najcięższe chomąta. A my brońmy się przed tym obłędem, bo fotowoltaika i wiatraki to najkosztowniejsza i najbardziej kłopotliwa, w takiej skali wręcz szkodliwa metoda generowania energii elektrycznej. To, że jakiegoś dnia o jakiejś godzinie wiatraki i fotowoltaika pokryła zapotrzebowanie, to nie znaczy, że jest zdolna pokrywać je zawsze. Wręcz przeciwnie, jestem pewien, że były godziny z generacją 0MW, i że było ich wiele. Tak będzie niezależnie od zainstalowanych mocy. Można je powiększyć gigantycznym kosztem choćby i stukrotnie, a i tak zdarzy się niejedna bezwietrzna noc.
    Do czasu opanowania technologi taniego magazynowania energii wiatraki i fotowoltaika nie powinny wyjść poza niszę w której niestabilność nie jest problemem. Patologiczny przerost tych mocy, który wynika tylko z hojnych dopłat i nadmiernych preferencji (np. przeniesienie bilansowania tych źródeł na operatora systemu), rujnuje rynek i uniemożliwia racjonalne planowanie i inwestowanie w branży. Niedobory mocy wynikaja wprost z toksycznego wpływu dotowanych OZE na całą energetykę.
    Niemcy uwiązali sobie kamień do szyi, a wykorzystując swoją pozycję polityczną w UE próbują uwiązać go też innym i jeszcze na tym zarobić.

  3. Jasne, że są momenty, gdy fotowoltaika nie wytwarza prądu — na przykład w nocy. Z wiatrakami jest inaczej — jest ich na tyle dużo i są rozsiane po obszarze na tyle dużym, że niemal zawsze gdzieś wieje. I to tylko kwestia przesłania później tego prądu z jednego miejsca w inne.

    Niemniej jednak, rzeczywiście tego typu źródła, uzależnione od pogody, mogą być kłopotliwe. Ale te kłopoty można rozwiązać. Elektrownie oparte o turbiny gazowe uruchamia się w kilka minut i mogłyby stanowić świetną rezerwę dla źródeł odnawialnych. Gdy prądu brakuje, można u odbiorców czasowo wyłączać niektóre urządzenia — i to nie tylko w przemyśle, lecz także u odbiorców indywidualnych. Jak się komuś na godzinę wyłączy elektryczne ogrzewanie domu, to nie zdąży nawet za bardzo tego odczuć, a w zamian mógłby dostać tańszy prąd.

    Co do magazynowania energii, to rzeczywiście problem wymagający rozwiązania, ale technicznie już dziś nic nie stoi na przeszkodzie, żeby używać jako magazynów prądu samochodów o napędzie hybrydowym lub elektrycznym.

  4. Jacek says:

    Tak długo jak „Polska będzie węglem stała” i nie zmieni się nasze podejście i mentalność w kwestii produkcji energii tak długo można będzie można pomarzyć o takim poziomie rozwoju OZE jak w Niemczech. Niestety węgiel póki co jest zbyt upolityczniony, żeby mogło zacząć zanosić się na jakieś zmiany.

    A tego lata znowu odczuje to każdy, zwłaszcza jak w galeriach handlowych wyłączą klimatyzację, ruchome schody i ograniczą oświetlenie 😉

  5. Coondelboory says:

    Lisie, od gościa aspirującego do roli eksperta w dziedzinie energetyki oczekiwałbym rzetelności w dyskusji. Stwierdzenie, że „Z wiatrakami jest inaczej — jest ich na tyle dużo i są rozsiane po obszarze na tyle dużym, że niemal zawsze gdzieś wieje. I to tylko kwestia przesłania później tego prądu z jednego miejsca w inne” niestety jest bałamutne i doskonale o tym wiesz. Tak samo z lekceważącym stwierdzeniem o wyłączeniu na godzinę ogrzewania w domu. Z tego, że „gdzieś wieje” nic nie wynika, bo po pierwsze niepracujące wiatraki też kosztują, a po drugie linie do przesyłania energii kosztują również. Koszt budowy 1 MW farmy wiatrowej jest podobny jak nowoczesnego bloku węglowego. Tyle, że chcąc mieć rzeczywiście średniorocznie 1 MW z wiatraka, to trzeba wybudować tych megawatów co najmniej cztery (wykorzystanie mocy w warunkach Polski to ok 27-33%), a w rzeczywistości sporo więcej, bo przecież nie umiemy efektywnie magazynować energii i to co wiatrak wyprodukowałby powyżej bieżącego zapotrzebowania przy silnym wietrze trzeba niestety odrzucić. Więc mielibyśmy wybudować sobie 100 GW, za cenę 100 GW, żeby zaspokoić 25 GW szczytowego zapotrzebowania w systemie. Plus do tego sieci i rezerwujące całą szczytową moc elektrownie gazowe z umowami na dostawę paliwa.
    Kwestia wyłączenie na godzinę pieca w domu – zgodzę się, że to nie kłopot. A co z wyłączeniem WSZYSTKIEGO na PIĘĆ DNI w grudniu? A taki bezwietrzny okres zdarzył się już Niemcom.
    Wiatraki i fotowoltaika bez zdolności magazynowania energii w tym rozmiarze, jaki już mamy, a tym bardziej jaki maja Niemcy to generator kłopotów i kosztów. Powtórzę jeszcze raz – te technologie powinny siedzieć w niszy i rozwijać się tam spokojnie do momentu osiągnięcia dojrzałości. Tymczasem zrobiono z nich gigantycznego balona, który destabilizuje cały rynek energetyczny i którego oklapnięcie po wycofaniu dotacji (a to jest pewne) doprowadzi do katastrofy finansujące go banki i inwestorów.

  6. 7 lat temu opublikowałem tu tłumaczenie świetnego artykułu opisującego na przykładzie taki stan, jaki opisujesz — duży obszar, wiele wiatraków.

    Fotowoltaika i turbiny wiatrowe jako takie są technicznie dojrzałe. Problem nie jest w tym, że one zostały do sieci podłączone. Problem w tym, na kogo spadł obowiązek zapewnienia rezerwy dla tych źródeł. Moim zdaniem obowiązek zapewnienia takich mocy albo uzbieranie na rynku odpowiedniej ilości negawatów powinien być po stronie właściciela wiatraka.

    Dopóki wygląda to inaczej, dopóty cała duża energetyka będzie się przeciwko podłączeniom OZE buntować, bo po ich stronie podłączanie źródeł energii odbierających im zarobek dodatkowo jeszcze tylko generuje koszty.

  7. Coondelboory says:

    Przywołany przez Ciebie przykład z Hiszpanii jest potwierdzeniem mojej tezy – zagwarantowanie stabilności sytemu z dużą ilością wiatraków wymaga znacznego przewymiarowania jego strony wytwórczej. Czyli mając stronę popytową na poziomie 25GW w szczycie fundujemy sobie źródeł wiatrowych na 100GW, do tego ze 20GW w źródłach gazowych (plus gaz – najpewniej w formule take-or-pay) i szczytowopompowych, oraz jeszcze sieci zdolne przerzucać te moce z jednego krańca kraju w drugi. Kosztuje nas (jako społeczność zamieszkującą terytorium kraju, bo przecież właściciele wiatraków, el. gazowych i sieci spłacą te inwestycje pieniędzmi, które od nas zbiorą w rachunkach i dopłatach) kilkakrotnie drożej niż konwencjonalna energetyka. Nie próbuj nawet mnie przekonywać, że to jest mądre. Ale Niemcy niech sobie robią tego jak najwięcej 😀

    ps. Kryterium dojrzałości wg. mnie to gotowość do uczestniczenia w rynku na ogólnych zasadach. Odpowiedz mi, ile pozostałoby czynnych ( a tym bardziej powstało nowych) farm wiatrowych, gdyby zlikwidować istniejące preferencje, a choćby tylko obciążyć je postulowanym przez Ciebie obowiązkiem bilansowania? Obawiam się, że na tą dojrzałość sobie jeszcze poczekamy.

  8. No tak, za te źródła ktoś ostatecznie zapłaci. I doskonale wiemy, kto to będzie.

    Obawiam się, że energia z odnawialnych źródeł musi być, przynajmniej dziś i przez najbliższych kilkanaście lat, droższa niż z paliw kopalnych. Ja jestem w stanie to zaakceptować i nawet za tę energię więcej płacić.

    Jestem umiarkowanym zwolennikiem OZE. Chciałbym mieć przy domu elektrownię słoneczną albo fotowoltaiczną. Najchętniej mieszkałbym w domu autonomicznym energetycznie, ale pewnie i tak miałbym podłączenie do sieci, żeby ten prąd odsprzedawać.

    Gdyby zlikwidować dopłaty do OZE zostałyby pewnie tylko te wiatraki montowane przez pasjonatów, którzy robią to od wielu lat. Rzeczywiście, na taką dojrzałość poczekamy. Oby się jednak nie okazało, że motorem napędowym tej dojrzałości nie będzie rozwój tych źródeł, tylko rosnące ceny energii z paliw kopalnych, wywołane albo przez koszt paliw, albo przez koszty środowiskowe. Bo jednak z punktu widzenia gospodarki te dopłaty do pewnego stopnia mają sens, bo przyspieszają rozwój branży. Nie podoba mi się to, bo jestem przeciwnikiem jakichkolwiek dopłat z budżetowych pieniędzy, ale nie mam na to żadnego wpływu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *