O suszy w Kalifornii, czyli jak pech splata się z bezmyślnością

Czy chcielibyście budować domy w miejscu, w którym o czystą wodę jest trudno? Do którego trzeba ją ściągać z odległości kilkudziesięciu, albo kilkuset kilometrów? Gdzie prawie w ogóle nie pada, za to jest ciepło i dużo wody paruje? Gdzie można ją też czerpać z podziemnych zbiorników, ale nieodnawialnych, a w dodatku znajdujących się bardzo głęboko?

Ja nie, ale masie ludzi w Kalifornii w USA te aspekty nie przeszkadzają.

Że woda jest potrzebna do życia, to wiadomo. Że jest potrzebna do podtrzymania amerykańskiego stylu życia, też. I chodzi tu nie tylko o podlewanie trawników i prysznice w olbrzymiej ilości wody, ale też produkcję żywności oraz energii. Do obydwu tych procesów potrzeba jej mnóstwo.

Budowa gospodarki w miejscu, gdzie tej wody jest zwyczajnie za mało, jest bezmyślne.

I gdy nadejdą suche lata, robi się naprawdę niesympatycznie.

Wyglądać to może na przykład w ten sposób, w jaki widać to na Jeziorze Oroville. Tak wyglądało kilka lat temu (źródło: imgur.com):

jezioro-oroville-przed

Woda ma może trochę niezdrowy, zielony kolor, ale to pewnie przez algi. W ciepłym klimacie chętnie rosną.

Teraz zaś, po trzyletniej suszy, wygląda tak (źródło: także imgur.com, ta sama galeria):

jezioro-oroville-po

Ale nie ma powodów do niepokoju, przecież wszystkie łódki się w marinie mieszczą. A to, że można dojść suchą stopą tam, gdzie kiedyś trzeba było docierać z pomocą mostu, to inna historia.

Z powietrza (a dokładnie z satelity) wygląda to tak, jak na poniższej fotce (źródło: Google Maps). To dokładnie to samo miejsce, co na powyższej fotografii — górna część zdjęcia satelitarnego odpowiada dolnej części powyższych fotek.

jezioro-oroville-satelitarne

 

Prawdziwe problemy robią się dopiero, gdy ludzie nie mają wody. Na początku tylko do podlewania trawników czy mycia samochodów. Później będzie trzeba oszczędzać ją w całym domu, włącznie z rzadszymi lub krótszymi kąpielami, albo niespuszczaniem wody w toalecie. Czystą, pitną, uzdatnioną wodą nie powinno się przecież spłukiwać toalet. Do tego powinna służyć podczyszczona szara woda — instalacja do jej użycia jest tak prosta, że o pomstę do nieba woła, że prawie nikt tego nie stosuje.

Co tu dużo mówić. Wody w przyszłości będzie nam jeszcze bardziej brakować, niż dziś. Susza w Kalifornii jest tylko tego dość drastycznym przykładem.

Komentarzy do wpisu “O suszy w Kalifornii, czyli jak pech splata się z bezmyślnością”: 4.

  1. Staszek says:

    Ogólnie, to dla mnie nieoszczędzanie wody jest bezmyślnością. Nawet w pracy w kuchni – ktoś myje po sobie naczynia po śniadaniu, woda leje się cały czas na full, jednocześnie osoba z kimś rozmawia i się w ogóle nie spieszy z tym myciem. Pal licho, że można nie myśleć o poważnych skutkach – ale rachunki? Kiedy jeszcze byłem na studiach, współlokatorzy też gdzieś mieli oszczędzanie.

  2. Bodix says:

    Według danych hydrotechnicznych przeciętny Polak zużywa blisko 170-200 litrów wody dziennie, a Amerykanin prawie dwukrotnie więcej, ale np mieszkaniec Afryki zużywa 4 razy mniej od nas. Osoby zamieszkujące najuboższe tereny na świecie użytkują ledwie 5-10 litrów dziennie ( jeden raz spłukanie wody w toalecie).

  3. Piotr B says:

    Jest to odrobinę niepokojące. Ale raczej nie zdarza się nam o tym myśleć, bo przecież mamy czystą pitną wodę na wyciągnięcie ręki w kranach.

  4. luzfan says:

    Całkiem inne podejście do oszczędzania wody jest w Australii. W czasie nasilającej się suszy, ktoś kto podlewa trawnik wbrew urzędowemu zakazowi – podlega karze (uregulowania z Sydney). A donosy sąsiadów na podlewającego trawnik traktowane są jako rzecz normalna i wypełnienie obywatelskiego obowiązku. I dzieje się tak pomimo ustalonych norm zużycia wody, przekroczenie których skutkuje bardzo wysokimi rachunkami.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *