Smog w Warszawie

Od niedawna sporo się mówi w Warszawie o smogu, bo miejskie stacje do pomiaru jakości powietrza wielokrotnie podają przekroczenia norm zawartości pyłów PM10 (o średnicy poniżej 10 µm) i PM2,5 (o średnicy poniżej 2,5 µm). Uznałem, że warto poruszyć ten temat na blogu.

Smog to w największym skrócie uciążliwe zanieczyszczenie powietrza w dolnych warstwach atmosfery, głównie wysokie stężenia pyłów. Właśnie przekroczenie dwóch wspomnianych parametrów świadczy o tym, jak duże jest to zanieczyszczenie.

Przykładowo, średnie dobowe stężenie pyłu zawieszonego PM10 powinno być poniżej 50 µg/m3, a rocznie ten poziom może być przekraczany 35 razy. Tymczasem do końca lutego 2016 r. jedna ze stacji pomiarowych w Warszawie pokazała takie przekroczenie ponad 20 razy.

A czemu w ogóle smog jest problemem? Bo z powodu smogu umierają ludzie. I to nie tylko w sposób tak spektakularny, jak to kiedyś miało miejsce w Londynie. Ludzie nie umierają po kilku wdechach zapylonego powietrza, gdy wyjdą na spacer na świeże powietrze. Po prostu smog przyczynia się do rozwoju wielu chorób, na które umierają Polacy.

Ilu?

Ponoć co roku w Warszawie ponad 2 500 osób umiera przedwcześnie ze względu na choroby związane ze smogiem. W całej Warszawie umiera rocznie ok. 18 000 osób. To pokazuje skalę problemu.

Skąd się bierze smog w Warszawie? Ponoć 60% dociera do nas z podwarszawskich miejscowości, zwłaszcza Otwocka, położonego na południowy wschód od Warszawy. To trochę dziwne, bo w naszej strefie klimatycznej przeważają wiatry zachodnie. Za dużą część smogu odpowiada transport samochodowy. Ale nie tylko rury wydechowe (zwłaszcza starych silników wysokoprężnych), lecz także ścieranie się klocków hamulcowych i opon. Ten pył w części osiada na ulicach, a później jest z nich na powrót podrywany przez wiatr i tak sobie między blokami krąży. Przemysł przyczynia się do smogu w bardzo niewielkim stopniu.

A skąd ten pył w podwarszawskich miejscowościach? Nie tylko zresztą tam, bo powstaje także i w dzielnicach takich, jak Ursus czy Włochy. Ogromna jego część powstaje w domowych kotłach centralnego ogrzewania. Zwłaszcza starych kotłach węglowych, opalanych byle czym i byle jak. Źle prowadzone, stare palenisko może emitować pył w ilości nawet ponad 400 mg/m³. Miligramów! Normy zaś mówią o mikrogramach…

A problem jest jeszcze większy dlatego, że władze miasta prawie nic z tym nie robią.

Okay, władze Warszawy nie mają wpływu na to, czym i jak ogrzewają swoje domy mieszkańcy Otwocka czy Pruszkowa. Nawet nie ma przepisów, które pozwalałyby im mieć taki wpływ. Mogą co najwyżej wpływać na to, jak domy ogrzewają Warszawiacy.

Mogą też działać na rzecz ograniczania ruchu samochodowego w mieście. I jego upłynniania. Władzom i mieszkańcom powinno zależeć na tym, by do centrum wjeżdżało mało samochodów i by pozostawały tam krótko. Emisja pyłów jest dużo większa w korku, niż przy płynnej jeździe bez hamowania i przyspieszania. Korki są dobrym mechanizmem zniechęcającym do korzystania z samochodu, ale akurat tu nieskutecznym. Ulice powinny być albo puste, albo przejezdne.

Można zachęcać ludzi do korzystania z komunikacji miejskiej, rowerów, spacerów. Ja sam wracam z pracy do domu piechotą bardzo często. Ale co to za korzyść zdrowotna, jeśli wdycham przy okazji ten pył? Dobrze, że ludzie w mieście jeszcze nie mają w pełni świadomości jakości tego powietrza, bo gdyby mieli, to by jeszcze chętniej jeździli samochodami. Te mają przynajmniej filtry chroniące częściowo przed pyłem…

W ogóle mieszkańcy miasta mają bardzo mało możliwości ochrony przed pyłem. Można z domu nie wychodzić, bo w domach zazwyczaj stężenie pyłu jest mniejsze. Można je jeszcze ograniczyć, jeśli mamy w domu wentylację nawiewną lub nawiewno-wywiewną z filtrem zatrzymującym cząstki stałe. Ale wentylacja mechaniczna w polskich domach i mieszkaniach jest bardzo mało popularna.

Może więc Warszawiacy powinni zacząć chodzić w maseczkach przeciwpyłowych? Może jakby 10% mieszkańców miasta ich używało, to reszta zaczęłaby się zastanawiać, o co chodzi? Może wtedy ludzie zaczęliby wpływać na władze miasta, by coś wreszcie zrobiły?

A co można zrobić? Choćby podłączać kolejne osiedla i domy do sieci ciepłowniczej, aby zasilane były w ciepło do ogrzewania z miejskich ciepłowni i elektrociepłowni. Te wytwarzają pyłów znacznie mniej, bo korzystają w części z gazu ziemnego, mają też instalacje odpylania spalin, których na domowych kotłach nie ma i raczej nigdy nie będzie.

Tylko jak zachęcić ludzi, by podłączali się do sieci i ogrzewali domy ciepłem, za które trzeba płacić, zamiast mieć je za darmo spalając w starym kotle kalosze, szmaty i butelki PET po napojach?

Komentarzy do wpisu “Smog w Warszawie”: 2.

  1. ciseq says:

    Problem jest dość złożony i nie składa się tylko z piecyków c.o. Istnieje przecież coś takiego jak SMOG letni i jaki wtedy jest udział piecyków c.o. ?!
    Co do palenia śmieci, to skoro SM nie ma fotoradarów może chodzić i sprawdzać co ludzie palą, np. brać próbki popiołu itd. Może bez analiz żadnych, ale wielu ludzi zrobi po nogach i będzie się bało palić takie rzeczy. Zaś za złapanie powinny być odpowiednie kary.

    Kwestia transportu – Na przykładzie Wrocławia DRAMAT !! Mało, które większe miasto ma to porządnie rozwiązane w Polsce. Wiek aut, zwłaszcza z silnikami wysokoprężnymi też ma wiele do powiedzenia, ale to nie bierze się z niczego, jeżeli osoby zatrudnione w firmach poniżej 9 osób zarabiają ok. 1640 zł netto/mc ….

    Cały problem jest na dłuższą dyskusje i myślę, że jeżeli chodzi choćby o emisje z pieców c.o. i kominków należy zacząć od EDUKACJI (pali się odpowiednim materiałem, nie śmieciami), są piece najnowszych generacji, które niemalże nie kopcą i ograniczają w znaczącym stopniu emisje szkodliwych rzeczy. Doliczmy do tego, że w samym Wrocławiu w ciągu ostatnich 5 lat wycięto 60 TYS. drzew !!!! a to wszystko się nawarstwia i mamy potem problem.

    Pozdrawiam i zachęcam do dalszej dyskusji.

  2. Iwona says:

    Jedynym sposobem zachęcenia ludzi do ekologicznego opalania jest niestety połączenie surowego karania za palenie śmieciami, dopłat do gazu/węgla dla ubogich i wieloletnia kampania społeczna – telewizyjna i ambonowa (bo problem dotyczy szczególnie osób „starej daty”, ze skrajnie niską świadomością ekologiczną). Natomiast tej bardziej świadomej części społeczeństwa można polecić oczyszczacze powietrza np ze strony https://loveair.pl, gdzie sama kupiłam, bo póki sytuacja się nie zmieni, warto ratować swoje zdrowie (i urodę) jak się da 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *