Śledzenie przez liczniki prądu, czyli czy trzeba się bać inteligentnych liczników?

To już kolejny mój wpis na temat inteligentnych liczników prądu, bo temat wałkowany jest od czasu do czasu w mediach, a ja w takich momentach zawsze czuję w sobie misję zmiany świata na lepsze. Staram się to robić na przykład prostując różne nieścisłości i oswajając ludzi z technologiami, których nie powinni się bać.

Taką technologią w mojej ocenie jest właśnie inteligentne olicznikowanie odbioru prądu.

Dziś trafiłem w serwisie wyborcza.biz na artykuł „Licznik prądu, czyli jak elektrownie zamienią się w >wielkiego brata<„, o inteligentnych licznikach, za pomocą których zakłady energetyczne miałyby śledzić swoich klientów. Śledzić, tzn. poznawać ich zwyczaje, preferencje, użytkowany w domu sprzęt, itd. A później te informacje sprzedawać na zewnątrz, żeby producenci sprzętu AGD i RTV mogli na ich postawie oferować nam nowe produkty.

W mojej ocenie — zupełnie nie ma się czego obawiać.

Liczniki rzeczywiście będą wykorzystywane przez zakłady energetyczne do śledzenia, bo inaczej nie ma sensu ich instalować. To jeden z celów tworzenia „smart grid”, czyli inteligentnego systemu elektroenergetycznego. Chodzi o to, by zakłady mogły szczegółowo śledzić zużycie prądu u odbiorców, a później na podstawie tych danych robić lepsze prognozy zapotrzebowania na prąd.

Zakład energetyczny będzie mógł rzeczywiście wiedzieć, że np. u rodziny Malinowskich w dniu 01.06.2014 r. o godzinie 11:27:15 wzrosło zużycie prądu o 1 kW, a później przez godzinę zużycie było rzędu 100 W wyższe, niż wcześniej. I że regularnie w tym domu w niedziele między 11 a 12 tak zużycie rośnie. Na tej podstawie ktoś mógłby zgadywać, że to akurat jest pralka, która najpierw przez krótki czas grzeje wodę, a potem przechodzi cały cykl prania, płukania i wirowania.

Czy jednak na tej podstawie zakład energetyczny będzie mógł ocenić, jakiej marki jest to pralka i czy nie jest już na tyle stara, by opłacało się Malinowskim zasugerować kupienia nowszej? Raczej nie…

Nikt też nie będzie w zakładzie energetycznym oceniać, że Malinowscy to wredni grzesznicy, którzy zamiast cieszyć się dniem świętym, ciężko w ten dzień pracują, robiąc pranie i odkurzając mieszkanie. W jednostkowym ujęciu takie dane mają naprawdę niewielkie znaczenie.

W ujęciu globalnym, tj. w perspektywie całych miejscowości, takie dane mają znacznie większy sens. Na ich podstawie można na przykład oceniać, jak duży jest niedobór prądu latem, gdy ludzie uruchamiają klimatyzatory. Licznik zapewne będzie w stanie odróżnić pracę silnika sprężarki od pracy grzałki w czajniku. I to pozwoli zakładowi energetycznemu np. ustalić, na ile opłaca mu się zapłacić za prąd ze źródeł fotowoltaicznych i czy nie będzie to bardziej opłacalne, niż ciągnięcie prądu w środku lata z Bełchatowa.

A nawet jeśli, to czy rzeczywiście trzeba się bać wykorzystania takich danych? Przecież już dziś przekazujemy całemu światu o sobie mnóstwo informacji, zupełnie świadomie (bo przecież każdy z nas czytał regulamin Facebooka i wyszukiwarki Google, prawda?). I jakoś mało kto się buntuje, że na podstawie tych informacji Facebook i Google podsuwają mu reklamy, które potencjalnie mają sporą szansę go zainteresować…

Dlatego naprawdę — nie ma się co tych liczników obawiać.

Komentarzy do wpisu “Śledzenie przez liczniki prądu, czyli czy trzeba się bać inteligentnych liczników?”: 9.

  1. Sam jestem ciekaw jak to do końca będzie. Dla przykładu od kiedy wprowadzane są elektroniczne mierniki ciepła ludzie mniej „kombinują”, jednak z tego co wiem potrafią wyczyniać różne dziwne przekręty ( próba ściągania podobnie jak to było w miernikach ciepła na ciecz).

  2. Melchio says:

    Po jakim protokole będą gadały liczniki? – Ethernet? Będą switche na transformatorach? Czy może impuls generując broadcast jakimś cudem będzie szedł aż do elektrowni? Takich broadcastów w sieci energetycznej były by tysiące. Czy może każdy licznik będzie wyposażony w protokół wyższego poziomu? A może w każdym liczniku wmontują karty sim i będą działać jak modemy? Przy czym jak tysiące mieszkań zacznie nadawać to najbliższy BTS od razu zdechnie. Coś mi się wydaje że poza wciśnięciem ludziom licznika bo ktoś musi zarobić na jego produkcji to się nic nie zmieni.

  3. Adam says:

    Dla mnie jest to jedna wielka inwigilacja i daje głowę, że tego typu informacje prędzej czy później zostaną wykorzystane przeciwko konsumentom.

  4. Piotr says:

    Wszystko pięknie w takim śledzeniu pod warunkiem cykliczności pewnych działań. A nie każdy co sobotę o tej samej godzinie uruchamia pralkę, czy zmywarkę. Często jest tak, że jak się nazbiera brudnych rzeczy, naczyń to uruchamiamy urządzenie. Podobnie będzie z klimatyzacją. Ona będzie włączana, po osiągnięciu pewnej temperatury w domu. A ten stan też jest nieprzewidywalny. Zatem trudno jest pewne rzeczy prognozować …

  5. Jambo says:

    Ja się chyba zgodzę z autorem, ciężko mi uwierzyć, że takie proste dane o rozłożeniu w czasie intensywności korzystania z sieci elektrycznej można wykorzystać w negatywny sposób. Poza tym mamy odpowiednie organy, takie jak Rzecznik Ochrony Danych Osobowych, które można w razie czego zaangażować jeśli by się okazało, że inwigilacja staje się zbyt uciążliwa.

  6. Brookvent says:

    Wyobraźcie sobie, że macie lodówkę starego typy, która żre prądu jak krowa trawę.
    Nie podstawie danych o wyższym niż średnia zużyciu producent mógłby np. zaproponować ofertę z lodówką (nową, tańszą w eksloatacji).

    Poza tym, żadnej firmy nie interesują Wasz dane personalne w celach marketingowych. Są to dane statystyczne, liczone w tysiącach klientów.

  7. Darek says:

    Nie zgadzam się z autorem – śledzenie zużycia na poziomie poszczególnych klientów nie jest do nieczego potrzebne. Może śledzenie obciążenia poszczególnych transformatorów, ale nie liczników! Na razie ENERGA zbiera dane „po sieci” i z tego co napisali są one praktycznie bezużyteczne także jako metoda inwigilacji. Przede wszystkim czas ich gromadzenia jest na tyle dlugi, że na bieżąco nie da się z nich skorzystać. Mozna co prawda ustalic na podstawie obciązenia cos a’la „biling energetyczny”, co może być podstawą do pewnej inwigilacji. Po co to wszystko, razem z serwerami żrącymi prad by dodać zużycie Kowalskich i Nowaków oraz „przewidzieć” jak bardzo obciąży to 1 GW blok energetyczny to pytanie do wielkich tego świata 😉

  8. Patryk. M says:

    Może dzięki inteligentnemu licznikowi powstaną korzystniejsze profile dla róznego typu odbiorców, w zależności od tego, ile pobiera energii?

  9. NoctilucentPig says:

    „A nawet jeśli, to czy rzeczywiście trzeba się bać wykorzystania takich danych? Przecież już dziś przekazujemy całemu światu o sobie mnóstwo informacji, zupełnie świadomie (bo przecież każdy z nas czytał regulamin Facebooka i wyszukiwarki Google, prawda?). I jakoś mało kto się buntuje, że na podstawie tych informacji Facebook i Google podsuwają mu reklamy, które potencjalnie mają sporą szansę go zainteresować…” – często używany, ale niezbyt dobry argument za przyzwalaniem na kolejne formy inwigilacji. Dzisiaj wielu ludzi twierdzi, że instalacja inteligentnych liczników czy np. używanie najnowszych wersji Windowsa jest bez znaczenia, bo Google i Facebook i tak nas inwigiluje. Jutro będą twierdzić, że instalacja kamer w toaletach czy wszczepianie chipów nie jest niczym złym, bo mamy już inteligentne liczniki? Poza tym niektórzy zamiast Facebooka używają Minds (z szyfrowanym komunikatorem i aplikacjami open-source), a Google zamienili na DuckDuckGo. To nieprawda, że nie warto dbać o swoją prywatność, bo i tak będą nas śledzić – będą, jeśli im na to pozwolimy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *