Rekordy w polskiej energetyce wiatrowej – 40% mocy w sieci pochodziło z wiatraków!

Na przestrzeni kilku ostatnich dni mieliśmy do czynienia z wyjątkowo wietrzną pogodą. Spowodowało to nie tylko wiele zniszczeń i strat, ale miało też pozytywne skutki. Rozwiało smog i pozwoliło polskiej energetyce wiatrowej na pobicie kilku rekordów.

Jak podaje serwis wysokienapiecie.pl na podstawie danych z PSE, 23.12 polskie wiatraki pracowały na 90% swoich możliwości, wytwarzając prąd z mocą ok. 5,2 GW (przy całym zapotrzebowaniu na moc w kraju w tamtym momencie rzędu 22 GW). 25.12 zaś pokryły zaś ok. 40% całego zapotrzebowania na prąd.

Poniższy wykres przedstawia tę sytuację w szczegółach. Kolorem niebieskim zaznaczono produkcję prądu z elektrowni wiatrowych, zaś czerwona linia to łączne zapotrzebowanie na prąd w danym momencie w Polsce. Widać, że momentami mieliśmy do czynienia z nadprodukcją energii w skali kraju. Udało się ją skutecznie wyeksportować za granicę.

Produkcja prądu w Polsce od 23.12 do 26.12.2017 r. Autor: Bartłomiej Derski. Źródło: wysokienapiecie.pl.

Choć z jednej strony mamy fajne rekordy, z drugiej — leżące pod spodem problemy wynikające z dużych ilości energii elektrycznej wyprodukowanej w niedających się regulować źródłach. Bo oczywiście można ograniczać wydajność farmy wiatrowej, na przykład unieruchamiając kilka turbin, to jednak nie jest to w internesie jej właściciela. Temu zależy na tym, by jak najlepiej spieniężyć korzystne warunki pogodowe. Zresztą jest to także w interesie środowiska. Gdy nie musimy spalać węgla, nie róbmy tego.

Warto też zwrócić uwagę na to, że mamy w tej chwili dość nietypowe warunki pogodowe, z jednej strony dużo wiatru, ale z drugiej także wysokie temperatury. Zimą tradycyjnie w kraju sporo prądu wykorzystują ludzie do elektrycznego ogrzewania domów i mieszkań, ale ze względu na brak mrozu w czasie świąt (i mniejsze obciążenie w przemyśle, handlu i usługach) mieliśmy też do czynienia z niezwykle niskim zapotrzebowaniem prąd.

Problem w takich sytuacjach polega na tym, że w Polsce prawie nie ma źródeł energii elektrycznej, które można byłoby całkowicie wyłączać w takich sytuacjach. Nie ma też takich źródeł, które można błyskawicznie uruchomić, gdy wiatr przestanie wiać, albo gdy prędkość przekroczy granice, przy których ze względów bezpieczeństwa należy wyłączać turbiny wiatrowe. Zatrzymać można elektrownie szczytowo-pompowe. Do pewnego stopnia także (na pewien czas, a i to nie zawsze) ograniczyć moc w elektrowniach wodnych. Węglowe naturalnie mogą pracować z mniejszą mocą, ale nie jest to ani ekologiczne, ani opłacalne. Jednostkowe emisje zanieczyszczeń w odniesieniu do wyprodukowanego prądu są większe, niż gdy pracują z wydajnością bliską nominalnej.

Jakie jest rozwiązanie? W skali systemu elektroenergetycznego potrzeba byłoby zbudować sporo małych, elastycznych elektrowni, które dałoby sie łatwo uruchomić i łatwo zmieniać ich wydajność. Najlepiej, by były to źródła możliwie rozproszone po kraju, aby zmniejszyć straty na przesyle energii elektrycznej. Technicznie to nic trudnego, wystarczy postawić kilka GW pod postacią turbin gazowych lub spalinowych agreatów prądotwórczych (na gaz ziemny lub biogaz). Zwłaszcza agregaty w biogazowniach są całkiem fajnym rozwiązaniem pod tym kątem, choć z pewnych względów nie są optymalne (do produkcji biogazu potrzebne jest ciepło, najczęściej pochodzące właśnie z tego silnika na biogaz).

Można szukać rozwiązań by prąd zmagazynować na później, jak choćby pod postacią sprężonego powietrza (doskonale to współgra z turbinami gazowymi, które do pracy potrzebują także sprężonego powietrza).

Nadwyżki prądu można też magazynować w domach, w akumulatorach samochodów elektrycznych, ale tych jest jeszcze na polskim rynku dużo za mało. I też nie sądzę, by konsumenci chcieli wykorzystywać swoje akumulatory jako miejsce do przechowywania prądu z sieci (co by wymagało także ich rozładowywania w odpowiednich momentach).

Komentarzy do wpisu “Rekordy w polskiej energetyce wiatrowej – 40% mocy w sieci pochodziło z wiatraków!”: 4.

  1. Kuba says:

    Bardzo fajny wpis – szczerze to teraz sporo szumu jest wokół tej elektryki i gazociągu Baltic Pipe a ja całkowicie sobie odpuściłem ten temat – dzięki, zachęciłeś mnie, żeby trochę bardziej się w to zagłębic

  2. Cezary Łukasiewicz says:

    Z jednej strony jestem pozytywnie nastawiony o wiatraków i pozyskiwaniem w ten sposób energii. Z drugiej jednak strony uważam że takie elektrownie powinny być stawiane w dużych odległościach od najbliższych zabudowań, zarówno domów, budynków gospodarczych czy tym bardziej domków na wsi czy letniskowych.

  3. Maria says:

    Może i w święta te 40% mocy pochodziło z wiatraków, ale na co dzień stanowią 4% razem z innymi odnawialnymi źródłami energii oraz łupkami i piaskami butanicznymi.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *