Problem ze śledzącymi licznikami

Trafiłem wczoraj na Wykopie na materiał o tym, jak to inteligentne liczniki prądu śledzą to, co ludzie robią w domu. I jak wielki jest to problem.

Choć część z przedstawionych w materiale informacji jest zgodna z prawdą, to jednak osobiście uważam go za mocno przesadzony.

Faktem jest, że inteligentne liczniki mierzą zużycie prądu w danym momencie — czyli pobieraną przez domową instalację moc. Stanowi ona nic innego, jak moc pobieraną łącznie przez wszystkie działające urządzenia.

Ten pomiar (smart metering) jest jednym z fundamentów istnienia inteligentnej sieci elektroenergetycznej (smart grid), w której takie dane używane są np. do bilansowania popytu na prąd i jego wytwarzania. Rozwiązania te przyczyniają się do zmniejszenia kosztów funkcjonowania zakładów wytwarzających prąd i tych, które go dystrybuują. Nic więc dziwnego, że energetyka chciałaby wdrażać je najszerzej, jak tylko się da, bo dzięki temu zarabiać będzie więcej.

Z drugiej strony mamy właśnie takie opinie, jak te tutaj, że to zło, szpiegostwo, czy wręcz podsłuchiwanie mieszkańców domów bez nakazu sądowego.

Technicznie rzecz ujmując, można mierzyć nie tylko obciążenie licznika, ale też jego charakter. Nieco inaczej wygląda pobór prądu, gdy w domu włączona jest świetlówka, lodówka, maszynka do golenia, czy kosiarka do trawy. Każde z tych urządzeń ma nieco inną charakterystykę poboru prądu. Znając ją, można starać się oceniać, które konkretnie urządzenia są w danym momencie włączone.

I to właśnie przeciwnikom inteligentnych liczników się nie podoba. Bo boją się, że elektrownie będą wykorzystywać informacje o tym, jaką mają lodówkę, kiedy golą zęby i kiedy wyjeżdżają na wakacje. I czy hodują w domu nielegalne roślinki.

Z drugiej strony, choć coś jest technicznie wykonalne, nie oznacza od razu, że jest łatwe. I że jest sensowne.

Jaką wartość dla zakładu energetycznego stanowi informacja o tym, kiedy ktoś goli twarz czy myje zęby elektryczną szczoteczką (czy raczej kiedy ją ładuje)? Znikomą, bo i te urządzenia zużywają znikomą ilość energii. Większe znaczenie ma, kiedy ktoś włącza suszarkę do włosów. Ale z punktu widzenia zakładu energetycznego istotne jest, ile prądu zużywane jest w danej godzinie i czy da się znaleźć jakieś prawidłowości. Bo przecież nieistotne jest, czy w danym momencie uruchomiona jest suszarka do włosów, toster, żelazko, czy przepływowy ogrzewacz wody. Ważne, że prąd jest czerpany z gniazdka i trzeba go wytworzyć i do domu dostarczyć.

Pisałem o tym rok temu i zdania nie zmieniłem. W mojej ocenie tym szpiegowaniem zupełnie nie ma się co przejmować. No ale to tylko moja opinia.

Jeśli powszechne są obawy, że te dane mogą być wykorzystywane w różnych niecnych celach, to warto byłoby podjąć działania służące do uporządkowania tej kwestii. Można stworzyć procedury zmuszające do anonimizowania tych danych na poziomie samego licznika i przekazywania oraz gromadzenia ich w taki sposób, by nie dało się ich nijak przypisać do konkretnego domu. Można też np. uśredniać przesyłane dane w jakimś okresie, np. 1 minuty, co sprawiłoby, że nie dałoby się już ocenić, czy ten 1 000 W zużywa suszarka do włosów, żelazko, czy toster.

Argument, że jak ktoś jest uczciwy i nie ma się czego obawiać, to się szpiegowania nie boi. Bo to jest argument z puli tych, które bardzo często używane były w różnych totalitaryzmach…

Komentarzy do wpisu “Problem ze śledzącymi licznikami”: 4.

  1. Tomasz Hołek says:

    Otóż nie chodzi o czyste szpiegowanie, czy ktoś używa suszarki czy tostera rano. Chodzi o profilowanie i klastrowanie informacji o danej osobie. Przykład: o 22:00 gasną w domu wszystkie światła, ale o 23:15 brane są w krótkim odstępie czasu dwa prysznice, z czego wysuwa się wniosek, że kochałeś się ze swoją żoną. Problem jednak taki, że żona w tym czasie w delegacji. Na tej podstawie wiadomo, że ją zdradzasz.. etc. Inny przykład: w mieście wieczorem są nieprzychylne władzy protesty – w tym czasie nie było u Ciebie zużycia prądu w domu i już nie masz alibi, trafiasz na listę uczestników.. Kolejny przykład: zawsze rano używałem tostera, ale od kilku dni już nie używasz – od razu pojawia się u Ciebie akwizytor (lub email) z ofertą zakupu nowego tostera albo przejścia na dietę „raw”.. Przykładów można mnożyć, a poziom informacji, który umiesz wyciągnąć o użytkownikach takiego systemu jest po prostu olbrzymi. Chyba zbyt olbrzymi..

  2. @Tomasz: a w jaki sposób licznik ma odróżnić, czy uruchomiony był toster, ekspres do kawy, czy czajnik elektryczny? Wszystkie te 3 urządzenia mają taką samą charakterystykę poboru prądu, może tylko mocą się różnią.

    Prędzej oceni to wystawca Twojej karty lojalnościowej w markecie — że kupujesz chleb tostowy, a nagle przestajesz.

  3. Tomasz Hołek says:

    Nawet jeśli nie odróżni.. to będzie wstanie wskazać, że rano pijesz kawę lub jesz tosta. Czasami ta informacja to już zbyt wiele – patrz przykład prysznica lub demonstracji.

  4. @Tomasz: dużo łatwiej taką informację mieć na podstawie danych o położeniu telefonu komórkowego, a jakoś na to się nikt nie oburza.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *