Opłacalność zakupu auta elektrycznego wg Money.pl

Wczoraj wpadłem na artykuł w portalu money.pl odnośnie opłacalności zakupu samochodów elektrycznych (czy raczej jej braku). Pojazdom elektrycznym poświęciłem już tu na łamach bloga trochę uwagi i pomyślałem, że warto się tematowi przyjrzeć bliżej. Tym bardziej, że dotyczył także opłacalności pod względem wpływu na środowisko.

Autor tekstu słusznie punktuje, że sprawność silnika spalinowego jest rzędu 33%, a elektrycznego — rzędu 90%. To prawda, choć to tylko część prawdy. Bo przecież istotna jest raczej sprawność całego napędu. A tu musimy uwzględnić np. straty energii na wszelkich przekładniach, napęd urządzeń pomocniczych, ale także na sprawność magazynowania energii w pojeździe.

W przypadku samochodów spalinowych jest ona rzędu 100% (bo choć benzyna i olej napędowy trochę parują, to jednak nie aż tak intensywnie, by miało to jakieś zauważalne znaczenie przy codziennej eksploatacji). W przypadku akumulatorów kwasowo-ołowiowych jest rzędu 85% i zmienia się ona w zależności od stopnia wyładowania akumulatora.

Autor tekstu słusznie też punktuje wady samochodów z napędem elektrycznym, m.in.:

  • wyższy koszt zakupu,
  • duuużo rzadszą sieć ładowania pojazdów (choć z drugiej strony można go przecież ładować w domu i w biurze),
  • długi czas ładowania (nawet 10 godzin z gniazdka 230V),
  • dużo mniejszy zasięg, niż samochodu spalinowego.

Co do sieci stacji ładowania pojazdów elektrycznych, trudno się dziwić, że jest mała. W końcu tych samochodów jest w Polsce bardzo niewiele. Artykuł podaje, że od 2012 r. zarejestrowano ich w Polsce ok. 100.

Natomiast szczególnie ciekawy jest ten fragment artykułu, w którym mowa o wpływie samochodów elektrycznych na środowisko. Ten według niektórych analiz jest niemal identyczny, jak w przypadku samochodów spalinowych.

W szczególności chodzi o emisję CO2, która wprawdzie podczas jazdy w przypadku samochodów spalinowych jest zerowa, ale przecież dwutlenek węgla powstaje w elektrowni przy wytwarzaniu prądu (zwłaszcza w Polsce). No i trzeba uwzględnić nie tylko samą jazdę, ale także wytworzenie i utylizację samochodu.

I patrząc pod kątem tego kryterium okazuje się, że wyprodukowanie, eksploatacja i utylizacja samochodu z napędem spalinowym przyczynia się do emisji 24 ton CO2, a w przypadku samochodu elektrycznego jest to tylko o 1 tonę mniej.

Sama utylizacja starych baterii i produkcja nowych oznacza emisję rzędu 7 ton CO2.

Money.pl też narzeka na to, że państwo nie premiuje zakupu samochodu elektrycznego. Ale takiej premii nie ma też w przypadku zakupu pojazdu na LPG czy CNG — jedyna premia jest w niższej cenie paliwa, które obciążone jest w mniejszym stopniu podatkami. Tak samo jest przecież z energią elektryczną.

Ja sobie samochodu elektrycznego na pewno nie kupię i pozostanę przy elektrycznym rowerze. 😉

Komentarzy do wpisu “Opłacalność zakupu auta elektrycznego wg Money.pl”: 14.

  1. Zmarźlak says:

    W obecnej chwili użytkowanie w pojeździe LPG jest tańsze od instalacji elektrycznej .
    Pojazd na prąd ma sens w nielicznych przypadkach – np. taksówki poruszające się po gęsto zabudowanym Śródmieściu. I nie chodzi tu o sens ekonomiczny.
    Ale, jeśli stworzyć strefę zero, gdzie ma nie być emisji, to takie taksówki mogą się przydać. Tylko czym je będzie taniej ogrzewać zimą: pompą ciepła, czy ekologicznym mikro kotłem?

  2. pieniądze na samochód says:

    I skąd wziąć pieniądze na taki samochód? Po pierwsze kupno po drugie instalacja. Bez kredytu samochodowego się nie obejdzie, dlatego stanowcze nie!

  3. @pieniądze…: a to samochody z tradycyjnym napędem nie są kupowane przede wszystkim na kredyt?

    Jeśli już masz tu spamować, staraj się robić to w sposób bardziej wyszukany.

  4. Marcin says:

    myślę ze trzeba jeszcze paru ładnych lat zanim stacje zaczną oferować usługi ładowanie samochodów elektrycznych, ale niewątpliwie jest to ciekawy temat, lecz jeszcze do przeliczenia wszystkiego (opłacalności dla środowiska etc.).

  5. @Marcin: akurat ładowanie samochodów elektrycznych na stacji benzynowej wydaje się (przynajmniej dziś) bardzo kłopotliwe. Problem polega na tym, że te samochodowe akumulatory wymagają dość długiego ładowania, więc kilkuminutowy postój na stacji nie wystarczy.

  6. banaszyk says:

    Ostatnio czytałem fajny artykuł na bankierze dot. aut elektrycznych z tesli.
    Na jednym ładowaniu przejadą 400 km. Niestety w Polsce nie ma superchargerów, dlatego w Polsce nie jest to popularne autko. Do tego dochodzi jeszcze cena samego auta, która wynosi w granicach 300 tysięcy polskich złotych.

    Gość opisywał dojazd z Norwegii do Polski tym autem. W sumie musiał ładować te auto 4 godziny. Czyli 4 godziny samego ładowania. Fakt faktem- ładowanie jest za darmo.

    Moim zdaniem- auta na prąd to przyszłość, zdecydowana większość powinna się ze mną zgodzić. Niestety dla nas, żyjemy w kraju w którym (tesla zapewniła, że zrobią stacje z superchargerami w Polsce) zawsze znajdzie się coś do opodatkowania.
    Dlatego nawet jeśli w najbliższych latach zrobią takie miejsca to jestem niemal w stu procentach przekonany, że politycy znajdą coś na to. Zawsze chcą powiększać koryto i w tym przypadku będzie to samo.

    Jeszcze jedna rzecz. Autko jest cichutkie, kolejny plus dla osób nie lubiących hałasów (ja tam wole v-teca z hondy, czuć autko).

    Ładowanie auta również bez superchargera, np. w domu to też kłopot bo może to wynieść od 8 do 27 godzin.
    Także auto na prąd- Tak, ale dopiero w przyszłości.

  7. Bartek says:

    Co do kwestii ceny Tesli Model S – 300k, to w porównaniu np. z nowym AUDI A6/S6 które kosztuje 180-400k to wcale nie jest dużo. A osiągi Tesli są porównywalne ze sportowymi wersjami szóstki, więc tymi droższymi.

  8. Rent a car says:

    Konkludując… dla mnie to troszkę dziwne to całe szaleństwo odnośnie samochodów elektrycznych, bo, podobnie jak autor, nie jestem takowych zwolennikiem, a i zawarte tu obliczenia za nimi wcale nie przemawiają.

  9. Zmarźlak says:

    Na pewno bardziej opłacalna od zakupu nowego auta może okazać się konwersja pojazdu spalinowego. Kupujemy zdrową karoserię z papierami kilku(nasto)letniego samochodu. Jeśli pozostał silnik spalinowy, to sprzedajemy go.
    Zakupujemy i montujemy całe wyposażenie elektryczne. Najlepiej silnik synchroniczny z magnesami trwałymi (dla średniego samochodu osobowego o mocy znamionowej 40-45 kW, z możliwością zwiększenia o jedną trzecią mocy maksymalnej).
    Przy pojeździe z segmentu B, potrzebaby ogniw o pojemności minimum 10 kWh.
    Teraz pytanie, czy myślimy o bateriach najtańszych (kwasowych), które zajmą nam cały bagażnik, ale zwrot z inwestycji np. w taksówce osobowej może stać się realny (koszt zestawu od kilku tysięcy złotych), czy raczej interesują nas nowoczesne ogniwa litowo-polimerowe, które niewiele nam zajmą miejsca, ale będą sporo kosztować (na małe auto od kilkudziesięciu tysięcy wzwyż).
    Należy pamiętać, że akumulatory winne być przygotowane do ciągłej pracy, czyli tzw. trakcyjne, tj. odmiennie od tych, jakie stosuje się w samochodach do rozruchu i pomocniczych układów elektrycznych, które co jakiś czas mają podawać bardzo duży prąd.

  10. Ankot says:

    A ja mam zgoła odmienne zdanie na temat samochodów elektrycznych:
    1) Będą stanowiły jadyną rozsądną alternatywę dla transportu drogowego – również ciężarowego.
    2) stopień skomplikowania budowy (elektryka) jest o niebo niższy jak samochodu spalinowego – obecnie zespoły napędowe już istnieją i stają się coraz tańsze ( silniki BLCD z energoelektroniką)
    3) Jedyny problem jest z odpowiedni trwałymi zespołami akumulatorów – Onegdaj (jakieś 1,5 miesiąca wstecz) Chińczycy ogłosili powstanie nowych ogniw Li-pol opartych na elementach grafenowych z prognozowaną trwałością rzędu do 20 tys cykli
    O ile to prawda – to trwałość rzeczywista była by na poziomie 30 lat eksploatacji samochodu………
    4) Przy pojemności akumulatorów rzedu 100- 120 kWh raczej nie powinno być problemu z ogrzewaniem a gdyby nawet to zawsze można zabudować webasto na np . etanol …..
    5) Prognozowany czas ładowania tego typu baterii podawano na 30 min do 70% pojemności- wartość już całkiem akceptowalna ale potrzeba by sieci dedykowanych stacji ładowania. Oczywiscie mozliwe jest ładowanie nocne w przeciągu 10 godzin ale raczej z gniazda 3 fazowego – bez problemu 12kW da się pociągnąć z normalnej instalacji domu jednorodzinnego.
    6) Jak się nasze „kochane państwo” nie będzie wtrącało to infrastruktura ładowania powstanie w przeciągu 1 dekady ( tak było ze stacjami LPG) – należy „odstrzelić” z urzedu/nie dopuszczać urzedasów pokroju prof Gilowskiej która wypowiedziała się w kwestii CNG – że będzie pobierała od razu akcyzę co udusiło na wstępie cały pomysł.
    7) mam nadzieję ,że za 4 lata elektryki będą dostępne w każdym salonie – mój samochód wytrzyma jeszcze z 5-7 latek i życzył bym sobie jako następny mój samochód elektryczny – czy tak sie stanie czas pokaże.

  11. „Ładowanie” można skrócić poprzez fizyczną wymianę baterii.. Tesla się chwali, że mogą to zrobić w 90 sekund..

  12. Marek says:

    O szaleństwie i modzie na auta elektryczne nie ma co pisać, bo jak zauważył autor, tych w Polsce jest sto. Z drugiej strony Polacy są w czołówce panstw europejskiech jeśi chodzi o zakup aut używanych i starszych (bodajże powyżej 3ech lat) i starych, dlatego długo jeszcze nic się nie zmieni.

  13. Problem samochodów o napędzie elektrycznym obecnie sprowadza się do kwestii:
    – Wydajności akumulatorów która jest obecnie zbyt mała.
    – Wagi i żywotności akumulatorów które są obecnie zbyt ciężkie i za szybko się zużywają.
    – Braku infrastruktury umożliwiającej szybkie uzupełnienie paliwa w tym przypadku szybkie naładowanie akumulatora.
    – Zasięgu takiego samochodu który jak mnie pamięć nie myli wynosi maksymalnie 200km.

    Faktycznie przy obecnej technologii nie opłaca się wdrażać masowo samochodów elektrycznych. Aby zakup samochodów elektrycznych był opłacalny to musimy wymyślić technologię pozwalającą na znaczne zmniejszenie gabarytów i wagi akumulatorów, ok. 3 zwiększyć wydajności akumulatorów (a tym samym zasięgu samochodu) oraz stworzyć sieć punktów umożliwiających szybkie ładowanie takich samochodów lub jak to jest obecnie wdrażane w Chinach (tak, tak), sieć szybkiej wymiany akumulatorów rozładowanych na naładowane z opłatą abonamentową, to myślę że zakup takiego samochodu byłby znacznie bardziej opłacalny.

    Podsumowując przyszłość samochodów z napędem elektrycznym leży w rękach naukowców którzy muszą dopracować odpowiednio technologię, wielkiego biznesu który musi zostać zachęcony do inwestycji w infrastrukturę niezbędną do obsługi oraz polityków którzy mogliby znacznie ten proces usprawnić zapewniając ulgi podatkowe na zakup takich samochodów przez zwykłych obywateli.

  14. Karol B24 says:

    Auta elektryczne to póki co moim zdaniem drogie zabawki ale bardzo możliwe że za jakiś czas będzie z nimi podobnie jak z komórkami czy pierwszymi latopami w latach 80-tych. Początkowo stać było na nie nie wielu a obecnie mają je praktycznie wszyscy. Pytanie tylko – co na to rafinerie?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *