Mikrogeneracja – rozproszone wytwarzanie energii

Na zachodzie (np. w Wielkiej Brytanii) ludzie coraz częściej montują w domach instalacje do przydomowej produkcji prądu. Składają się one z tzw. mikroturbiny gazowej i zasilane są gazem ziemnym. Urządzenia te jednocześnie produkują prąd elektryczny i ciepło. Określa się to mianem mikrogeneracji lub wytwarzania rozproszonego. Czy takie rozwiązanie ma szansę przyjąć się w Polsce?

Produkcja energii elektrycznej na miejscu wykorzystania w ilości dokładnie potrzebnej odbiorcy ma szereg ważnych zalet. Przede wszystkim unika się sporych strat energii podczas przesyłu jej od elektrowni do odbiorcy. W Polsce w ten sposób „znika” około 10% wyprodukowanej energii. Jednocześnie operator systemu energetycznego musi zapewnić odpowiednią rezerwę mocy. Ta rezerwa zostanie użyta wtedy, gdy pojawi się zwiększone zapotrzebowanie na energię, np. gdy po odcinku „M jak miłość” kilka milionów Polaków pójdzie do kuchni zrobić herbatę w czajniku elektrycznym. Takie skoki zapotrzebowania bardzo trudno przewidzieć a system elektroenergetyczny musi je zaspokoić. Z tego względu elektrownie pracują w tzw. „gorącej rezerwie” – nie produkują prądu, ale zużywają węgiel, by móc w każdej chwili go produkować. Jest to konieczne, bo elektrownia na węgiel uruchamiana jest przez kilka dni…

Przydomowa turbina gazowa może być uruchamiana w ciągu kilkunastu sekund. I to jest największa zaleta wytwarzania rozproszonego. Fakt, że paliwo (gaz ziemny, ciekły LPG lub olej opałowy) jest droższy niż węgiel kupowany hurtowo dla elektrowni, ale ten argument powoli przestanie być słuszny.

W przypadku Polski mam wątpliwość, czy sensowne jest promowanie wytwarzania rozproszonego opartego na gazie ziemnym. Unia zakłada, że do 2010 będzie produkowane 10% z mikrogeneracji, choć wliczane są w to źródła odnawialne. Polska stoi węglem i można mieć wątpliwości, czy w dobie „niebezpieczeństwa energetycznego” warto inwestować w jakiekolwiek instalacje na (przede wszystkim importowany) gaz ziemny. Gdyby ktoś zapytał mnie o moje prywatne zdanie, powiedziałbym, że warto. Uważam, że powinniśmy importować paliwa tak długo jak długo się da a własne złoża pozostawić na gorsze czasy. Skoro węgiel z Syberii jest tańszy niż nasz, to czemu mielibyśmy go nie kupować?

Stosunkowo łatwo jest mi wyobrazić sobie mały, przydomowy układ mikrogeneracji, oparty o gaz drzewny. Gazogenerator, chłodnica gazu (podgrzewająca wodę), silnik spalinowy (agregat prądotwórczy), chłodnica spalin (również podgrzewająca wodę grzewczą), rezerwowy kocioł gazowy. Tym tematem będę starać zająć się w najbliższym czasie.

Źródła:
[1] M. Wróbel – „Studium zastosowania mikroturbiny gazowej do pokrycia potrzeb energetycznych domu wielorodzinnego”,
[2] Artykuł „Microgeneration” w serwisie Wikipedia,
[3] Artykuł „Micro Combined Heat and Power” w serwisie Wikipedia,

Komentarzy do wpisu “Mikrogeneracja – rozproszone wytwarzanie energii”: 4.

  1. zdzich says:

    godne zainteresowania

  2. Masa says:

    Takie urządzenie jest pewnie bardzo drogie.

    „Fakt, że paliwo (gaz ziemny, ciekły LPG lub olej opałowy) jest droższy niż węgiel kupowany hurtowo dla elektrowni, ale ten argument powoli przestanie być słuszny”

    No zależy, bo trudno przewidzieć jak sięzachowywać będzie w przyszłości rynek energii i surowców energetycznych.

    Dosyć ryzykowna inwestycja jeżeli chodzi o zwrot kosztów w relacji do czasu, ale mimo wszystko jest to ciekawe rozwiązanie.

  3. Dosyć ryzykowna inwestycja jeżeli chodzi o zwrot kosztów w relacji do czasu, ale mimo wszystko jest to ciekawe rozwiązanie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *