Miejska polityka komunikacyjna: co i kogo powinna wspierać?

Czytałem ostatnio w różnych miejscach o kilku pomysłach na takie kształtowanie miejskiej polityki komunikacyjnej (transportowej), by zmniejszać obciążenie środowiska.

Z jednej strony są pomysły, by promować samochody o napędzie elektrycznym — zwalniając je z opłat za parkowanie, czy dając uprawnienia do jazdy po buspasach.

Z drugiej strony, by podnieść znacząco opłaty za parkowanie.

Kogo i dlaczego powinny wspierać miasta? Kogo dodatkowo docisnąć opłatami?

W ogóle zacznijmy od tego, że jestem generalnym przeciwnikiem jakichkolwiek dotacji i dopłat. Po prostu uważam, że ich być w ogóle nie powinno. Każda złotówka wręczona komuś w formie dotacji, to dwie złotówki zabrane komuś innemu. Brakującą złotówkę zmarnują i przejedzą urzędnicy rozdający i rozliczający dotacje. Część z niej przytulą chętnie dostawcy dotowanego sprzętu, który ma taką magiczną właściwość, że po uruchomieniu dotacji zawsze drożeje. Niewyjaśnione zjawisko…

Ale nawet promowanie samochodów elektrycznych poprzez dawanie ich kierowcom rozmaitych przywilejów to błąd. To działanie pod publikę, ze znikomymi realnymi rezultatami. I paradoksalnie, im lepiej się sprawdzi, tym gorzej.

– Ale jak to, Krzyśku? Czy nie lepiej, żeby jak najwięcej ludzi przesiadło się z samochodów spalinowych na elektryczne?

Spieszę z wyjaśnieniami. Otóż i lepiej i nie lepiej.

Wiadomo, że samochody elektryczne są bardziej przyjazne powietrzu, niż samochody spalinowe. Lepiej, by w miastach jeździły samochody (i autobusy!) elektryczne, niż napędzane silnikami diesla czy nawet benzynowymi. Lepiej. Bezdyskusyjnie. Choć o tym, jaki samochód jest najbardziej ekologiczny, można byłoby dyskutować godzinami (od dawna się przymierzam do napisania o tym).

Tylko czy należy promować je umożliwiając im korzystanie z buspasów?

To rozwiązanie spowoduje, że dodamy bogatym ludziom (bo biednych ani przeciętnych na samochody elektryczne stać nie będzie) dodatkowy przywilej — jeżdżenia buspasami własnymi samochodami. Bo na jazdę po nich taksówkami stać ich też dzisiaj, ale przecież to nie to samo.

Dalej patrząc, im więcej tych elektrycznych samochodów na buspasach, tym większe tam korki. I tym mniejsza motywacja, by przeciętny kierowca przesiadł się ze swojego spalinowego samochodu do autobusu. No bo skoro ma i tak stać w korku, to przyjemniej stać w korku we własnym samochodzie, niż w przepełnionym i śmierdzącym brudnymi ludźmi autobusie.

Należałoby więc zadać pytanie — czy kształtując politykę komunikacyjną/transportową należy wspierać nielicznych bogatych, czy licznych przeciętnych?

Drugi pomysł, czyli podniesienie opłat za parkowanie, podoba mi się bardziej. Jest bardziej demokratyczny. Dotyka w równym stopniu wszystkich.

Jeśli chcemy, by ludzie poruszali się po mieście w sposób możliwie mało obciążający środowisko, zachęcajmy ich do komunikacji zbiorowej, rowerów i chodzenia piechotą. Ułatwiajmy to! Zamiast budować kładki czy przejścia podziemne dla pieszych, malujmy pasy na jezdniach. Podnośmy ceny parkingów (dziś 3 zł za godzinę parkowania w Warszawie). Obniżajmy ceny biletów (dziś 4,40 zł za zwykły bilet, który upoważnia do jazdy na całej trasie danej linii w jedną stronę, albo do dowolnej liczby przesiadek w ciągu 75 minut). Podnośmy kary za brak opłaty za parkowanie (dziś chyba 50 złotych), niech będą co najmniej równe karze za brak biletu („opłata dodatkowa za przejazd bez odpowiedniego dokumentu przewozu – stanowi 38-krotność ceny biletu jednorazowego przesiadkowego normalnego”, czyli 266 zł).

Niech buspasów będzie więcej. Niech tramwaje mają priorytet przed samochodami na światłach. Niech dzielnice oddalone od centrum miasta czy dzielnic biurowych mają lepszą komunikację publiczną, nawet kosztem utrudnień dla samochodów.

Inaczej się chyba nie da. Inaczej zadławimy się spalinami i samochodami. I smrodem w przepełnionych autobusach.

Komentarzy do wpisu “Miejska polityka komunikacyjna: co i kogo powinna wspierać?”: 6.

  1. Ada says:

    W pełni się zgadzam co do dopłat do elektrycznych samochodów! Po co dokładać bogatym?
    Ja uważam, że najlepszym sposobem na korki i zanieczyszczenia jest rozbudowywanie metra i linii tramwajowych. Jeżdżę z Bemowa do centrum do pracy, samochodem. Z niecierpliwością czekam na otwarcie kolejnych stacji II linii, które będę miała blisko domu i zacznę jeździć metrem.
    Pozdrawiam autora

  2. NoctilucentPig says:

    ” Zamiast budować kładki czy przejścia podziemne dla pieszych, malujmy pasy na jezdniach.” – skąd ten pomysł? Przejścia bezkolizyjne są najlepsze, bo są bezpieczne i nikt nie musi na nich czekać. Właściwie jedyną ich wadą jest wysoka cena budowy. Czasami takie rozwiązania są wręcz podyktowane przez naturalne ukształtowanie terenu (np. gdy ulica biegnie dnem doliny pomiędzy dwoma pagórkami, piesi poruszający się po kładce nie muszą nawet zmieniać swojej wysokości).
    A jeśli chodzi o komunikację miejską, jak najbardziej się zgadzam, że nie powinna być utrzymywana z podatków – to zwykła kradzież. Nic dziwnego, że niektórzy pasażerowie próbują zrekompensować sobie te straty jeżdżąc na gapę. Tym bardziej, że czasami władza zabiera biednym, aby dać bogatym (działania w drugą stronę też nie popieram, ale takie jest dużo gorsze) – w Krakowie podczas smogu właściciele samochodów mogli jeździć za darmo. To jak płacenie okupu terrorystom – w tym wypadku niekonieczne, bo zamiast niego można było po prostu ograniczyć liczbę samochodów w ruchu, np. na podstawie aktualnej daty i numerów rejestracyjnych.

  3. @NoctilucentPig: te kładki są najlepsze dla kierowców, bo nie muszą oni czekać. A czy dla pieszych, ludzi starszych, z wózkami, z rowerami, to już mam poważne wątpliwości. Sam też wybieram płaskie przejścia dla pieszych, zamiast łazić po kładkach, gdy tylko mam wybór. Sądzę, że wiele osób wybierze podobnie — czekanie na światłach przez 2 minuty, zamiast włażenia piechotą po schodach 2 pięter, a później pokonywania tego samego dystansu w dół.

  4. Piotr says:

    Zgadzam się, dodatkowe pieniądze dla elektrycznych samochodów to głupota – bynajmniej jeszcze nie teraz. Jest to opcja tylko dla bogatych.

  5. NoctilucentPig says:

    Jak kładka jest na tej samej wysokości, co chodniki, a jezdnia jest pod nią obniżona, to piesi nie muszą nigdzie się wspinać – cały czas poruszają się po płaskim. Czasem zdarzają się takie konstrukcje.

  6. FusionM says:

    Samochody elektryczne to mega sprawa, cichutkie zero smrodu itd. Jenak ta cena przygniata i przeciętny kowalski niestety nie może pozwolić se na taki luksus. Niewątpliwie jest to przyszłość motoryzacji, jak ceny spadną sam z marszu kupuje elektryka!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *