Living off the grid, czyli życie z dala od sieci

Nie, nie chodzi mi tutaj o życie z dala od internetu. 😉 Anglojęzyczny termin living off the grid oznacza życie z dala od sieci elektroenergetycznej. A w szerszym kontekście życie od wszelkiego rodzaju mediów dostarczanych do domu — bez prądu, wodociągu, kanalizacji i gazociągu. To oczywiście nie oznacza, że życie w takim domu wymaga rezygnacji ze znanych nam wygód. Absolutnie… taki dom jest po prostu autonomiczny.

Koncepcja życia na własny rachunek, autonomicznego domu czy autonomicznego gospodarstwa jest mi bliska i w ciągu kilku najbliższych lat będę ją zgłębiać. W tym celu zacząłem się rozglądać za pierwszymi elementami mojej domowej elektrowni.

Życie bez mediów nie jest wcale trudne.

W naszych warunkach najprościej wygląda sprawa z wodą. Wiele gospodarstw ma przecież wodę z własnych studni. Mamy też sporo opadów (nie jesteśmy Australią), więc wodę zbieraną z dachu możemy z powodzeniem wykorzystywać do celów gospodarczych. Jeśli jeszcze będziemy wykorzystywać powtórnie szarą wodę, można świeżej wody zużywać naprawdę niedużo i bez problemu zaopatrywać się w nią bez pośrednictwa wodociągu. Równie łatwo wygląda sprawa utylizacji ścieków. Wystarczy tylko zabudować na działce przydomową (np. ogrodową) oczyszczalnię ścieków. To załatwia sprawę.

Produkcja energii elektrycznej również nie jest skomplikowana. Trzeba tylko kupić baterię akumulatorów i jakieś źródło prądu. Na przykład własną elektrownię wiatrową. Albo ogniwa fotowoltaiczne. Albo agregat prądotwórczy na gaz drzewny. 🙂 Ja zamierzam wkrótce kupić kilka ogniw fotowoltaicznych i akumulatory a turbinę wiatrową zbuduję sam.

Z gazem do gotowania sprawa wygląda trudniej. Podobnie z ogrzewaniem i przygotowaniem ciepłej wody użytkowej. W naszych warunkach sporo można oszczędzić na ogrzewaniu budując tzw. dom pasywny — to w mojej opinii podstawa.  Sporo energii do przygotowania cwu można mieć z kolektora  — budowa kolektora słonecznego nie jest trudna, więc można go sobie łatwo (i tanio!) zorganizować we własnym zakresie. Ale oba te rozwiązania nie załatwiają sprawy ogrzewania domu w czasie najchłodniejszych dni zimy. Wtedy dodatkowy powietrzny kolektor słoneczny nie da rady ogrzać domu. Musi być w nim więc jakieś dodatkowe źródło ciepła, choćby kominek. A czym opalać kominek? I na czym grzać posiłki? Na kuchni węglowej, opalanej drewnem? No ale skąd brać drewno?

Tu nie obędzie się bez spojrzenia na problem szerzej — w kontekście całego autonomicznego energetycznie gospodarstwa. W tym kierunku zmierzam. Powoli, ale konsekwentnie…

Komentarzy do wpisu “Living off the grid, czyli życie z dala od sieci”: 6.

  1. Krzysiek(Ksiksiu) says:

    A gaz do gotowania z przydomowej biogazowni, ktora byłaby częścią oczyszczalni 🙂

  2. @Ksiksiu: ja myślałem bardziej o kuchni węglowej, opalanej drewnem. 🙂

  3. MarcinS says:

    Świetna strona i artykuły! Sam marzę o samowystarczalnym domu i po głębokich przemyśleniach uważam że nie działając na skalę przemysłową nie należy się koncentrować na jednym rozwiązaniu tylko wykonać dom z zapleczem działającym poprzez wiele technologii (energia ze Słońca, Ziemii, wody, ognia, wiatru; woda ze studni i zamkniętego obiegu itp.). Największy problem jaki istnieje to magazynowanie energii. Ponadto myślę że powinny być w sprzedarzy reaktory atomowe o mocach 5-20kW.
    Pozdrawiam.

  4. Miszkamki says:

    Na czym tak naprawdę polega idea odzyskiwania energii cieplnej mieszkańców? Bo prócz kolektorów słonecznych, rekuperacji, etc. taka metoda pojawia się na wielu serwisach. Czy chodzi o sam fakt odpowiedniej izolacji cieplnej?

  5. @MarcinS: byłoby fajnie, ale nie wierzę w to, by kiedykolwiek takie reaktory pojawiły się w sprzedaży… 😉

    @Miszkamki: dokładnie, chodzi o to, by ciepło wytworzone przez mieszkańców (ale i przez żarówki, komputery, lodówkę, pralkę i wszystkie inne sprzęty) nie uciekało na zewnątrz. Czyli po pierwsze mowa o izolacji (ściany, okna) ale i wentylacji mechanicznej z rekuperacją.

  6. Endriu says:

    Od dawna interesuje mnie możliwość budowy domu autonomicznego ale niestety koszta takiego przedsięwzięcia są niestety bardzo duże, dlatego na razie tematem się tylko interesuje 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *