Kupiłem rower elektryczny

Przy codziennych podróżach staram się ograniczać mój wpływ na środowisko. Zazwyczaj do jazdy do pracy wybieram autobusy i metro, bo nie lubię stać samochodem w korkach. W którymś sezonie intensywnie jeździłem rowerami miejskimi. Ale własnego porządnego roweru długo się nie dorobiłem.

Po części wynikało to z tego, że na co dzień nie bardzo miałem gdzie nim jeździć. Do pracy spocony przyjeżdżać nie chciałem (choć jest w biurze możliwość wzięcia prysznica), na wycieczki po pracy i w weekendy nigdy nie miałem czasu.

Kupiłem więc rower elektryczny, żeby móc jeździć nim do pracy, ale też na dalsze odległości. W końcu napęd elektryczny jest jednym z najbardziej przyjaznych środowisku — nie emituje w mieście spalin, a ja w domu mam prąd w stu procentach z odnawialnych źródeł energii. 🙂

Warto w tym miejscu zaznaczyć, że zgodnie z przepisami (ustawa z 20.06.1997 prawo o ruchu drogowym, Dz. U. z 1997 nr 98 poz. 602, z późniejszymi zmianami), aby pojazd z silnikiem można było uznać za rower elektryczny, musi spełnić pewne warunki, m.in.:

  • silnik elektryczny ma moc nie większą, jak 250 W,
  • zasilany jest napięciem nie wyższym, niż 48 V,
  • silnik uruchamiany jest naciskiem na pedały i działa pomocniczo, wyłączając się przy prędkości 25 km/h.

I taki właśnie rower ja sobie kupiłem, dokładniej to B’TWIN Original 900 E z Decathlonu.

Rower elektryczny nad Wisłą w Warszawie.

Pierwsze wrażenia z jazdy rowerem elektrycznym

Na tym etapie trudno mi jest podsumowywać sensowność tego zakupu, albo oceniać czy recenzować ten rower, bo przejechałem nim niecałe 40 kilometrów, ładując akumulator tylko raz.

Na tym etapie mogę jednak powiedzieć, że jeździ się bardzo przyjemnie. Silnik fajnie wspomaga rowerzystę, ułatwia także ruszanie i podjazdy pod górę. W trzech trybach pomaga osiągnąć prędkość odpowiednio 15, 20 oraz 25 km/h, po jej przekroczeniu się wyłącza. Wiele razy łapałem się na tym, że przekroczyłem prędkość pracy silnika i całą pracę wykonuję własnymi siłami. Gdy zdarzał się jakiś podjazd, albo z innych względów spadała mi prędkość, silnik się włączał i ułatwiał mi jazdę.

Zauważyłem też, że siodełko zdecydowanie nie jest wygodne. Jak dla mnie, jest za twarde i boli mnie tyłek. 🙂

Może w tym roku zabiorę ten rower na jakiś wakacyjny wyjazd, to by trzeba było dokupić do niego jakieś sakwy, może lepszy bagażnik, może nawet przyczepkę… Czas pokaże.

To nie pierwsze moje eksperymenty z napędem elektrycznym, bo być może pamiętacie, że kiedyś testowałem zestaw do konwersji roweru na elektryczny.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *