Jak ukształtować politykę gospodarowania odpadami?

Z rynku dochodzą głosy, że nowe zasady gospodarowania odpadami (zrzucenie odpowiedzialności na samorządy i obciążenie wszystkich podatkiem za śmieci) się nie sprawdzają. Że wbrew oczekiwaniom liczba dzikich składowisk odpadów nie spadła, tylko wzrosła. Wierzyłem, że te zmiany przyniosą pozytywne skutki, ale jednak się przeliczyłem. Toczyłem na ten temat jakiś czas temu gorącą dyskusję na Wykopie i od tamtego momentu zastanawiam się, jak należy ukształtować politykę gospodarowania odpadami.

Czyli: co zrobić, żeby Polak nie wyrzucał śmieci do lasu? Jak sprawić, by to, co w szerszej perspektywie opłacało się wszystkim (czyli czyste środowisko) było przeliczalne na widoczne od razu korzyści.

W poprzednim systemie było tak, że każdy musiał sam na własną rękę dbać o usuwanie odpadów. Podpisywał umowę z firmą, która te śmieci od niego odbierała. Albo i tego nie robił, tylko wyrzucał odpady do lasu, albo podrzucał komuś do śmietnika. Oczywiście najpierw spalając wszystko to, co jest palne, począwszy od papieru gazetowego, przez stare szmaty, butelki po oleju silnikowym, aż po stare kalosze. To właśnie w czasach obowiązywania poprzednich przepisów altany śmietnikowe zaczęły być grodzone przez wspólnoty mieszkaniowe i spółdzielnie, by nikt nie podrzucał do nich swoich własnych śmieci.

Zresztą to nigdy nie był problem w blokach, bo tu chyba niemal zawsze zarządca budynku podpisywał umowę w imieniu wspólnoty czy spółdzielni, przenosząc koszty na pojedynczych mieszkańców. To raczej mieszkańcy domów jednorodzinnych starali się na wywozie śmieci zaoszczędzić.

Nowy system, który aktualnie w tej chwili obowiązuje, nakłada na obywateli podatek śmieciowy, a obowiązek ich uprzątania przenosi na samorządy.

I to ma swoje dobre strony. Jeśli jest opłata, której nie mogę uniknąć, a ktoś z zewnątrz odbiera ode mnie bezpłatnie (czyt.: bez dodatkowych opłat) wszystkie śmieci bez względu na ich ilość, nie mam motywacji, by śmieci wywozić do lasu. Łatwiej i szybciej jest je zapakować w worki i wystawić za ogrodzenie posesji.

Niestety, to nie rozwiązuje dwóch poważnych problemów.

Pierwszym jest to, że w dalszym ciągu opłaca się śmieci spalać w domowych paleniskach. Opłaca się, bo koszty środowiskowe są dla osoby spalającej śmieci niewidoczne. Widoczne za to jest mniejsze zużycie opału i mniejsze koszty ogrzania domu.

Drugim jest to, że nie ma żadnej motywacji, by zmniejszać ilość odpadów, ani żeby je porządnie segregować.

odpady zmieszane

Z punktu widzenia utylizacji, najwięcej problemów i kosztów generują odpady zmieszane…

Jak zmniejszać wpływ na środowisko?

W zasadzie każde nasze działanie ma mniejszy lub większy wpływ na środowisko. Dotyczy to zarówno wyboru samochodu, którym jeździmy, czy w ogóle sposobu docierania z domu do pracy (samochód, rower, autobus, piechota), ale też codziennych zakupów. Tego, czy kupujemy napoje w butelkach zwrotnych (a może zamiast kupować wodę źródlaną mamy w domu filtr do kranówki)? Tego, czy nosimy zakupy w foliowych reklamówkach, czy w torbach z tkaniny wielorazowego użytku? Tego, jakiej marki jadamy słodycze i jak są pakowane?

Reduce, reuse, recycle — te trzy hasła w skrócie opisują metody na zmniejszenie naszego wpływu na środowisko z punktu widzenia wytwarzania odpadów. Po pierwsze reduce, czyli zmniejszanie ich ilości. Choćby właśnie przez picie piwa w butelkach zwrotnych, zamiast piwa w puszkach. Po drugie reuse, czyli powtórne wykorzystanie tego, co da się wykorzystać. Choćby kartonu po butach, który można użyć do wysłania komuś paczki. Albo reklamówki, którą można użyć zamiast worka do kosza na śmieci. Po trzecie recycle, recykling, przetworzenie do ponownego użycia. To w szczególności dotyczy metalu (aluminiowe puszki!), plastiku oraz szkła.

W skali domu jednorodzinnego korzystne jest też wyodrębnienie biodegradowalnych odpadów, które można kompostować. W to oczywiście wliczają się obierki od ziemniaków, resztki pieczywa, skoszona trawa i wyrwane chwasty, ale też zużyte chusteczki higieniczne, kartonowe rolki z papieru toaletowego, papier (po przepuszczeniu przez niszczarkę) czy zawartość worka z odkurzacza. Ale niektóre źródła twierdzą, że można kompostować też resztki mięsa. Kompostowanie wszystkich tych odpadów jest korzystne, bo odbywa się na miejscu ich wytworzenia (nie zużywamy energii do ich transportu) no i w zamian dostajemy gotowy, cenny produkt — kompost, czyli bogaty w składniki odżywcze nawóz. A jak się ktoś uprze, to przy okazji produkcji kompostu może też ogrzewać sobie wodę do kąpieli.

Niektóre rodzaje odpadów można prawie zupełnie bezpiecznie palić w domowych paleniskach — kominkach i kotłach centralnego ogrzewania. Między innymi papier gazetowy, jakieś drewniane odpady, karton i może nawet bawełniane koszulki. Oczywiście nie chodzi tu o materiały drewnopochodne w rodzaju płyt OSB czy płyt pilśniowych, ani drewno potraktowane lakierami czy innymi substancjami chemicznymi. Także lakierowany papier kolorowych czasopism i kalendarzy już bym zalecał wyrzucać ze względu na różne dziwaczne składniki, które mogą znajdować się w tuszach i farbach użytych do ich zadrukowania. Z całą pewnością nie powinno się spalać tworzyw sztucznych, które często nie mają szansy ulec pełnemu spaleniu do bezpiecznych dla życia i zdrowia substancji.

Niestety, nie ma za bardzo metod do pozytywnego motywowania ludzi, by nie spalali śmieci. Nie da się sprawić, by im się to opłacało bardziej, niż kupowanie węgla.

Jeśli zaś chodzi o segregację odpadów, też nie będzie z tym łatwo. Bo przecież prościej jest mieć w domu jeden pojemnik na śmieci, niż kilka. Jeśli w ślad za tym nie idzie żadna korzyść, choćby w formie dużo niższej opłaty za wywóz śmieci, nikomu nie będzie się chciało odpadów segregować.

W systemie, w którym każdy płacił za siebie, było to łatwe. Można było odbierać od ludzi za darmo albo dużo taniej odpady posegregowane. Można było przy okazji jakiegoś Dnia Ziemi wymieniać zebraną makulaturę na sadzonki roślin. W momencie, gdy płacimy jakiś wirtualny podatek za segregowanie lub niesegregowanie śmieci, a jednocześnie nikt nas nie kontroluje, czy to robimy, nie ma prawie żadnej motywacji, by porządnie segregować odpady.

segregacja smieci

Segregacja śmieci możliwa jest w takich gustownych pojemnikach. Fotka z jednego z warszawskich biurowców.

Ukarać śmieciarzy!

Nikt chyba nie ma wątpliwości, że koszty związane z zanieczyszczeniem środowiska powinien ponosić ten, kto je zanieczyszcza. Zanieczyszczający płaci to zasada, która znajduje choćby uzasadnienie w fundamentalnych zasadach etyki.

Zresztą nawet patrząc na to z punktu widzenia każdego z nas — osobiście nie czuję się w obowiązku płacenia podatków na to, żeby za te pieniądze później sprzątano dzikie wysypiska śmieci, zorganizowane przez kogoś innego. Ja śmieci do rowów i lasów nie wyrzucam.

Stawiam jednak dolary przeciwko orzechom, że znaleźć można wielu Polaków, którzy uważają, że to państwo powinno od nich te śmieci odebrać i zagospodarować, najlepiej dając do pomocy osobnego asystenta, wspomagającego ich w segregowaniu śmieci. I dając darmowe kosze na śmieci do trzymania pod zlewem. I większą szafkę na zlew, by zmieścić te kosze. I większe mieszkanie (albo większy dom), żeby zmieścić tę większą szafkę. I lepszy etat, żeby było za co utrzymać to mieszkanie…

Absurd…

Nie zmienia to jednak faktu, że za zanieczyszczone środowisko płaci każdy z nas. Pan płaci, pani płaci, ja płacę. Wszyscy płacimy.

Chciałbym jednak doczekać się czasów, w których kary za zanieczyszczanie środowiska będą na tyle poważne, że nikomu się to nie będzie opłacało. Gdy kara odzwierciedlać będzie nie tylko jakiś śmieszny mandat, ale realny koszt usunięcia skutków tego zanieczyszczenia. Gdy ktoś, kto wyrzuci śmieci do lasu, zapłaci nie tylko 500 złotych mandatu, ale też zapłaci za usunięcie z niego śmieci.

Podobnie chciałbym widzieć karanie osób, które śmieci spalają w kominie. Wyrywkowe kontrole zawartości paleniska mi się nie podobają, bo za bardzo przypominają państwo totalitarne. Ale błyskawiczne kontrole na podstawie informacji uzyskanych od sąsiadów (którzy doniosą odpowiedniej służbie, gdy z komina zacznie wydobywać się śmierdzący dym), to już mi by nie przeszkadzało. Tak samo wyobrażam sobie karanie za nieszczelne szamba czy wywożenie nieczystości płynnych na pola, ale to inna historia.

Bo problem polega na tym, że Polacy póki co w tym zakresie sami nie bardzo potrafią się upilnować. Wyedukowanie Polaków trwać będzie kilka pokoleń. Wydaje mi się, że nie mamy czasu.

Pośrednie opłaty za zagospodarowanie odpadów

A gdybyśmy tak płacili za odpady w prostej, liniowej zależności od tego, ile ich wytwarzamy?

A gdybyśmy płacili nie za każdy kilogram odpadów wytworzony, ale na przykład za każdy kilogram plastiku zużytego na opakowanie danego produktu?

Skoro możemy płacić dziś VAT i akcyzę kupując w sklepie produkty, a dla większych sprzętów także płacimy koszt gospodarowania odpadami, czemu nie może być tak samo z pastą do zębów, napojem gazowanym i jednorazowymi pieluchami?

Tak, wiem, stworzenie odpowiedniej tabelki z wysokościami opłat wymagałoby tytanicznej jednorazowej pracy, a później jej cierpliwego uzupełniania, gdy będą się pojawiać nowe materiały opakowaniowe.

Ale może dzięki temu nagle by się zaczęło opłacać pakowanie produktów w materiały łatwiejsze do zutylizowania, jak papier czy karton, zamiast plastiku?

Oddolne działania i dobrowolne standardy jakości

Zasadniczo jestem zwolennikiem wolnego rynku i jego niewidzialnej ręki. Pozwala ona na obniżanie cen produktów i podnoszenie ich jakości, bo konsumenci starają się kupować jak najlepsze produkty jak najtaniej.

Niestety, w przypadku dbałości o środowisko, jakoś się to jeszcze nie chce przyjąć. Konsumenci nie są skłonni dopłacać więcej za produkty pakowane w sposób przyjazny środowisku, np. napoje w butelkach z plastiku częściowo wykonanego z materiałów odnawialnych.

plant-bottle-butelka-pet-recykling

Statystyczny konsument w naszym kraju zapłaci za coś więcej tylko wtedy, gdy mu się to opłaca. Zapłaci więcej za reklamówkę jedynie w przypadku, w którym użyje jej więcej, niż raz. Jeśli jest naprawdę oszczędny, kupi sobie płócienne torby na zakupy i będzie z nich korzystać przez długie lata. Ale raczej nie dopłaci więcej do wody mineralnej tylko po to, by jej zakup był mniej uciążliwy dla środowiska.

Jeśli chce oszczędzać środowisko i nie obciążać go butelkami PET, kupi filtr do wody, albo będzie pić wodę prosto z kranu. Sam tak robię od wielu lat w Warszaawie i żyję…

Obstawiam, że na przestrzeni najbliższych kilku lat nie doczekamy się na tyle silnych oddolnych ruchów pro-środowiskowych, by producentom dóbr konsumpcyjnych opłacało się działanie na rzecz zmniejszenia ilości wytwarzanych odpadów.

Jak poradzić sobie z problemem odpadów w Polsce?

Mam dwie propozycje, które wzajemnie się wykluczają, ale mogą rozwiązać tę patową sytuację, w której jesteśmy teraz.

Zanieczyszczający płaci… pośrednio

Nałóżmy na wszystkie towary sprzedawane w sklepach podatki w wysokości odpowiadającej kosztowi gospodarowania odpadami. Zróbmy kilkuletni projekt badawczy, by te koszty zbadać. By ocenić, ile kosztuje utylizacja:

  • butelki po napojach,
  • papierowej gazety,
  • ryzy papieru do drukarki,
  • tubki pasty do zębów, zapakowanej dodatkowo w kartonowe opakowanie,
  • gum do żucia,
  • niedojedzonych klusek albo chleba (a więc pośrednio także i mąki)
  • cegieł, desek podłogowych, tynku gipsowego i płytek ceramicznych,
  • odzieży z tworzyw sztucznych.

Następnie dołóżmy te opłaty tak, by obciążały końcowego użytkownika produktu. Niezależnie od tego, czy ten papier do drukarki kupiła szkoła, rodzice ucznia, czy punkt kserograficzny na rogu.

Z opłat ufundujmy utylizację tych odpadów, ale też stworzenie systemu pozwalającego na skuteczny recykling. Dawajmy ludziom kompostowniki. Odbierajmy od nich makulaturę, zamieniając ją na papier toaletowy albo coś równie w domu potrzebnego, jak płyn do mycia podłóg czy worki na śmieci. Zbierajmy posegregowane odpady. Może nawet pozwalajmy spuszczać większe ilości biodegradowalnych śmieci w kanalizacji

I w ogóle — odbierajmy odpady ZA DARMO W KAŻDEJ ILOŚCI. Także odpady budowlane! Bo przecież odpady mogą być cennym surowcem, nawet te, które nadają się tylko do spalenia, co udowodnił ten szwedzki przykład. Tylko, że spalarni nie należy się bać

Niech ten projekt badawczy trwa nieustannie. Na bieżąco analizujmy, ile kosztuje nowy sposób gospodarowania odpadami. Dokonujmy korekty stawek podatkowych co kilka lat, żeby to odzwierciedlić.

Mam jednak brzydkie wrażenie, że ta powyższa metoda nie zadziała i dlatego chyba skończy się co najwyżej wdrożeniem w życie mojego drugiego, dużo gorszego pomysłu.

Wszyscy płacą… ale nieświadomie

Najprościej byłoby pozwolić gminom na podniesienie wyżej różnych podatków lokalnych, likwidując opłaty za śmieci. Niech sobie gminy obciążają większym podatkiem nieruchomości, czy co im się tam podoba (w sumie wielkiego wyboru nie mają), byle tylko były w stanie sfinansować gospodarkę odpadami.

Dziś nie podoba nam się podatek, który bierze się nie wiadomo skąd. To go zlikwidujmy, żeby ludzie nie marudzili. I dołóżmy im inne podatki.

Niestety, prawa rynku same nie zrobią porządku z odpadami. 🙁

A jak się kogoś przyłąpie na wyrzucaniu śmieci do lasu, trzeba go porządnie ukarać finansowo i dodatkowo publicznie ośmieszyć w lokalnej społeczności. Po kilkunastu takich przypadkach kolejnym się nie będzie już opłacało śmiecić…

Komentarzy do wpisu “Jak ukształtować politykę gospodarowania odpadami?”: 4.

  1. Radek says:

    Za dużo kombinowania. Wystarczy system opakowań zwrotnych. Wtedy nikt nie wyrzuci kaucji do śmieci 😉

  2. Maciej says:

    Butelki plastikowe wystarczy objąć systemem kaucji jak w Niemczech. Wtedy już nie będzie spalania odpadu tylko konkretnej gotówki.

  3. @Maciej, Radek: ale butelki to tylko część problemu. Niewielka część.

    Mam tubkę pasty do zębów zanosić do sklepu 2 miesiące po tym, jak ją kupiłem? Może mam jeszcze trzymać przez tak długi czas paragon, żeby wiedzieć, który to był sklep? Tak samo kubeczki po jogurtach i papier, w który w spożywczaku pakują mi pokrojoną wędlinę?

  4. kasia says:

    Problem z odpadami zawsze będzie istniał. Niektórzy wolą zapłacić więcej za wywóz śmieci tylko po to aby się nie bawić w ich segregację, uważam, ze segregacja śmieci to podstawa.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *