Idiotyczne prawo o planowaniu przestrzennym

Jednym z największych kretynizmów w polskim porządku prawnym, jakie znam, są przepisy o planowaniu przestrzennym. Choć powszechnie uznaje się je za uzasadniony sposób na odbieranie obywatelom wolności do robienia co im się podoba, postaram się dziś uzasadnić tezę, że są tylko szkodliwe i niczemu nie służą.

Pomysł był świetny. Zabrońmy ludziom budować na swoich działkach co tylko by chcieli. Postawmy nad nimi urzędnika, który będzie pilnować, żeby w Polsce był przestrzenny ład i porządek, a ludzie żyli szczęśliwie.

Wyszło jak zwykle. O co mi chodzi?

Gdy chcę zbudować coś na swojej działce, nie mam prawa zrobić tego bez uzyskania pozwolenia na budowę. To w ogólnym przypadku, jako że niektóre rzeczy da się zbudować zgłaszając zamiar budowy (który urząd może oprotestować, co ma ten sam skutek, jakbyśmy nie dostali pozwolenia). Ale pozwolenie na budowę tak naprawdę jest dopiero ostatnim etapem całej papierologii, którą trzeba załatwić przed rozpoczęciem budowy i wbiciem pierwszej łopaty w ziemię.

Największa trudność jest w ogóle z ustaleniem, co wolno na działce zbudować. W ogólnym przypadku, teren powinien być objęty planem zagospodarowania przestrzennego, który to z góry narzuca. Takie plany powinny być zrobione dla całego kraju, ale wciąż w większości przypadków go nie ma.

Gdy plan się pojawia, nagle się okazuje, że czyjaś działka została przeznaczona na szkołę (przez co siłą rzeczy straci na wartości), albo że przez środek zamkniętego osiedla biec będzie nowa ulica.

A plan jak istnieje, czasem jest beznadziejnie głupi. Plan zagospodarowania dla mojej działki przewiduje, że mogę zbudować dom mający dwie kondygnacje — parter i użytkowe poddasze, albo parter i piwnicę. Czemu ma to służyć? Czemu nie mogę sobie zbudować domu z piwnicą, parterem i poddaszem użytkowym?

Jak planu nie ma, potrzebna jest decyzja urzędu (innego) określająca warunki zabudowy. W tym przypadku urbanista i urzędnik rozglądają się po okolicy (pewnie nie wychodząc zza biurka) i patrzą, jaka zabudowa w niej dominuje. I później stwierdzają, że skoro w okolicy są same niskie domy jednorodzinne, to świetnie pasuje tu czteropiętrowy blok.

I to jest to miejsce, w którym najbardziej widać ten idiotyzm…

Założenie było takie, żeby urzędnik pilnował spójności i harmonijności zabudowy. I ładu przestrzennego. Żeby w środku osiedla domków nie pojawiał się duży blok, albo market. Żeby wszystkie domy były podobnej wielkości, oddalone tak samo od ulicy, z podobnymi dachami (np. dwuspadowy, kalenica prostopadle do drogi).

Tylko co to miałoby dawać, poza lepszym samopoczuciem niektórych osób? No jasne, są ludzie, którym przeszkadza brzydota polskiego krajobrazu i oglądanie tego bałaganu sprawia dyskomfort. Ale co poza tym, że takim ludziom byłoby lepiej? Ja też chciałbym, żeby przepisy zabraniały brzydkim kobietom chodzić po ulicach, bo powoduje to mój dyskomfort. Ach, już wiem, przypomniałem sobie — prawdopodobnie chodzi o pracę dla urzędników i urbanistów.

Rozwiązania ogólne są najlepsze

Uważam, że wcale nie ma potrzeby posiadania takich przepisów. Wystarczy szereg ogólnych zasad, które musi spełnić każda nowa inwestycja. Wystarczy powiedzieć, że inwestycja nie może pogarszać warunków korzystania z sąsiednich nieruchomości i nie obniżać ich wartości. Taki zapis zablokuje:

  • budowę betoniarni na terenie osiedla (betoniarki nie będą rozjeżdżać lokalnych dróg),
  • budowę fermy świń w środku wsi (smród nie będzie zatruwać okolicy),
  • budowę zbyt wysokiego domu zaraz przy granicy działki (zacieniającego sąsiadowi basen, ogród i okna kuchenne),
  • budowę tartaku zaraz obok domu (co mocno oddziaływałoby hałasem).

Wystarczy dać ludziom łatwość dochodzenia odszkodowania za naruszenia tej ogólnej zasady. I wszyscy byliby szczęśliwi.

Wszyscy, poza ludźmi, którzy dla własnego poczucia estetyki chcą odbierać innym wolność do budowania tego, co im się podoba.

Komentarzy do wpisu “Idiotyczne prawo o planowaniu przestrzennym”: 10.

  1. natkam says:

    ja z mężem od ponad 6-sciu miesięcy walczymy z biurokracją żeby móc wreszcie zacząć budować własny dom czasem to mi sie wydaję że niektórzy urzędnicy to są tylko po to żeby szkodzić innym i żeby nie było za kolorowo

  2. A MOŻE CHODZI O POPRAWIENIE WŁASNEGO BUDŻETU ? A NA TO NIE WPADLIŚCIE

  3. @wichura327: jak dla mnie, to państwo na tym za wiele nie zyskuje.

  4. To jest problematyczne. Sam spotkałem się z planowaniem przestrzeni przez miasto co uniemożliwiło sprzedaż działki. Jeszcze większe kłopoty i utrudnienia są z tym, że miasto niechętnie i nieprędko rekompensuje zawłaszczone w ten sposób tereny. Ponieważ po narzuceniu planu często czeka się latami na jego wykonanie.

  5. Ruralista says:

    Ja bym usunął z tematu wpisu określenie idiotyczne, bo to obraża osoby ze schorzeniem idiotyzmu – czyli z niepełnosprawnością intelektualną w stopniu znacznym. A takie osoby absolutnie nie są winne swojej chorobie.

    Tymczasem prawo jest po prostu głupie. Nie tworzyły go osoby upośledzone intelektualnie, a ludzie z jakimś lepszym wykształceniem.
    Czy jest to skutek mimowolnej głupoty, czy po prostu ich nieuczciwości, to już każdy niech sobie sam oceni.

  6. Ruralista says:

    Nowy minister szykuje pewne zmiany, ale wiele one nie ułatwią. Jedyne co, to mają znieść decyzje o warunkach zabudowy, a stworzyć miejscowe przepisy urbanistyczne.

  7. Ruralista says:

    Tym, którzy nie mogą się wybudować, bo nie ma planu, a żadna z sąsiednich działek dostępnych z tej samej drogi publicznej nie jest zabudowana, polecam tzw. „akcję na rolnika” – trzeba posiadać jednak gospodarstwo rolne – tu wchodzi też dzierżawa – o powierzchni co najmniej średniej powierzchni takiego gospodarstwa w gminie i wtedy można sobie postawić własną zagrodę (czyli dom + budynek gospodarczy – który może służyć np. jako garaż) pośród pól.

  8. Kaska says:

    Z tym prawem to bywa ciężko… Jak juz są określone warunki zabudowy na początku to i tak jest duży sukces. Z jednej storny takie ograniczenia powodują złość we właścicielach działek, ale z drugiej storny mozna popatrzec na niektore osiedla, na ktorych jest z góry określone ile kondygnacji mają mieć domy, czy są budowane w układzie szczytowym czy kalenicowym… nawet niektóre plany zakładają jakie materialy wykończeniowe są dopuszczalne.. I mimo wielu obowiązków, często takie osiedla są bardzo przyjazne dla oka! Wszystko jest równe, a nie jak na niektórych – domy jak wielkie kościoły… o kolorystyce nie wspomnę!

  9. Darek says:

    Ja bylbym za spozadzeniem palnu zagospodarowania, gdzie jedna dzielnica o nazwie „Malpi gaj” obowiazkowo bylaby przeznaczona do zabudowy przez artystow. Przy czym nie narzucalbym ZADNYCH ograniczen, dopuszczalna bylaby nawet zabudowa do granicy dzialki. Chociaz brzmi smiesznie pisze calkiem powaznie 😉

    A juz zupelnie powaznie – pewien lad musi zostac zachowany, ale jak mowi stare powiedzenie „nadgorliwosc gorsza od faszyzmu”. Przyklad dwukodygnacyjny parter + poddasze lub piwnica + parter pokazuje to dobitnie. A sam lad urbanistyczny mozna osiagnac prosta metoda – na planie zagospodarowania przestrzennego okreslic tylko bryly ktorych zabudowa nie powinna przekroczyc. Mozna okreslic tez najwazniejsze zalozenia jakie optycznie ma spelniac budynek, bo „pudelko” na osiadlu domkow ze spadzistymi dachami pasuje jak piesc do oka. Dla milosnikow pudelek mozna stworzyc osiedle pn. „Lego” i niech sie tam bawia klockami 🙂

    A co do politykow, to pelna zgoda – prawo czesto jest wyrazem glupoty. Jezeli sprzedaje sie dzialki bez planu zagospodarownia, to tak jakby sprzedawac koty w worku. Wszystkich w/w problemow moznaby uniknac, gdyby osoba kupujaca dzialke budowlana wiedziala, czy bedzie tu „Malpi gaj”, osiedle typu „Lego” czy tez domki z dwuspadzistymi dachami w stylu rustykalnym. Wtedy do kazdego malkontenta moznaby powiedziec „widzialy galy co braly”. Metoda na osiagniecie celu jest prosta – zakaz sprzedazy dzialek przed wykonaniem planu, a inwestor posmaruje komu trzeba aby kupcy byli zadowoleni 🙂

  10. pawel says:

    większość ludzi nie zgadza się z Tym prawem ale jeśli już wywalczy swoje absolutnie jest przeciwna zmianom „niech sąsiad tez się namęczy”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *