Czy już tego lata zabraknie nam prądu?

Od kilku lat, każdego lata, mamy w mediach komunikaty podobnej treści. Gdy przychodzą upały, nagle okazuje się, że polski system elektroenergetyczny jest u szczytu wydolności. I niewiele brakuje, by w bardzo efektowny sposób trafił go szlag. By po prostu w pewnym momencie zabrakło prądu w gniazdkach, albo by jego jakość spadła poniżej poziomów tolerowanych przez domowe odbiorniki.

Wprawdzie sporo domów w Polsce ogrzewanych jest prądem (i to nawet nie pompami ciepła), to jednak zimą nie ryzykujemy braku prądu. Zapotrzebowanie na energię elektryczną jest wtedy większe, niż latem, ale i ilość energii dostępnej na rynku jest większa. Dzieje się tak przede wszystkim dlatego, że zimą prąd wytwarzają nie tylko elektrownie, ale też elektrociepłownie, w których energia elektryczna jest do pewnego stopnia tylko odpadem (a produktem podstawowym — ciepło).

Latem prądu jest mniej także dlatego, że tradycyjnie to wtedy właśnie wyłącza się bloki energetyczne w elektrowniach na czas planowanych remontów. Czytaj dalej…

Czy opłaca się budować dom niskoenergetyczny lub pasywny?

Jakiś czas temu jeden z Czytelników zadał mi pytanie: czy warto budować dom pasywny. Odpowiedź na to pytanie zależy bardzo mocno od tego, jak zdefiniujemy „warto”. Spróbuję jednak jej tu na łamach wpisu i poniższego filmu udzielić.

Jeśli chodzi o oszczędności wyrażone w złotówkach, to obliczenia są dość łatwe. Musimy tylko sprawdzić, ile więcej zapłacimy za doprowadzenie budynku do standardu domu pasywnego, czy niskoenergetycznego. Na ten koszt złożą się między innymi:

  • więcej styropianu w ścianie, albo pianka poliuretanowa zamiast styropianu (droższa, ale ma niższy współczynnik przewodzenia ciepła i przez to lepiej izoluje),
  • więcej wełny mineralnej w dachu,
  • lepsze okna, np. trzyszybowe,
  • może nieco inna bryła budynku, by umożliwić pozyskiwanie energii słonecznej.

Trzeba też sprawdzić, o ile taniej będziemy mogli ogrzewać ten dom po doprowadzeniu go do standardu domu niskoenergetycznego. Czytaj dalej…

Amerykańskie miasteczko, które wytwarza 100% energii z OZE

Czytelnicy mojej strony na pewno kojarzą, że jestem umiarkowanym entuzjastą odnawialnych źródeł energii. Bardzo podoba mi się ich zastosowanie, ale nie za wszelką cenę. Nie popieram zwłaszcza ich używania tam, gdzie przeczy to rachunkowi energetycznemu. Bo dopłacanie do chęci bycia eko jestem w stanie zrozumieć.

Z radością przyjąłem więc informacje, na które trafiłem niedawno — że jedno z amerykańskich miasteczek (w którym mieszka ok. 42 000 osób) wytwarza rocznie tyle energii ze źródeł odnawialnych, ile zużywa. Czytaj dalej…

Domowe bezpieczeństwo energetyczne po polsku

Osiągnąć bezpieczeństwo energetyczne w skali całego kraju, całej gospodarki, jest niezmiernie trudno. Wymaga to bowiem olbrzymich inwestycji, planowania w wieloletniej perspektywie, a czasem wręcz likwidacji całych zakładów przemysłowych.

Na szczęście w skali domu jednorodzinnego o to jest łatwiej. A pod pewnymi względami — zupełnie łatwo. Czytaj dalej…

Negawaty w każdym domu

Dzisiejszy wpis jest bezpośrednim rozwinięciem tego, o czym zacząłem pisać pod koniec poprzedniego artykułu. Czyli o tym, że przecież każdy z nas mógłby zgadzać się na wyłączanie w jego domu konkretnych urządzeń elektrycznych. Być może w skali kraju mogłoby to pozwolić na uniknięcie energetycznej katastrofy?

W 2008 r. gospodarstwa domowe zużyły 23% energii elektrycznej w skali kraju, a przemysł — prawie 37%. Prognozuje się, że proporcje przez kolejne 15 lat będą podobne (z lekkim wzrostem zużycia w gospodarstwach domowych i spadkiem w przemyśle). Oczywiście w przemyśle łatwiej obniżyć zapotrzebowanie na energię elektryczną po prostu wyłączając konkretne duże urządzenia (np. elektryczne piece). Problem polega na tym, że czasem takie awaryjne wyłączenie jednego urządzenia może zatrzymać cały proces technologiczny, a później może oznaczać konieczność długotrwałego i kosztownego ponownego uruchomienia. Czytaj dalej…