Granica upierdliwości

Dbanie o środowisko jest upierdliwe. Gdzie jest granica tej upierdliwości, którą jesteśmy w stanie tolerować?

Zawsze starałem się promować proekologiczne postawy. Ochronę środowiska. Ochronę jego zasobów. Dbanie o czystość. Takie proste, zdroworozsądkowe rzeczy, jak na przykład:

Ale im dłużej o tym myślę, tym bardziej dochodzę do wniosku, że dbanie o środowisko jest upierdliwe, kłopotliwe, albo przynajmniej kosztowne. I że gdzieś jest granica tych wyrzeczeń, której ogromna część z nas nie przekroczy.

Rozważałem ten temat dziś rano, stojąc kwadrans na przystanku autobusowym, czekając na przesiadkę. Jakieś półtora roku temu zacząłem jeździć do pracy autobusem albo rowerem miejskim. Mniej więcej w styczniu przestawiłem się już na komunikację publiczną na stałe. W kwietniu po raz pierwszy od czasu studiów wykupiłem bilet miesięczny. W tej chwili samochodem do pracy jadę tylko wtedy, gdy po pracy muszę coś przewieźć większego (bo zamówiłem coś z dostawą kurierem do biura) albo muszę pojechać gdzieś na drugi koniec miasta.

A dziś zastanawiam się, czy nie rzucić tego wszystkiego w cholerę i nie przesiąść się z powrotem do samochodu. Zamiast jechać do pracy 50 minut, jechałbym 30. W nieco większym komforcie, ale oczywiście generując większe koszty — środowiskowe, ale i te wyrażone w złotówkach za utrzymanie i tankowanie samochodu.

Do myślenia dał mi poniższy obrazek prezentujący pogląd autorki bloga Ekologika na zrównoważony transport, pomagający odpowiedzieć na pytanie, czy mam jechać gdzieś samochodem, czy nie. Obrazek znalazłem na fanpage bloga, tutaj.

zrownowazony-transport

Jak to wygląda u mnie? Weźmy sytuację, kiedy po pracy muszę jechać do drugiej pracy.

Czy mogę iść piechotą? Mogę, to jedynie jakieś 13 kilometrów. I jakieś kolejne 10 km żeby wrócić do domu piechotą. Nie takie dystanse na piechotę się robiło. 😉

Czy mogę jechać rowerem? Mógłbym, jakbym go kiedyś przywiózł do domu z działki i zaczął jeździć nim do pracy. Na razie nie mam w domu roweru, bo nie mam go gdzie trzymać, więc nie mogę.

Czy mogę jechać zbiorkomem? Jakdojadę twierdzi, że uda mi się to w godzinę. To mniej więcej tyle, ile w korkach będę tam jechać samochodem. Z powrotem do domu będę jechać 45 minut z dwiema przesiadkami. Albo 20 minut samochodem. Przy czym Jakdojadę czas przejazdu podaje w oparciu o rozkłady jazdy i trzeba przyznać, że ma on charakter… mocno orientacyjny…

Czy mogę dać się komuś podrzucić? Nie bardzo. Nikt w tamtym kierunku nie jedzie. Ale i to nie rozwiązuje tematu powrotu — jakoś wrócić z drugiej pracy do domu trzeba, prawda?

Czy mogę sam kogoś podrzucić? Owszem, zazwyczaj jadąc tam staram się zabrać koleżankę z biura, która w tę samą stronę jeździ. Ale poza większym komfortem dla koleżanki, korzyści z tego za bardzo nie ma — bo samochód spali mi pewnie o tyle samo paliwa więcej, co autobus spali mniej, gdy ona nim jechać nie będzie.

Jak odpowiedzieć na pytanie „czy mogę”? MOGĘ iść do drugiej pracy piechotą, ale czy to ma sens? Jak to ocenić? Jaka oszczędność czasu pozwala odpowiedzieć „nie mogę” albo „mogę, ale nie warto”? Czy dwugodzinny marsz na świeżym (choć nie zawsze czystym) powietrzu jest lepszy od dwudziestominutowej jazdy samochodem? Dla kogo? Dla ogółu tak (nie emituję spalin, a część smogu zostaje w moich płucach, więc przyczyniam się do zmniejszenia stężenia zanieczyszczeń w powietrzu), ale czy dla mnie też?

Jak się nad tym głębiej zastanowić, podobne dylematy mamy w każdym przypadku, gdy musimy wybrać między działaniami bardziej a mniej przyjaznymi dla środowiska.

Odpady? Możemy nosić przy sobie torbę płócienną na zakupy, zamiast brać jednorazowe torebki. Możemy wybierać produkty pakowane w mniejszą ilość opakowań. Możemy segregować śmieci. Możemy ograniczać ich ilość samemu wytwarzając różne rzeczy, na przykład robiąc własne obiady zamiast kupować gotowe dania na styropianowych tackach. Możemy naprawiać albo przerabiać rzeczy zepsute by ich jeszcze nie wyrzucać. Możemy pić wodę z kranu zamiast gazowaną wodę mineralną z plastikowej, nie-zwrotnej butelki.

Woda? Możemy zakręcać wodę podczas prysznica na czas namydlania się, a później tylko się spłukać. Podobnie w przypadku mycia zębów. Mając dwukomorowy zlew można napełnić go wodą, w jednej komorze myć a drugiej płukać, nie musi się to odbywać pod wodą bieżącą. Możemy gromadzić deszczówkę w beczce stojącej koło domu, albo nieużywanym już szambie (tylko wyczyścić je trzeba), a potem używać ją do podlewania.

Ciepło? Możemy ubierać się cieplej i siedzieć w domu w swetrze, zamiast w t-shircie, dzięki czemu oszczędzimy trochę na kosztach ogrzewania. Albo spać w chłodniejszej sypialni. Albo grzać tylko część pokoju, w której przebywamy, zamiast całego.

Gdzie jest granica upierdliwości?

Wybranie działań przyjaznych środowisku odbywa się prawie zawsze kosztem naszej wygody, a czasem kosztem wyrażonym po prostu w złotówkach. Gdzie jest ta granica, za którą dodatkowa upierdliwość będzie za duża, by być skłonnym dokonać wyboru jeszcze bardziej korzystnego dla środowiska?

Dla każdego pewnie w nieco innym miejscu.
Dla jednego jazda autobusem jest odrażająco obrzydliwa, bo ludzie śmierdzą, pchają się i są niemili. Dla innego to okazja o posłuchania audiobooka w telefonie komórkowym, albo pogrania w grę na telefonie komórkowym.
Dla jednego robienie codziennie zakupów w spożywczaku by nie marnować (nie wyrzucać) żywności jest niewykonalne, dla innego to żaden problem, bo inny ma blisko z pracy do domu, a po drodze dobrze zaopatrzony spożywczak.

Komentarzy do wpisu “Granica upierdliwości”: 12.

  1. mariusz_technik says:

    Cześć

    Oglądam twój kanał na youtube domowy survival, a dzisiaj pierwszy raz znalazłem TĄ stronę. Jesteśmy w podobnym wieku, mamy bardzo podobne podejście do „tych” spraw, więc miło się to czyta lub ogląda – ty jesteś bardziej zaawansowany. Popieram robienie zapasów, też myślę o przyszłości, coś tam się uczę w tym kierunku, chyba kurcze lubię też klimat post apokaliptyczny (nawet filmy czy seriale takie jakoś szczególnie oglądam hehe the walking dead). Ok, zgadzam się ze stwierdzeniem, że bycie ekologicznym jest upierdliwe. Np: pakuję rano kanapki – można by w jeden woreczek, ale wygodniej jak każda kanapka jest spakowana osobno. Można by iść z buta do pracy, no ale często się okazuje że jednak auto by się przydało. Segregowanie śmieci jest upierdliwe, zwłaszcza w małym mieszkaniu. Osobno śmieci, osobno butelki, a jeszcze osobno wszystkie resztki warzyw, owoców, skorupki itp na kompost na działkę (polecam, ziemia te witaminy odda w plonach na wiosnę). No ale co zrobić. Świadomość paskudnego jedzenia z marketów powoduje, że trzeba kombinować żeby kupić mleko od gospodarza (takie prawdziwe, co skwaśnieje po 2 dniach) albo jajka. Albo pastę do zębów która nie truje fluorem. To wszystko sprawia, że życie w tym systemie jest upierdliwe, więc trzeba jakoś to wszystko pogodzić ze zdrowym rozsądkiem. Świata nie zbawię jak spakuję te kanapki do jednego woreczka, ale już kompost na własną działkę to na 100% warto zbierać. Pozdrawiam

  2. Michal says:

    Hej,
    Wg mnie kiedy spojrzymy na to pod kątem upierdliwości, to zawsze wyjdzie na niekorzyść, bo to z góry zakłada negatywną stronę ekologii. Przykład transportu do pracy. Np zamiast szukać powodu na jazdę samochodem, znajdźmy coś co motywuje nas do tych ekologicznych zachowań. Np rywalizacja na Endomondo, 2016 km rowerem w 2016 roku. Mnie osobiście tak to motywuje, że nawet jak pada deszcz to jadę rowerem, zawsze kolejne 16 km do realizacji celu 🙂

    Wiadomo, że nie na każdego takiego typu rywalizacja zadziała, ale wydaje mi się, że każdy znajdzie jakiś punkt widzenia, który sprawi, że ekologia będzie atrakcyjna.

    Wydaje mi się, że jak tylko zaczynamy zauważać upierdliwość naszych przekonań, to zaraz z nich zrezygnujemy. Więc lepiej zamiast walczyć z nimi bezpośrednio, trzeba po prostu zmienić podejście.

  3. Jura says:

    bo samochód spali mi pewnie o tyle samo paliwa więcej, co autobus spali mniej, gdy ona nim jechać nie będzie.

    wrong!
    tip: moce silnikow.

    Ostatnimi czasy pojawiło się opracowanie, które udowadnia, że gdyby uwzgledniać wszystkie koszty srodowiskowe to zaden biznes nie generował by zysków.
    zero sum game.
    Kurwicy dostaję, gdy mam jechać zbiorkomem.
    śmierdzą, chyrlają, słowotok totalny.
    korzystałem, dałem sobie spokój.
    i zaraz moje koszty zdrowotne spadły.
    a że staram się dbać o gałąż, na której siedzę, to sprawilem, że cześć pracy wykonuje w domu nie marnując paliwa na dojazd. i to właśnie zwrot w tą stronę dałby IMHO ogromne oszczędności. (choć jeśłiktoś słyszał o paradoksie Jevonsa, to także sie zastanowi).
    coraz bardziej skłaniam się ku tezie iż nie mamy kryzysu energetycznego lecz kryzys ideologiczny. konsumpcjonizm promowany wokół napędza ten szał.

  4. @Jura: czyli jest jeszcze gorzej, niż myślałem. Nie ma żadnej korzyści z tego, że podwiozę koleżankę, zamiast pozwolić jej jechać w tłoku autobusem.

    Dla środowiska, rzecz jasna, bo koleżanka będzie na pewno wdzięczna. 🙂

  5. Jura says:

    @Krzysztof Lis
    W sumie to ja chyba się pesymistą stałem na stare lata ;-).
    Nauczyli człeka co to jest wartość zaniedbywalnie mała i szacować wynik funkcji w danych warunkach brzegowych i…dużo działań, które drzewiej bym podjął, teraz już nie podejmuję.
    Jakość życia człowieka współczesnego człowieka powinna być dużo większa gdyby podejmował logiczne działania. Niestety on ich nie podejmuje.
    Spróbuj np. komuś wytłumaczyć, że elektryczne samochody to nie żaden tam green developement, lecz marketing dla pieknoduchów , nie wiedzących co to jest ekologia głęboka.
    A koleżankę podwoź! To inwestycja w kapitał społeczny, który IMHO w razie WSHTF będzie miał tak wielkie znaczenie jak zestaw, który ze sobą wozisz :).
    BTW. zadanie domowe:oszacuj roczny koszt przewożenia takiego ciężaru w swym pojeździe,. idąc dalej.. dlaczego tankujemy do pełna i wozimy dodatkowe, zbędne 30 kg? Czy w czasie, który zaoszczędzamy dzięki jednokrotnemu tankowaniu zarabiamy na to by zoffsetować zwiększone zużycie paliwa na przewożenie dodatkowej masy.

  6. Mierniczy says:

    Statystycznie pasażer waży 70 kg. Statystycznie osobówka waży 1000 kg. Masa kierowcy stanowi kilka procent masy ładunku…
    Statystycznie tramwaj waży 30 ton. Statystycznie wiezie on 20 pasażerów. Statystycznie więc samochód wiezie mniej zbędnego balastu niż tramwaj.
    Problemem wielkich miast jest brak szybkiego transportu zbiorowego o prędkości komunikacyjnej rzędu 50-60 km/h. To wszystko jest jak najbardziej osiągalne, potrzeba tylko odwagi i woli politycznej. I nie trzeba budować metra za miliardy.

  7. weźmy na przykład te wszystkie filtr cząstek stałych w autach i normy EURO ileś tam co raz to bardziej rygorystyczne. To wszystko odbywa się naszym kosztem bo wstawiany jest sprzęt który jest awaryjny i leci to po naszych kieszeniach także niestety ale ekologia kosztuje i jest „upierdliwa” moim zdaniem ale to tylko jeden przykład i moje zdanie

  8. Grażka says:

    Z tym rozstrząsaniem „mogę/nie mogę” totalnie się zgadzam. I tez mam wrażenie że czasem ktoś oczekuje ode mnie, no coż, niby możliwego, ale tak niepraktycznego, ze aż staje się to absurdalne – choć realne. Zatem masz rację, uwaga na upierdliwość 😉

  9. mol says:

    DPF i te inne dziadostwa są awaryjne zazwyczaj jak lejemy syfne paliwo, jeździmy po mieście dieslem. Przy tym droższym dieslu nie dość, że samochód mniej pali, lepiej jedzie, nie ma problemów zimą to i dpf rzadziej się wypala. Moje słowa to tylko wnioski ze słów klientów(niedzielnych klientów i taksiarzy co robią 20tys. w 2 miesiące.) Jestem pewien, że jeżeli u nas w kraju poprawiła by się znacznie jakość paliwa to i jakość powietrza też by się poprawiła.

  10. Wojciech says:

    Zmiany na lepsze muszą być stopniowe, logiczne i w miarę bezbolesne – nie da się zmusić większości ludzi do porzucenia wygodnego trybu życia. Wygodne jest na przykład wyrzucanie wszystkich śmieci razem – bo sortowanie to dodatkowy wysiłek, konieczność składowania posortowanych odpadów, wrzucania do różnych pojemników. Odpady organiczne psują się, śmierdzą i przyciągają owady i zwierzęta. Odpady z surowców wtórnych zajmują dużo miejsca [szczególnie plastikowe butelki i opakowania, papierowo-plastikowe kartony]. Prościej i wygodniej wrzucić wszystko do kosza / zsypu bo „co z oczu to z serca”.

  11. Myślę, że to kwestia osobista każdego z nas, ale wypada znać podstawy i orientować się co ma sens, a co tego sensu nie ma. Niestety świata nie zbawimy i często nasze działania nie mają żadnego wpływu na środowisko, nie tylko w skali jednej osoby, ale nawet tysięcy.

  12. decdec says:

    to w sumie smutne, że o tak oczywistych sprawach trzeba ludziom przypominać. sami robimy sobie krzywdę.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *