Alternatywna energetyka

Ankot
Doświadczony
Posty: 1584
Rejestracja: 11 kwie 2006, 14:02
Lokalizacja: "kleryków"

Postautor: Ankot » 16 wrz 2008, 11:33

Reaktor nie wybuchnie jak bomba atomowa
Rozmowa z prof. dr. hab. STEFANEM CHWASZCZEWSKIM z Instytutu Energii
Atomowej w Świerku
(„Gazeta Prawna” – 19 czerwca 2008)
Promieniowanie z pracującej elektrowni atomowej nie ma negatywnego wpływu na
zdrowie. Woda używana do chłodzenia jest oczyszczana, a pyły wyłapywane są w
filtrach - zapewnia profesor Stefan Chwaszczewski z Instytutu Energii Atomowej.
• Minęło już ponad 20 lat od katastrofy w elektrowni atomowej w Czarnobylu, ale nadal
dyskusje o energetyce jądrowej w Polsce są obarczone syndromem tamtej awarii. Co się
faktycznie stało w Czarnobylu?
- Katastrofa w Czarnobylu to był skutek nagromadzenia błędów człowieka i wad
technicznych samej elektrowni. Obsługa reaktora, chcąc przeprowadzić pewien eksperyment,
obniżyła moc reaktora i wyłączyła system zabezpieczeń, bo przeszkadzał w eksperymencie.
Reaktor atomowy ma jednak taką właściwość, że po zmniejszeniu mocy i utrzymaniu jej w
dłuższym okresie na niskim poziomie, wpada w tzw. jamę jodową. Dochodzi wtedy do
zatrucia reaktora izotopami ksenonu pochodzących z rozpadu jodu wchodzącego w skład
produktów rozszczepienia paliwa jądrowego.
Aby skompensować wzrastające zatrucie, obsługa zaczęła podnosić pręty regulacyjne
reaktora. Liczba podniesionych prętów była większa od ustalonych limitów dla tego reaktora i
w sytuacji działającego systemu zabezpieczeń nastąpiłoby wyłączenie reaktora. Ale system
zabezpieczeń był wyłączony i w dalszym ciągu reaktor pracował na małej mocy. Po pewnym
czasie przystąpiono do przeprowadzenia eksperymentu i rozpoczęto procedurę zwiększania
mocy reaktora poprzez podniesienie pozostałych prętów regulacyjnych. Moc reaktora zaczęła
wzrastać, co spowodowało wypalanie nagromadzonego ksenonu poprzez reakcje jądrowe
wywołane neutronami. Zatrucie ksenonu zmniejszało się i moc reaktora zaczęła wzrastać
coraz szybciej.
Operatorzy zaczęli opuszczać pręty regulacyjne, jednakże pewne wady konstrukcyjne prętów
spowodowały jeszcze zwiększenie szybkości wzrastania mocy reaktora. Woda w kanałach
chłodzenia paliwa zaczęła wrzeć, co spowodowało w tym typie reaktora dodatkowy efekt
zwiększania mocy. Operatorzy nie zdołali opanować tego procesu. Przy wysokich
temperaturach elementów paliwowych doszło do reakcji pary wodnej z cyrkonem koszulek i z
samym paliwem, co doprowadziło do wytwarzania wodoru. Nastąpiła eksplozja wodoru,
który zniszczył konstrukcję reaktora. Doszło do pożaru grafitu znajdującego się w rdzeniu.
Pożar ten powodował uwolnienie do atmosfery znacznych ilości radioaktywnych substancji z
wypalonego paliwa. Awaria ta pokazała konieczność zatrudniania przy eksploatacji reaktorów
energetycznych wysoko wykwalifikowanych pracowników oraz eliminacji błędów w
konstrukcji reaktorów, które mogą spowodować podobne skutki. A już zupełnie
niedopuszczalne jest wyłączanie systemów zabezpieczeń reaktora.
• W potocznych opiniach reaktor atomowy służący do produkcji energii elektrycznej to
jednak synonim bomby atomowej. Czy awarię reaktora można zasadnie porównywać z
wybuchem bomby atomowej?
- Nie jest łatwo skonstruować bombę jądrową. Trzeba w bardzo krótkim czasie doprowadzić
materiał jądrowy do stanu znacznej nadkrytyczności (zazwyczaj doprowadza się to
wybuchem ładunku konwencjonalnego), oraz do tego celu należy wykorzystać wysoko
wzbogacony uran lub tzw. militarny pluton (pluton o odpowiednim składzie izotopowym).
Następnie reagujący ładunek jądrowy należy utrzymać w całości, aby wytworzona została
znaczna ilość energii. Reaktor nie może wybuchnąć jak bomba atomowa. To jest niemożliwe,
bo do tego, żeby reaktor pracował, żeby zachodziła w nim reakcja rozszczepienia potrzebny
jest moderator - na przykład woda (generalnie inna substancja spowalniająca neutrony, która
pozwoli na podtrzymanie reakcji jądrowej). To jest konieczne, bo wzbogacenie uranu w
izotop rozszczepiany jest tak małe, że bez obecności tej dodatkowej substancji nie ma szans
na wywołanie reakcji rozszczepienia. Przy wzroście mocy reaktora woda paruje i uran bez
wody nie może już wejść w reakcję jądrową. Mogą być efekty uboczne, jak wybuch wodoru
czy stopienie rdzenia reaktora, ale nie wybuch jądrowy. Największa katastrofa atomowa (w
Czarnobylu) była wybuchem wodoru, który wytworzył się wskutek anormalnego wzrostu
mocy reaktora, ale mimo wszystko reaktor wtedy został wyłączony. Nie doszło do wybuchu
jądrowego, ale wodoru było tyle, że on wybuchł i doszło do zniszczenia rdzenia reaktora.
• Boimy się też promieniowania radioaktywnego i opadów pyłów radioaktywnych, do
czego ma dochodzić podczas pracy elektrowni atomowej. Czy tak faktycznie jest, że
produkcja energii jądrowej oznacza niebezpieczne promieniowanie?
- Generalnie żyjemy w radioaktywnym świecie. W glebie zawarte są promieniotwórcze
substancje, jak uran czy tor - wraz z całą rodziną produktów rozpadu tych substancji. Cały
czas działa na nas promieniowanie kosmiczne. W Polsce w średnich warunkach człowiek
dostaje rocznie mniej więcej 2,5 mSv (minisiverta) dawki promieniowania jonizującego, a są
na świecie rejony, gdzie ta dawka wynosi 70-80 mSv rocznie. To są dawki bezpieczne i nie
zarejestrowano negatywnych skutków takich dawek.
Normy dawek granicznych dla personelu zatrudnionego przy eksploatacji urządzeń
wykorzystujących promieniowanie są większe i nie wdając się w szczegóły wynoszą 20 mSv
rocznie. Natomiast dawki graniczne dla ogółu ludności pochodzące z eksploatacji urządzeń
wytwarzających promieniowanie są ograniczone do 1 mSv, a w zasadzie nie przekraczają 0,1
mSv rocznie. Takie promieniowanie nie ma żadnego negatywnego wpływu na zdrowie. Pyły
są z kolei wyłapywane w filtrach, a filtry są wymieniane i utylizowane jako odpad
promieniotwórczy. Nie dają się wyłapać gazy szlachetne. Są jednak nieszkodliwe, bo szybko
się rozpadają.
• Niepokój budzi też składowanie odpadów radioaktywnych. Ile takich odpadów
powstaje rocznie w elektrowni atomowej o mocy 1000 MW?
- W takim reaktorze jest wytwarzane 7-7,5 TWh energii rocznie (to nieco więcej niż
potrzebuje teraz Warszawa - red.). Do zasilenia takiego bloku potrzeba rocznie około 15 ton
paliwa uranowego, które zajmuje około 10 metrów sześciennych. Po roku mamy więc 15 ton
odpadów paliwa jądrowego i dodatkowo około 50 metrów sześciennych odpadów
promieniotwórczych z układów oczyszczania elektrowni. Zupełnie inaczej traktuje się
wypalone paliwo, a zupełnie inaczej odpady promieniotwórcze. Wypalone paliwo przez co
najmniej dziesięć lat przetrzymywane jest w basenie wodnym koło reaktora, bo jest zbyt
radioaktywne, zbyt dużo wydziela energii cieplnej, żeby można było je przewozić. Nie ma
innego wyjścia. W zasadzie można to paliwo trzymać do 50 lat w basenach wodnych, ale po
dziesięciu latach można je już przerabiać na nowe paliwo. To, co zostanie, składuje się w
złożach geologicznych, a właściwie będzie się składować, bo elektrownie atomowe są tak
młode, że pierwsze składowiska dopiero powstają.
Natomiast odpady radioaktywne po około 500 latach przechowywania w izolacji od
środowiska tracą swoją aktywność i stają się normalnymi odpadami komunalnymi.
Proszę te wielkości porównać z ilością popiołów powstających w elektrowniach opalanych
węglem kamiennym. W przypadku elektrowni 1000 MW jest to kilkaset ton popiołów
zawierających nie tylko szkodliwe pierwiastki, jak arsen, ale także substancje radioaktywne -
uran i tor.
• Woda używana do chłodzenia jest zatruwana. Jak ten problem skażenia jest
rozwiązywany?
- Woda w obiegu chłodzenia paliwa w reaktorze zawiera pewną ilość substancji
radioaktywnych. Woda ta jest oczyszczana w filtrach mechanicznych i w filtrach
jonoobmiennych. Radioaktywne wkłady w tych filtrach traktuje się jako odpad radioaktywny
i przechowuje się w składowiskach odpadów promieniotwórczych. Para wodna wytworzona
w generatorach pary elektrowni z reaktorem wodnym ciśnieniowym nie jest zatruwana i
posiada te same charakterystyki, jak para wytworzona w elektrowniach konwencjonalnych.
• Wypalone paliwo wraca do producenta czy zostaje u użytkownika? Co się robi z
odpadami promieniotwórczymi?
- Odpady promieniotwórcze z eksploatacji elektrowni (na przykład pyły), mają tę
charakterystykę, że po 300-500 latach stają się normalnymi odpadami komunalnymi. Trzeba
je tylko przez ten czas bezpiecznie przechować. Przechowuje się je najczęściej niezbyt
głęboko pod ziemią. W Polsce nie ma składowiska, które mogłoby zabezpieczać potrzeby
elektrowni. Wypalone paliwo ma czas rozpadu, który się liczy w setkach tysięcy lat, ale po
kilku tysiącach lat radioaktywność spada na tyle, że staje się taka sama, jak rudy uranowej.
Polska przystąpiła w 2007 roku do porozumienia, które umożliwia takim krajom jak Polska
niezajmowanie się wypalonym paliwem, bo istnieje możliwość nabycia paliwa w leasingu -
po wychłodzeniu może wrócić do wytwórcy. Ramy prawne takiego postępowania są gotowe.
I raczej nie trzeba się martwić, że uranu zabraknie. Jest wszędzie w ziemi i jego wydobycie to
tylko kwestia kosztów, ale nie wyczerpania - tak jak gazu czy węgla.
STEFAN CHWASZCZEWSKI - specjalista energetyki jądrowej, fizyki jądrowej i fizyki
reaktorów jądrowych, sekretarz naukowy Instytutu Energii Atomowej w Świerku,
wicedyrektor IEA
Rozmawiał Ireneusz Chojnacki

Źródło : CIRE

Darek
Doświadczony
Posty: 557
Rejestracja: 27 lut 2006, 18:16
Lokalizacja: Mazury

Postautor: Darek » 21 wrz 2008, 11:47

Widzę, że zwolennicy EJ lekko podchodzą do liczb, lat i niewdrożonych
technologii. Równie dobrze mogę napisać, że przy wykorzystaniu ogniw
paliwowych SOFC i holzgazu można wyprodukować dosyć energii, aby zasilić
cały świat przez miliardy lat (do wypalebnia się Słońca) ;). Ale tak się
składa, że rzeczywistość wymyka się założeniom. Np. co chwila słychać o
reaktorach nowej generacji. A ciągle masowo używa się reaktorów
lekkowodnych wymyślonych jakieś pół wieku temu. A co się dzieje z
nowinkami, jak np. reaktory prędkie można przeczytać w necie. Ankot,
szczególnie polecam Ci opis pracy reaktora, co miał rozwiązać wszelkie
problemy z paliwem o nazwie Superphenix. Po tej lekturze uznasz, że Twoja
zgazowarka ruszyła z kopyta i non-stop chodzi jak burza :) Dla czystości
rozważań proponuję oprzeć się na tym, co mamy aktualnie. A więc na tym, co
ew. stanie w Polsce (lekkowodny reaktor typu EPR).

Jeżeli przyjąć, że zasoby uranu starczą na 200 lat dla obecnie pracujących
reaktorów, to przy podwojeniu produkcji starczą na 100 lat, a przy 4x większym
zużyciu na 50 lat. Gdyby do klubu atomu zaczęły wchodzić kraje takie jak
Polska, to 4x większe zużycie jest realne. I co będzie, gdy w 2025 stanie u
nas reaktor co ma w papierach 50 lat pracy, a w 206x zabraknie do niego
paliwa ;) Problemy z paliwem są. Np. Rosja już wyraźnie dała znać, że nie
jest w stanie wydobyć dosyć dla swoich reaktorów. Ze 2 lata temu ktoś od
nich powiedział, że nawet zapasy wykończą się im za 10 lat. Zresztą zapasy
światowe stopnieją mniej-więcej w tym samym czasie. Ciekawe było też
ogłoszenie przez Francję ni z gruchy ni z pietruchy rozbrojenia jądrowego.
Ja natychmiast między wierszami wyczytałem ukryty kontekst ;)

Proponuję zrobić sobie wyobrażenie, co by było gdyby. Prezypuśćmy, że nie
byłoby Czarnobyla i oporu przeciwko EJ. W konsekwencji produkowanoby
obecnie min. 2x więcej energii z atomówek. Oznaczałoby to, że obecnie nie
istniałyby żadne zapasy uranu. Przypuśćmy, że peak uranowy wystąpi po
wydobyciu połowy uranu. Tzn, że po wydobyciu połowy udokumentowanych zasobów
wydobycie może jedynie spadać. W takim wypadku najpóźniej w połowie
obecnego wieku nie możnaby było wydobyć więcej uranu. Co ciekawe, nowe
technologie pozwalające na lepsze wykorzystanie paliwa jądrowego pojawić
się mają ok. 2040r. Nawet gdyby trafiły w peak, to nic by nie dało.
Dokładnie to samo dzieje się obecnie z ropą. Jesteśmy w fazie peaku, a nie
widać nic, co tak naprawde mogłoby ją zastąpić z dnia na dzień. Nawiasem
mówiąć zamiana ropy to nie atomówka - tę buduje się ok. 10 lat, a zupełnie
nową technologię wdraża się pewnie ze 2x dłużej. Tak naprawde Czarnobyl był
dla atomówek wybawieniem, bo ciągle mogą liczyć na w miarę tanie paliwo ;)

Widze też kolejną laurkę dla EJ. Ciekawe, że przy tak doskonałych
zabezpieczeniach co chwila ucieka trochę radioaktywnego świństwa z jakiejś
elektrowni. Czesi przerabiają wycieki chyba każdego roku. A z tym "nie boję
się promieniowania" można rzec - elektryka prąd nie pika ;) Ja tez wiele
razy byłem zatruty różnymi chemicznymi świństwami i też się ich nie boję :)
Ale to nie znaczy, że chlor, ołów czy siarkowodór są bezpieczne, skutki
zatrucia długo są odczuwalne. Nie życzę nikomu ich poznać i nie życzę
nikomu poznać, co może promieniowanie. Jednak wolę zejść z problemów
bezpieczeństwa, bo IMHO to typowa zasłon dymna dla ukrycia większych
problemów.

Pisanie, że 1 GW EJ to tylko 15 ton odpadów, a popiół to mnóstwo różnych
śmieci jak metale ciężkie itp to ukrywanie faktów. W Polsce łatwo to ukryć,
bo śmieci zostają w Kanadzie czy Australii. Poza kilkudziesięcioma m3
odpadów z elektrowni jest jeszcze cała góra odpadów kopalnianych. Dla
wspomnianych 15 ton uranu przy średniaj jego zawartości na poziomie 0.2%
wychodzi 7.5 tys ton. To nie jest czysta skała. Poza skażeniem środkami
wykorzystywanymi podczas ekstrakcji uranu zawiera też pełne spektrum metali
ciężkich. Np. ilość ołowiu w rudach uranu jest w przybliżeniu równa ilości
uranu, to gdzieś leży. Do tego dodajmy odpady z produkcji cyrkonu na koszulki
oraz materiałów na składowanie radioaktywnych śmieci przez tysiące lat i mamy
pełen obraz "czystej energii z atomu" ;)

W rozumowaniu speców od atomistyki zauważam pewien błąd. Często mówią oni,
że wszystko zależy od ceny. IMHO nie wszystko. Np. mówi się o tym, że jak
cena uranu będzie dosyć wysoka, to można go wydobywać np. z wody morskiej.
Jednak dla zaspokojenia obecnych potrzeb należałoby rocznie przerabiać tyle
wody, ile jest w Bałtyku :!: Kto wie, czy nie taniej by było puścić ludzi
do lasu, aby zbierali szyszki do zasilania elektrociepłowni ;) Podobnie
całkowicie ignoruje się problem EROEI, czyli energii uzyskanej do włożonej.
Są pewne granice, których przekroczenie wymaga zmiany technologii. A skoro
koszt wybudowania EJ zwraca się po kilkudziesięciu latach, to może się
okazać, że:

- Albo kupujemy resztki bardzo drogiego paliwa aby przestażała elektrownia
dalej pracowała. Jak ją zamkniemy nie zamortyzuje się, więc ktoś za te
straty zapłaci. Łatwo zgadnąć kto: państwo, czyli pan, pani - ci państwo ;)
- Albo godzimy się ze stratami i wchodzimy w "nową rewolucyjną technologię
jądrową". I np. lecimy na Księżyc po hel3 (co obecnie jest modne). Co
ciekawe, większość tych rewolucji istnieje jedynie na papierze, a jest
rewolucyjne wyłącznie w mediach. Nawet hel3 do termojądrowych jest podobno
całkowicie pozbawiony sensu, ale siłę medialną ma :)

Awatar użytkownika
Lis
Site Admin
Posty: 1758
Rejestracja: 24 gru 2003, 23:26
Lokalizacja: Warszawa
Kontaktowanie:

Postautor: Lis » 21 wrz 2008, 19:48

Jak dotad nie ma na swiecie takich (a inwestuja przewaznie pieniadze podatnikow panstwa) ktorzy by zarobili na eksploatacji tych urzadzen.
Przecież elektrownię będzie budować firma, nie państwo.
Interesują Cię alternatywne paliwa i odnawialne źródła energii? Na pewno zaciekawią Cię też przygotowania na trudne czasy (tzw. nowoczesny survival) :!:

Ankot
Doświadczony
Posty: 1584
Rejestracja: 11 kwie 2006, 14:02
Lokalizacja: "kleryków"

Postautor: Ankot » 22 wrz 2008, 08:44

No to jeszcze jednen "kamyczek' do atomowego ogródka:


Energetykę jądrową można wdrożyć nad Wisłą w przeciągu 6-7 lat
pon, 22. września 08, 06:14

W jednym z niedawnych numerów "Gazety Wyborczej" ukazał się artykuł Steve'a Thomasa krytykujący kurs na atom. Zdaniem Dariusza Witolda Kulczyńskiego - mgr inż. elektryka i publicysty, absolwenta Politechniki Warszawskiej, zatrudnionego od 1981 r. w Kanadzie w sekcjach technicznych elektrowni atomowych, wspomniany artykuł roi się od informacji niezgodnych ze stanem faktycznym.

Kuczyński przywołuje dla przykładu podaną przez Thomasa informację, że obecnie w Indiach buduje się elektrownie na podstawie planów kanadyjskich z lat 60., a na Zachodzie zamówiono tylko dwie nowe elektrownie - w Finlandii i we Francji.

Kilkadziesiąt lat temu Kanada rzeczywiście wyeksportowała do Indii reaktory ciężkowodne CIRUS, RAPP-1 i RAPP-2, a Hindusi wybudowali sobie dalsze elektrownie atomowe już bez pomocy kanadyjskiej. Było to możliwe ze względu na pełny transfer technologii CANDU włącznie z możliwością produkcji własnego paliwa z uranu kopalnego.

To już jednak zamierzchła historia. Kanadyjskie reaktory nowej generacji CANDU-6 zamawia wiele krajów na świecie (np. Chiny, Korea Południowa, Argentyna, Rumunia). Pierwsze bloki CANDU-6 uruchomiono w 1983 r., a w 2007 r. już jedenasty. W najbliższym czasie spodziewane jest sfinalizowanie nowych zamówień w Argentynie, Rumunii i w Chinach, gdzie rozmowy na ten temat trwają od dawna. Reaktory CANDU-6 w Wolsong w Korei Płd. należą do ścisłej światowej czołówki i produkują energię bardzo tanio.

Na zachodzie Europy również planuje się budowę nowych elektrowni jądrowych, i to również w ojczyźnie Steve'a Thomasa - Wielkiej Brytanii. Ostateczne decyzje dotyczące ilości, typu i lokalizacji nowych reaktorów zapadną tam do wiosny 2009 r. Wbrew temu, co pisze Thomas, British Energy nadal uczestniczy w procesie uzyskiwania pozwolenia na uruchomienie w Anglii nowych reaktorów EPR francuskiej firmy Areva.

W USA opracowywane są podania o pozwolenie na budowę 32 bloków jądrowych.

Dwa miesiące temu rząd prowincji Ontario ogłosił budowę dwóch nowych bloków jądrowych Darlington-B na terenie obecnie eksploatowanej elektrowni Darlington-A. Wielkość i typ reaktorów zostaną określone do końca 2008 r.

Thomas nie ma też racji, że dynamiczny rozwój energetyki jądrowej doprowadziłby szybko do wyczerpania światowych złóż uranu. Starczy go na dłużej niż wyczerpujących się zasobów surowców kopalnych. Przy obecnym zużyciu uranu wystarczy na 80 lat, tj. dłużej niż większości minerałów. Dodatkowo kanadyjski system CANDU umożliwia używanie także toru, występującego w naturze jeszcze obficiej.

Nie jest także jasne, dlaczego Steve Thomas straszy Polaków problemami finansowania energetyki jądrowej i opóźnieniami budowy. Reaktory klasy 700 MW (kanadyjski model eksportowy CANDU-6) zostały oddane do użytku mniej więcej pięć lat od rozpoczęcia budowy, sześć lat od podpisania kontraktu. W ciągu czterech-pięciu lat przeszkolono też cały personel ruchowy i techniczny (przykład - rumuńska elektrownia Cernavoda).

Gazeta Wyborcza

źródło : CIRE
http://www.cire.pl/item,35215,1.html

Darek
Doświadczony
Posty: 557
Rejestracja: 27 lut 2006, 18:16
Lokalizacja: Mazury

Postautor: Darek » 25 wrz 2008, 18:14

Jakiś czas temu przeczytałem, że Kanada zamiast CANDU wybuduje u siebie
reaktory innego typu. Ciekawe dlaczego posiadając pełnię praw do podobno
bardzo dobrych reaktorów postanowili zaimportować obcą technologię?

Kazimierz
Wtajemniczony
Posty: 29
Rejestracja: 19 wrz 2008, 14:28

Postautor: Kazimierz » 04 paź 2008, 17:04

Witam. Nie sądze żebyśmy mieli alternatywe dla energii jądrowej. Nawet kryzys gospodarczy zatrzyma zapotrzebowanie najwyżej na kilka lat, potem trzeba będzie wiecej iwiecej. Ilość energii z oze jest ściśle ograniczona. Dostępna ilośc biomasy w stosunku do potrzeb energetycznych jest niewielka, efektywnośc wiatraków jest niska iw dodatku zaburza działanie całej sieci elektrycznej, geotermie może stosować na skale masową Islandia o wodnych chyba mówić nie trzeba. OZE jest dzisiaj konkurencyjna tylko ze względu na dotacje budżetowe ale to się skończy jak udział zielonej energii wrośniedo kilkudziesięciu procent, w koncu o co jak o co ale o budżet to rząd musi dbać. Co do uranu to jest go dużo tyle ze rozproszony ale w technologiach wydobycia dokonuje się postep, np.: molekularne. Martwić sie o setki lat nie musicie, jednak postep w nauce i technologii jest i inne rodzaje paliw rysują się na horyzoncie [antymateria, fuzja wodoru].

Darek
Doświadczony
Posty: 557
Rejestracja: 27 lut 2006, 18:16
Lokalizacja: Mazury

Postautor: Darek » 21 paź 2008, 19:09

Przeniesienie tego perpetuum mobile, co więcej zużywa niz produkuje, na
inne paliwa jest proste. Mało tego, już jest wykonywane. Np. w Polsce
powstają zbiorniki paliw ciekłych i gazu na min. 3 miesiące. I jak
przyjdzie kryzys, to możemy jakiś czas zużywać w/w szybciej, niż będa do
nas dostarczane :) Zapasów uranu w latach 60-tych i 70-tych zgromadzono na
kilkanaście lat, jest też sporo bezużytecznych bombek. Jak widac perspektywa
przeżycia conajmniej kilku lat na zapasach strasznie rozleniwia, mało kto
myśli co będzie potem.

stratos
Doświadczony
Posty: 508
Rejestracja: 22 lis 2009, 19:00
Lokalizacja: Mława

Postautor: stratos » 30 sty 2010, 12:52


Darek
Doświadczony
Posty: 557
Rejestracja: 27 lut 2006, 18:16
Lokalizacja: Mazury

Postautor: Darek » 16 lut 2010, 19:00

Atomówki wyszły jako wątek poboczny uważany przez wielu jako odpowiedź na
kończące się zasoby kopalin. Niestety, ich zwolennicy lada dzień zostaną
zasypani przykrymi informacjami (nawiasem mówiąc one już są, ale się nie
przebiły). Przede wszystkim największa atomowa potęga świata, czyli Francja
ma ok. 40 mld euro strat. Na dodatek nowe reaktory jeszcze nie zostały
wybudowane, bo wyszły nieprzewidziane problemy. W efekcie cała branża
bazuje na liczących kilkadziesiąt lat konstrukcjach marnie korzystających z
paliwa. A uranu z magazynów ciągle ubywa.

Co do fotowoltaiki jako odpowiedzi na brak palkiw kopalnych, to uważam że
za wcześnie na entuzjazm. Ta technologia ciągle jest zbyt droga. A jeżeli
ona czy inne alternatywy nie stanieją, to zapomnijmy o zwiększającym się
zużyciu energii. W Polsce ostatnio zużycie prądu czy gazu mocno spadło. Jak
Francuzi podniosą ceny pradu o 20% (tyle chce EdF), to poleci ono na łeb.
Większość państw na świecie po prostu bankrutuje, czyli konieczne będzie
zwiększenie podatków, chociażby dobrze ukrytych jak inflacja. To oznacza,
że udział energii w wydatkach będzie bardzo szybko rósł przy realnie
spadających dochodach. Nie wierzmy politykom, Polska nie jest zieloną
wyspą na mapie świata i nas też wkrótce dosięgną globalne problemy.

Nie za bardzo wierzę też w te genetycznie modyfilowane glony robiące ON.
Przede wszystkim technologie "wodne" napotkają podstawowy problem -
dostarczanie CO2. Jeżeli organizmy będą superwydajne, to z automatu będą
wymagału superdużych ilości CO2. Przy okazji konieczne będzie dostarczanie
dużych ilości makro i mikroelementów i usuwanie w szybkim tempie
niepożądanych produktów przemiany. Tradycyjna biomasa robi to w większości
samodzielnie. CO2 jest przedmuchiwany pzez pola a wszystkim co niepotrzebne
zajmują się w międzyczasie różne żywe organizmy. Jedyny problem to
przestrzeń i azot, który lubi ulatywać w powietrze. Ale aby nie było tak
zopełnie dołująco. Przy odpowiednio niskich cenach fotowoltaiki można
znaleźć dla niej zastosowanie nawet w polskich warunkach klimatycznych.
Bez aku da się nimi zasilać instalacje klimatyzacyjne lub lodówki czy
zamrażarki. Jakby odpowiednio dostosować sieć i zautomatyzować odbiorniki,
to fotowoltaika mogłaby zasilać dowolną klimę czy lodówkę zainstalowaną w
Polsce. Ale do tego trzeba nie tylko rozwoju technologii. Przede wszystkim
należy zmienić podejście do produkcji, dystrybuji i używania energii. A
tego nie da się zrobić bez dużej zapaści po drodze - no i na koniec znowu
zadołowałem ;)


Wróć do „Zupełnie inne”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron