System energetyczny i elektrownie

Darek
Doświadczony
Posty: 557
Rejestracja: 27 lut 2006, 18:16
Lokalizacja: Mazury

Postautor: Darek » 13 lip 2008, 15:10

Ja nie chcę spalać biomasy w tych kilku elektrowniach, bo to kompletny
nonsens. Właściwy kierunek to nie kilkanaście, a kilkaset, czy nawet kilka
tysięcy elektrociepłowni pomykających na czystej biomasie. Zauważyłem, że
firmy energetyczne też do tego doszły i powoli odchodzą od współspalania z
węglem w elektrowniach. W to miejsce stawiają instalacje małej mocy
(głównie elektrociepłownie) dla czystej biomasy. Potencjał jest bardzo
duży. Na CIRE znajduje się dokument Ministerstwa Gospodarki omawiający
potencjał elektrociepłownictwa. Wynika z niego, że ilość eneregii
elektrycznej i moc EC byłaby "na styk" z naszym zapotrzebowaniem. Byłaby,
gdybyśmy 100% ciepła produkowali w elektrociepłowniach. A na dzień
dzisiejszy ok. 70% ciepła pochodzi z ciepłowni :(

Z tym wyjałowianiem gleby to nie jest do końca tak jak piszesz. To fakt, że
jak spali się słomę w EC, to należy uzupełnić wyniesione z nią składniki
pokarmowe. Tyle tylko, że jak napisał kris większość jest w popiele po spaleniu
słomy (zasada zachowanie materii). Jeżeli instalacja spala czystą biomasę,
to wystarczy ten popiół spowrotem wysypać na pola. Przez komin ucieka
głównie azot i siarka. Na szczęscie w słomie jest tak mało azotu, że czy
słoma zostaje na polu, czy jest wywieziona dla gleby wsio rawno. Wywożenie
biomasy z pola może zmniejszyć ilość pruchnicy. Ale nie musi. Sam system korzeniowy
roślin jest w stanie dostarczyć dużo pruchnicy. Wystarczy co jakiś czas
wysiać rzepak i nie ma strachu. Kiedyś miałem działkę na piachu. Przez
kilka lat stosowałem tylko popiół drzewny i rosliny poplonowe na zielony
nawóz. I z każdym rokiem ziemia robiła się coraz lepsza :)

Drewno nie jest totemem, to zwykły materiał dla gospodarki. Jego racjonalne
wykorzystanie nie zmienia bilansu CO2. Wręcz przeciwnie - jeżeli drewno
zostanie użyte do budowy domów czy mebli CO2 w nim zawarty zostanie
uwięziony nawet na setki lat. Jeżeli to samo drewno zostanie w lesie, to po
kilkudziesięciu latach drzewo samo umrze. Po śmierci drzewa w góra
kilkadziesiąt lat mikroorganizmy je rozłożą uwalniając CO2 do atmosfery.
Czyli z powodu bilansu CO2 lepiej ścinać drzewa i robić z nich meble ;)
Oczywiście w miejsce każdego wyciętego drzewa trzeba posadzić nowe. Akurat
w Polsce to jest standard i znacznie więcej drzew się sadzi niż wycina.
Sadzi się gęsciej, aby drzewa miały odpowiednie warunki wzrostu. Po pewnym
czasie młodnik nalezy przetrzebić i mamy z niego pierwszą biomasę. Później
wycina się drzewa chore a w lasach gospodarczych także nie nadające się
dla przemysłu - kolejna biomasa. Po ścięciu drzewa zostają gałęzie -
biomasa. W tartaku po pocięciu na deski zostają obrzyny i trociny - i znowu
biomasa. Na koniec w stolarni powstaje cała masa trocin, wiórów i kawałków
odciętego drewna. IMHO tylko idiota zrezygnowałby z tak dobrego i darmowego
opału ;) Kilkanaście lat temu pracowałem w stolarni i widziałem jak
codziennie kilka przyczep trocin szło na wysypisko. Mam nadzieję, że taka
sytuacja już nigdzie w Polsce nie ma miejsca.

Co do ogarniania całości sytuacji to w pełni się zgadzam. Tworząc prawo
całkiem ignoruje się jego skutki. Właśnie współspalanie połączone z
całkowitym wyeliminowaniem wielu mikroelementów z przyrody jest tego
przykładem. Ale nie ma co za długo analizować. Wystarczy popatrzeć, jak
przyroda sobie radzi z obiegiem materii i to zadekretować prawnie ;) Takim
prawem na 100% nie robimy sobie (lub naszym dzieciom) kuku :)

Darek
Doświadczony
Posty: 557
Rejestracja: 27 lut 2006, 18:16
Lokalizacja: Mazury

Postautor: Darek » 15 lip 2008, 18:44

Forum czytam offline i czasami mogę napisać to, co juz zostało powiedziane.
Niestety, odpisywanie na maile sprzed paru dni sprawia, że nie jestem na
bierząco w dyskusji. Mam nadzieję, że ten post też czegoś nie zdubluje. Na
dokładkę takie pisanie offline sprzyja gadulstwu, za co z góry przepraszam.

Jeżeli chodzi o azot w roślinach, to zawarty on w nich jest w różnych
proporcjach. Jedne mają go bardzo dużo (motylkowe), inne w sam raz (np.
pomidory), a inne bardzo mało (słoma, drewno). A azot jest potrzebny nie
tylko roślinom, ale także bakteriom przetwarzającym szczątki roslin w
pruchnicę. Jeżeli na polu zostawi się motylkowe, czy łęty pomidora lub
ziemniaka, to szczątki te zostaną rozłożone bez większych zmian zawartości
dostępnego dla roślin azotu w glebie. Ale gdy przyorze się słomę po żniwach i
nie nasypie azotu, to na wiele miesięcy azot z gleby zostanie uwięziony w
bakteriach. Skoro tak, to nie będzie dostępny dla roślin. Czyli czy
zabierzemy słomę z pola, czy nie i tak należy podsypać azotem. W przeciwnym
wypadku przynajmniej na początku kolejnego sezonu wegetacyjnego rosliny
będa odczuwały głód azotowy. Stąd moja opinia, że spalanie słomy czy drewna
bez przechwycenia azotu nie zmieni znacząco bilansu makroelementów w
glebie. Oczywiście pod warunkiem, że cały popiół znowu wróci na pole. Jak
już pisałem oprócz popiołu stosuję także poplon z motylkowych. Rośliny te
żyjąc w symbiozie z bakteriami wiążą azot z powietrza dostarczając go do
gleby. Są one bardzo wydajne, szczególnie łubin. Ten poza dostarczaniem
azotu potrafi także pobrać związki fosforu niedostępne dla innych roslin.
To, że nawozy są wypłukiwane w dużym stopniu jest związane z zostawieniem
na wiele miesięcy nieobsianej ziemi. Jeżeli po zborzach nie uprawia się
roślin ozimych wystarczy wysiać poplon, aby ograniczyc to wypłukiwanie.

Uwaga o drzewach i krzewach w pobliżu cieków wodnych jest jak najbardziej
słuszna. Dlatego w Polsce tak walczy się o zadrzewienia śródpolne. IMHO
można pójść dalej i obsadzić wszelkie rozlewiska i tereny wokół
oczyszczalni wierzbą. Obszary te nie mają żadnego znaczenia rolnego, bo są
to co najwyżej łąki. Ale dla wierzby czy olchy to doskonałe siedliska z
darmowym nawożeniem. W TVP1 leciał program "Siła z natury". W jednym
odcinku pokazali prace UWM nad zastosowaniem osadów ściekowych w nawożeniu
wierzby. Jednak sądzę, że lepiej byłoby po prostu za oczyszczalnią zostawić
teren do zrzutu obsadzony wierzbą. Obecnie zrzut najczęsciej jest prowadzony
wprost do rzek.

Bez problemu możemy dostarczyc duże ilości biomasy do względnie małych i
rozproszonych instalacji energetycznych. Tyle tylko, że w polityce są
"owcze pędy". Jeszcze nie tak dawno płacono za obsadzanie pól wierzbą. Gdy
na innym forum napisałem, że to głupota natknąłem się na ostrą krytykę.
Obecnie zaczął się nowy "owczy pęd", gdzie biomasa jest traktowana jako
zło wcielone windujące ceny żywności. To też głupie twierdzenie, bo tak nie
musi być. Gdyby wprowadzono system jak opisany na forum, to wykorzystanie
biomasy w energetyce mogłoby obniżyć koszty produkcji rolnej i na
dokładkę oczyścić nieco środowisko.


Wróć do „Inne ciekawostki”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron