Dzieci, szkoła i ekologia

Kiedy ja zaczynałem chodzić do szkoły w latach 1990-tych, chyba nikt jeszcze na poważnie nie brał ochrony środowiska i ekologii. Wprawdzie taki przedmiot wprowadzono mi pilotażowo do planu zajęć już w IV klasie, to w całej szkole tylko dwie klasy miały takie lekcje.

Co ciekawe, te lekcje czasami odbywały się o 7:10, bo w planie lekcji nie było dla nich lepszego miejsca. Czułem przez to, że jestem w gorszej sytuacji, niż koledzy z równoległych klas, skrzywdzony dodatkowym przedmiotem. Do dziś pamiętam efekt pierwszej lekcji ekologii w IV klasie, gdy mieliśmy za zadanie narysować jakiś rysunek z ekologicznym przesłaniem. Ja narysowałem płonący las i wypalone ściernisko po żniwach. 

Teraz zaś z wielką ciekawością obserwuję w oparciu o opowieści bliskich, jak wygląda edukacja ekologiczna w tej chwili.

Dowiedziałem się kiedyś na przykład, że na jakiejś lekcji dzieciom czytano list od Ziemi. Że ich Ziemia prosiła, żeby nie śmieciły i nie jeździły samochodami zanieczyszczającymi powietrze. Oba te postulaty poparłem. W końcu warto starać się zmniejszać ilość śmieci (używając np. płóciennych toreb na zakupy), odpady poddawać recyklingowi, a całą resztę segregować. I kompostować to, co się do kompostowania nadaje. Samochodem też nie zawsze jest sens jeździć, co pokazałem synowi na swoim przykładzie, że sam staram się rezygnować z jazdy samochodem do pracy i wybieram autobus — bo wprawdzie autobus wytwarza więcej spalin, niż samochód, to jednocześnie przewozi dużo więcej osób.

Swoją drogą, do dziś pamiętam jakiś pobyt z rodzicami w Łebie, bodaj w roku 1990. Pojechaliśmy wtedy na wycieczkę do Słowińskiego Parku Narodowego, żeby zobaczyć ruchome wydmy. Widząc zakaz wjazdu dla samochodów osobowych zapytałem taty, co to za dziwny pomysł, skoro przecież autobus produkuje więcej spalin, niż samochód. Wtedy jeszcze pojęcie jednostkowej emisji, odniesionej do pojedynczego pasażera, był dla mnie totalnie abstrakcyjny.

Ekologia - dzieci - szkoła -- spacer w lesie po szlaku

W takie miejsca w ramach nauki ekologii też mnie zabierano, choć akurat nie w to konkretne. Szkoda, bo to szlak na górę Żar, na której można zobaczyć jeden z najciekawszych obiektów polskiej energetyki — elektrownię szczytowo-pompową.

W toku mojej edukacji ekologicznej w podstawówce mieliśmy sporo różnych wycieczek w różne miejsca, począwszy od ekologicznych gospodarstw rolnych, a na przeróżnych muzeach przyrodniczych skończywszy. To było fajne. Podobnie, jak analiza zanieczyszczenia wody w parkowym stawie z pomocą waty, która z jakichś szczególnych względów utkwiła mi w pamięci. Albo analiza domowego zużycia wody — wtedy jeszcze nie było powszechnie montowanych liczników i trzeba było improwizować. Ja oszacowałem objętość wanny i spłuczki w sedesie w oparciu o ich wymiary (tak trochę na oko, przyznam szczerze), a koleżanka mierzyła jej pojemność z użyciem bańki na mleko (skąd udało się jej w Warszawie wytrzasnąć bańkę na mleko, pozostaje dla mnie tajemnicą do dziś).

Pamiętam też mniej fajne elementy, jak na przykład regularne (coroczne) sprzątanie świata w Dzień Ziemi. Łażenie wczesną wiosną po miejskich parkach i zbieranie śmieci do worka z użyciem patyka z gwoździem (co by się nie trzeba było schylać) jakoś szczególnie atrakcyjne dla dziecka z podstawówki nie było.

Nie wiem, na ile ta edukacja ekologiczna w szkole spowodowała, że dziś staram się dbać o środowisko:

Ale… niewykluczone, że mój przykład właśnie potwierdza, że taka edukacja ekologiczna od najmłodszych lat ma większy wpływ na proekologiczne podstawy, niż kampanie informacyjne skierowane do dorosłych. Mam wrażenie, że dorosłych najlepiej do oszczędzania środowiska motywują pieniądze, np. odbieranie od nich za darmo dowolnych ilości segregowanych śmieci, choć i to nie do końca — bo wyższy podatek akcyzowy na paliwa spowodować może, że ludzie zaczną tankować samochody nie tylko olejem z frytkownicy, lecz także zużytym olejem silnikowym.

Jeden komentarz do wpisu “Dzieci, szkoła i ekologia

  1. Szymon Odpowiedzialny says:

    Faktycznie, kiedyś temat ekologii nie był specjalnie promowany. Jednak jako że przez ostatnie lata człowiek wiele popsuł w przyrodzie, co raz częściej porusza się podobne tematy i moim zdaniem bardzo dobrze.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *