Drogi, kierowcy, środowisko

W naszym kraju transport samochodowy jest i długo będzie podstawowym środkiem komunikacji. Samochodami dojeżdżamy do pracy do miast (i na ich obszarze, gdy musimy przemieszczać się między dzielnicami), ciężarówkami wozimy towary do sklepów i przesyłki, także spora ilość paliw, mleka czy gazu ciekłego wożona jest właśnie cysternami.

Tak jest i to się prędko nie zmieni. Budowa nowych połączeń kolejowych idzie wolno. Dużo wolniej, niż urban sprawl, czyli powstawanie nowych osiedli w pobliżu wygodnych węzłów komunikacyjnych. Zresztą nie tylko w ich pobliżu, czasem też w odległości kilkunastu kilometrów od nich…

Jeśli chodzi o przyszłość, to niestety optymistą nie jestem. Dużych inwestycji się nie doczekamy. Systemowego uporządkowania tego problemu nie spodziewam się w najbliższym czasie.

Ale oprócz problemów w dużej skali, są też i mniejsze, wynikające z pojedynczych decyzji wielu pojedynczych kierowców.

Mam ogromne zastrzeżenia co do tego, jak jeżdżą kierowcy w Polsce. Przeraża mnie to, jak bardzo nie szanują przepisów ruchu drogowego. Jak ignorują zakazy wyprzedzania i ograniczenia prędkości, jak ignorują obowiązek zatrzymania się na czerwonym świetle i zielonej strzałce.

W mojej ocenie bierze się to z dwóch kwestii:

  1. tego, że ważniejsze jest dla nas nasze własne, personalne dobro, aniżeli dobro wspólne, publiczne,
  2. tego, że planowanie przestrzenne u nas leży i kwiczy — w skali dzielnic/gmin, powiatów i całych województw.

Skoro nie mamy efektywnych połączeń kolejowych, to musimy poruszać się po drogach. Róbmy to zatem w sposób sprawny i bezpieczny. I przyjazny dla środowiska.

Bezpieczeństwo

Po pierwsze, to może po prostu szanujmy się nawzajem. Inni kierowcy oczywiście rywalizują z nami, kto pierwszy dojedzie do celu, ale przede wszystkim najważniejsza jest płynność. Bez płynności są korki i wszyscy frustrują się bardziej.

Pilnujmy przestrzegania przepisów. Dostawmy fotoradarów i poprawmy ściągalność mandatów.

Może zmieńmy przepisy w zakresie obowiązkowych ubezpieczeń komunikacyjnych. Może dałoby się zrezygnować z obowiązku ubezpieczania samochodu na rzecz obowiązku ubezpieczenia kierowców. Gdyby jeszcze dać towarzystwom ubezpieczeniowym dostęp do baz danych dotyczących mandatów, to już byłaby bezpośrednia zachęta do jeżdżenia zgodnie z przepisami, a więc bezpiecznego.

Dajmy priorytet komunikacji publicznej. Niech na każdej dwupasmowej wlotówce do dużego miasta będzie pas dla autobusów. Uruchommy więcej połączeń podmiejskich, żeby ludzie nie musieli kilkunastu kilometrów do pracy jeździć swoimi samochodami. Żeby mieli wybór. Teraz tego wyboru nie mają i muszą po prostu korzystać z własnych samochodów.

Środowisko

Oczywistym jest, że transport zbiorowy, w szczególności szynowy, jest bardziej przyjazny dla środowiska, aniżeli indywidualny transport samochodowy. No ale tego szynowego za bardzo rozbudowywać nie jesteśmy w stanie. Już nawet linie tramwajowe buduje się ciężko, a co dopiero jeśli chodzi o nowe linie i przystanki kolejowe.

Skoro tak, inwestujmy w transport autobusowy. I te buspasy. Żeby ludziom opłacało się jeździć komunikacją publiczną, która będzie szybka, punktualna i wygodna.

Rozbudowujmy infrastrukturę rowerową, żeby przynajmniej przez część roku ludzie mogli sobie wygodnie i przyjemnie jeździć do pracy rowerami. Rower nie powoduje emisji spalin, a co najwyżej trochę tworzyw sztucznych z opon i klocków hamulcowych. Warto promować ten środek komunikacji, ale trzeba mieć pewność, że rowerzyści będą bezpieczni na polskich drogach.

Wreszcie tam, gdzie to jest możliwe, poprawiajmy przepustowość. Ale przepustowość ocenianą nie jako liczbę pojazdów, która może przejechać w ciągu godziny, tylko liczbę osób, która tymi pojazdami może się przemieszczać.

A w centrach miast róbmy strefy czystego transportu. Żeby najstarsze pojazdy w najgorszym stanie technicznym przynajmniej w takich miejscach nie zanieczyszczały środowiska.

Komentarzy do wpisu “Drogi, kierowcy, środowisko”: 2.

  1. curious says:

    Tylko że rzeczywistość społeczna jest zupełnie inna – jak to młodzi raperzy rapują – życie to wojna a na wojnie nie gra się czysto.
    Drogi to przede wszystkim miejsce pracy wielu firm. Firm zmuszonych ekonomiczną rzeczywistością do bezwzględnej walki, również firm szarej strefy oraz kryminalnej.
    Jeśli jesteś „zwykłym szarym człowieczkiem” który na drodze nie jest po to żeby pracować, to niestety ale dla większości innych kierowców jesteś nie tylko zawalidrogą ale i „bumelantem” – działasz na szkodę państwa, korporacji, mafii.
    W tej sytuacji takimi wpisami nakłaniasz do operacji wywrotowych, osłabiasz obronność kraju, wręcz nawołujesz do anarchii, bo jakiekolwiek działanie przeciwko zorganizowanej przestępczości i państwowości to anarchia.

    Brzmi to może szokująco ale tak właśnie postrzegani są „cywilni” kierowcy i dopóki nie zmieni się podejście człowieka do człowieka (i natury… co widać po tym jak są traktowane zwierzęta) to niestety kultura na drogach nie drgnie nawet o milimetr.

    Do tego leczysz dżumę malarią – jak pokazuje ostatnia pandemia transport zbiorowy to bomba epidemiologiczna. Rosja ma trolejbusy i rozbudowany transport publiczny, i jak widać skończyło się to fatalnie nawet przy lekkim wirusie. A stan służby zdrowia jest w opłakanym stanie – co gdyby wróciła ospa prawdziwa lub ebola?
    Fundacja Billa Gatesa podaje ryzyko bioterroryzmu jako najwyższe zagrożenie współczesnych czasów – jak sobie wyobrażasz kontrole bezpieczeństwa na przystankach MPK – bramki jak na lotnisku?

    Osobiście nie mam pojęcia jak rozwiązać problemy społeczne tej skali – nadal zasadniczym problemem jest przeludnienie . Po wojnach lub epidemiach obserwuje się też nagły przyrost ludności – po najbardziej morderczej wojnie w historii, 2giej wojnie światowej, globalna populacja była dwukrotnie większa niż przed wojną.
    Po zakończeniu trwającej epidemii możemy się spodziewać podwojenia populacji. 16Bilionow! to na prawdę wysoka poprzeczka.

    Poczytaj również o tym człowieku :
    https://en.m.wikipedia.org/wiki/Vladimir_Pasechnik
    Oraz o programach powiązanych, listy aktywnych programów na świecie itd. – era bioterroryzmu dopiero się zaczyna.

    Jak przeżyć na polskich drogach ?
    Po pierwsze polecam serię „polskie drogi”.
    Polecam również trening asertywności. Trzeba się pogodzić ze swoją „anarchistyczną” naturą i mieć świadomość że kierowca któremu córka umiera na raka a on musi wywalczyć pieniąszki na leki ma takiego samego pecha trafiając na nas, jak gdyby trafił na traktor z przyczepą siana. No i dać się jak najszybciej wyprzedzić nie naruszając żadnych przepisów i nikomu nie zagrażając.
    Poruszać sie poza godzinami szczytu – uzywać google maps , waze , janosika i innych dobrodziejstw do planowania trasy.
    Malować auto w jaskrawe, ale nie agresywne kolory, dbać o widoczność.
    Zachowywać dystans – a jeżeli kierowca za nami dystansu nie przestrzega to zgodnie z badaniami psychologicznymi ADAC – zjechać w najbliższym bezpiecznym miejscu żeby mógł nas wyprzedzić – zgodnie z wynikami badań kierowcy nie zachowujący odstępu mają coś skopane z krytycznym myśleniem, i są skorzy do ryzykownych zachowań skutkujących najcięższymi wypadkami. Jeśli więc ktoś siedzi ci na zderzaku – jest to właśnie ten moment w życiu gdy spotykasz psychopatycznego mordercę – żadne argumenty tu nie pomogą – uciekaj.

    Przy grubo ponad 3000 wypadkach śmiertelnych i 40 000 wypadkach skutkujących trwałym kalectwem co roku – bilans wyższy niz Czernobyl i Fukushima razem – ciężko o jakąś racjonalną receptę. Myślę że próba bycia bohaterem i gaszenia rdzenia piaskiem to zwykła głupota – warto się zastanowić czy na pewno musimy mieszkać w Polsce – zdrowia i życia nikt nam nie wróci.

    Żyjąc poza granicami możemy też realnie chronić naturę – po pierwsze inne narody o wiele bardziej szanują wiedzę jaką posiada przeciętny Polak np. o tym jak budować ekologiczny dom. To sprawia że wpływamy realnie na środowisko w o wiele większej skali – można wybudować setki domów a nie tylko ulepszać jeden własny, i każdy z tych domów będzie postrzegany jako przykład i sukces, a nie zwalczany jako manifestacja ekoterroryzmu.

    Po drugie nabieramy nawyków kultury jazdy – i ćwiczymy je. Jazda na zamek, unikanie kolizji nawet „jeżeli mamy rację”, uśmiech , wyrozumiałość i brak pośpiechu. Oraz pokora i Wartości – nic tak nie przypomina co jest ważne w życiu jak wielkie skrzyżowanie w hiszpańskim mieście zablokowane przez dwóch rozmawiających ze sobą kierowców. Nikt nie trąbi. Światła się zmieniają, minuty lecą, Polak nie rozumie 🙂
    Nawyki zmienić trudno – również te dobre.

    Pozdrawiam i życzę dużo słońca w tym roku.

  2. curious says:

    Dodam jeszcze że na polskich drogach zabija stres.
    Stres jest poważnym problemem , a po odkryciu epigenetyki okazuje się że nasz stres uszkadza dwa pokolenia naprzód naszego potomstwa .

    To poważna sprawa.
    Osobiście bardzo to odczuwam ilekroć muszę wrócić do Polski – szał na drogach czuć od samej granicy. Wrocław to chyba najtrudniejsze i najbardziej stresujące miasto dla kierowcy w całej Europie – nawet Paryż ma jakiś styl a wypadki to najczęściej stłuczki i otarcia , Wrocław to czysta walka, z ciałami w czarnych workach na poboczu, zwłaszcza regularne karambole na a4 w stronę Legnicy.

    Ten stres czuje się na polskich drogach cały czas – jazda autem to nie przyjemność, a ilekroć ktoś z rodziny musi gdzieś jechać ten strach jest też w oczach bliskich – ile razy słyszysz prośbę od matki żebyś zadzwonił jak już bezpiecznie dojedziesz… A i ile razy telefon o 3 ciej w nocy ze szpitala stawia na nogi całą rodzinę – nocny telefon to zawsze zły omen.

    Życie w ciągłym stresie, zagrożeniu – ma swoje konsekwencje. Zwłaszcza zagrożeniu życia. Nawet jeśli statystycznie szansa że to my zginiemy dzisiaj jest niska, ciągłe ocieranie się o śmierć robi swoje.
    może się to nawet skończyć https://pl.m.wikipedia.org/wiki/Zesp%C3%B3%C5%82_stresu_pourazowego
    Statystki samobójstw i to jaki jest poziom opieki i szacunku do osób po takich urazach również wskazuje na to że lepiej unikać Polski z daleka.

    Dodam że w ostatnich kilku latach zrobiłem ponad 30 000km po europie autem które w kraju jest uważane za zabytek i tylko w Polsce jest taka dzicz.
    Jedynym tak stresującym miejscem jest Stuttgart i Berlin w godzinach szczytu, ale już kilka godzin po jest zadziwiająco spoko.
    Po dłuższym czasie poza Polską jazda autem nabiera zupełnie innego wymiaru – nie kojarzy się ze stresem. Dzwonienie do bliskich po przyjeździe staje się dziwactwem. Nie widzi się ciągle dymiących wraków, policji, rozszarpanych ciał..
    Jest Duża różnica.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *