Ile dopłacamy za energetyczne monopole?

Wydawać by się mogło, że dzięki zdobyczom nowoczesnej techniki produkcja energii elektrycznej jest łatwiejsza, niż kiedykolwiek. I rzeczywiście tak jest, bo dziś złożenie niewielkiego zestawu fotowoltaicznego, zdolnego do zasilania domu, jest względnie tanie. W przypadku oszczędnych rodzin i małych domków znajdujących się daleko od sieci elektroenergetycznej, może to być bardziej sensowne ekonomicznie, niż wykonywanie przyłącza energetycznego.

Nie zmienia to jednak faktu, że wciąż kupujemy prąd od monopolistów — począwszy od elektrowni, przez operatora systemu dystrybucyjnego, na sieciach dystrybucyjnych skończywszy.

I można dyskutować nad tym, czy ten monopol po stronie dystrybucji prądu do końcowego odbiorcy rzeczywiście musi występować. Bo skoro można rozsyłać prąd za pomocą podziemnych kabli bardzo podobnie, jak rozsyła się sygnał internetowy, to co stoi na przeszkodzie, by na intensywnie zabudowanych obszarach było kilku dystrybutorów?

Tak czy siak, my wyboru nie mamy. Musimy brać prąd od tej firmy, która posiada na naszym obszarze sieć dystrybucyjną. Kupić możemy ją w dowolnym przedsiębiorstwie, nawet na drugim końcu kraju.

Dla mnie wygląda to na postawienie sytuacji na głowie. Możemy zmienić sprzedawcę, ale nie możemy zmienić operatora kabla. Możemy więc kupić prąd nieznacznie taniej z innego źródła, ale nie mamy wpływu na wysokość kosztu przesyłu i dystrybucji energii elektrycznej — a ten jest w naszych warunkach bardzo istotny.

Zresztą nie tylko u nas tak jest. W Australii okazało się niedawno, że przeciętna rodzina mogłaby płacić za prąd 250$ (australijskich) rocznie mniej, gdyby sieci były prywatne. Są państwowe, więc są gorzej zarządzane i więcej kosztuje ich utrzymanie. A skoro tak, to rachunek za usługę dostarczenia prądu (nie za sam prąd!) musi być wyższy.

Osobiście jestem głęboko przekonany, że ten problem można na lokalnym szczeblu rozwiązać bez specjalnych problemów.

Wyobraźmy sobie sytuację, w której ja stawiam sobie na działce przy domku elektrownię fotowoltaiczną. Mam prąd, który mogę sprzedawać do sieci elektroenergetycznej za 0,20 PLN/kWh.

Ale mogę go równie dobrze sprzedawać sąsiadowi zza płotu za 0,30 PLN/kWh. Mierzone po stronie jego licznika u niego w domu. Na odcinku kilkudziesięciu metrów odpowiednio grubego kabla, straty nie przekroczą 1%. Więc w zasadzie możemy je pominąć.

Oczywiście wolę w takim przypadku sprzedać prąd sąsiadowi, ale ten niekoniecznie będzie skłonny go kupić tyle, ile ja mam na sprzedaż. Bo on przyzwyczaił się do wysokich cen prądu i uznał, że będzie go oszczędzać. Jeśli jednak zamiast płacić 0,60 PLN/kWh zakładowi energetycznemu będzie płacić mnie 0,30 PLN/kWh, to wróci do grzania wody prądem, bo mu się nie będzie chciało rozpalać w środku lata codziennie ognia pod kotłem CO.

Potem podłączę drugiego sąsiada, zachęconego niską ceną prądu. Już nie będzie musiał biedak czekać na nocną strefę taryfową, by uruchomić sieczkarnię, czy linię technologiczną do produkcji brykietu ze słomy. Już będzie mógł go wytwarzać w samo południe, kiedy moje baterie dają najwięcej prądu.

I tym sposobem zaczyna u mnie na wsi funkcjonować druga, niezależna sieć elektroenergetyczna.

Z pewnością nie jest niemożliwe stworzenie takiego układu, skoro kilkadziesiąt elektrowni i elektrociepłowni w skali kraju dostarcza prąd do jednej sieci elektroenergetycznej.

Trzeba tylko chcieć i nieco poluzować przepisy. Bo jest trochę dziwaczne, że mogę sąsiadowi sprzedać swoje śliwki z sadu, a nie mogę mu sprzedać prądu. Nie mogę też mu sprzedać dżemu, ale to inna historia…

Komentarzy do wpisu “Ile dopłacamy za energetyczne monopole?”: 7.

  1. martii says:

    Pomysł jest dobry, ale nie tak prosty do realizacji. Prąd z PV jest dość niestabilny, mała chmura i nagle z 2kW robi się 300W. Do grzania wody i owszem ale też musi być jakiś inteligentny system który nie odda sąsiadom więcej niż robi PV. Dodatkowo zaraz łapę na tym położyłby urząd skarbowy, chyba że robić to z bardzo zaufanym sąsiadami 😉

  2. Dominik says:

    Coraz więcej firm dostarczających prąd walczy o klientów, więc widać że jest zainteresowanie tematem. Jeszcze kilka lat temu tego nie było.

    Teraz dopiero zaczną ceny spadać 🙂

  3. Martii says:

    Ceny raczej drastycznie nie spadną – ja testuję 600W w mieszkaniu w bloku + 4x aku 100ah + UPS z odzysku za grosze (970W mocy realnej). Latem daje radę i jest nadmiar prądu ale zimą jest cienko.

  4. Systemy wentylacyjne says:

    Takie rozwiązanie z pewnością przysporzyłoby się społeczeństwu, ale chyba tylko jemu.
    Przecież tam na górze, ktoś musi zarobić, żeby pozwolić innym doić naród.

    Ale regulacje prawne, które umożliwiłyby taką sytuację – piękna sprawa.

    PS. O co chodzi z tym dżemem, bo zdaje się, że nie na bieżąco jestem?

  5. @Systemy: z dżemem chodzi o to, że rolnik nie może sprzedawać przetworzonych płodów rolnych. Może sprzedać mleko, nie może sprzedać sera. Może sprzedać truskawki, nie może sprzedać dżemu.

  6. kamil says:

    wszędzie jest lobby firm które wciskają nam swoje produkty i żerują na niewiedzy ludzi

  7. Patryk. M says:

    Udało mi się wyobrazić tą sytuację, gdzie w każdej wsi byłaby taka mini elektrownia 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *