Bez prądu z brytyjskich wiatraków

Nieco ponad 2 tygodnie temu analizowaliśmy rynek prądu w Niemczech i sprawdzaliśmy, czemu prąd czasem musi mieć ujemną cenę (przy nadprodukcji prądu z niesterowalnych źródeł odnawialnych). A kilka dni temu Bloomberg donosił o tym, że produkcja prądu z tego źródła spadła w Wielkiej Brytanii do niemal zera. I że prognozy przewidują, że przez kilka kolejnych dni sytuacja nie ulegnie zmianie.

Postanowiłem to zweryfikować i zajrzałem głębiej w aktualne dane, które chyba w najwygodniejszej formie można zobaczyć tutaj (skąd wziąłem tytułowy obrazek, oraz dostępny niżej wykres).

Łączna produkcja prądu w Wielkiej Brytanii waha się między 20 a 35 GW, zaś zarejestrowanym minimum produkcji energii elektrycznej na farmach wiatrowych było niecałe 50 MW. Czyli mniej więcej tyle, ile może wytwarzać 5 turbin Vestas V164, dzierżących w tej chwili tytuł największych turbin wiatrowych na świecie (nominalna moc 9,5 MW każda, 32 takie turbiny zainstalowano w 2016-2017 na jednej z farm wiatrowych, w Zatoce Liverpoolskiej). Warto to zestawić z mocą zainstalowaną wszystkich turbin wiatrowych w tym kraju, która w tym momencie sięga 20 GW.

Produkcja prądu z brytyjskich turbin wiatrowych, początek czerwca 2018 r., z zaznaczonym minimum. Maksima (przełom 4 i 5 czerwca) to poziom ok. 2,5-2,9 GW, czyli ok. 25-30% mocy zainstaloawnej. Źródło: winderful.diascreative.net

Gdy porównamy moc zainstalowaną z wiatraków z łączną mocą osiąganą w tamtejszym systemie elektroenergetycznym widać jasno, że i tu może się zdarzyć to samo, co w Niemczech, że (uwzględniając elektrownie jądrowe, stale produkujące ok. 7-8 GW prądu)

Z punktu widzenia systemu energetycznego nie jest to sytuacja, w której zabraknie prądu. W Wielkiej Brytanii obciążenie biorą wtedy na siebie głównie elektrownie na gaz ziemny, CCGT, czyli układy gazowo-parowe (turbina gazowa i turbina parowa, zamiast kotła parowego stosuje się odzysk ciepła ze spalin zza turbiny gazowej). Takie układy mają bardzo wysoką sprawność elektryczną sięgającą nawet ponad 60% (przy rzędu 40% dla elektrowni z kotłem węglowym), ale pracują na bardzo drogim paliwie, jakim jest gaz ziemny. W Polsce też już takie układy funkcjonują, w elektrociepłowniach w Gorzowie i Lublinie.

Układy gazowo-parowe na gaz ziemny mają tę zaletę, że można je błyskawicznie uruchomić i równie szybko wyłączyć. Z tego względu świetnie nadają się do uzupełniania braków prądu w sieci.

Ale chyba wypadałoby obciążać kosztami budowy tych instalacji farmy wiatrowe, prawda? 😀

 

Komentarzy do wpisu “Bez prądu z brytyjskich wiatraków”: 4.

  1. Obserwator says:

    Jeśli zastosować turbinę Tesli, to elektrociepłownia z silnikiem zanurzonym w wodzie może mieć sprawność 100 %. Jeśli powiązać ją z pompą ciepła, to sprawność może być kilkaset procent.
    Można zrobić elektrociepłownie wykorzystującą zgazowanie/pirolizę odpadów. Tymczasem u nas, z jednej strony się straszy, że to straszne spalać odpady, z drugiej zaś na wysypiskach spalają się one niecałkowicie, emitując ogromne ilości pyłów i organicznych związków gazowych. Kilka kaloszy spalonych w domach to przy tym pikuś.

  2. @Obserwator: 100%? Bardzo mocno wątpię, zwłaszcza, jeśli odnieść tę sprawność do sytuacji, w której ciepło z układu pobieramy przy sensownych, dających się wykorzystać temperaturach. Poza tym, zwróć uwagę, że tu podałem sprawność elektryczną tego układu gazowo-parowego.

    Jeśli zaś o spalanie odpadów chodzi, to pełna zgoda z mojej strony.

  3. Gosia says:

    Może masz rację. Przydałoby się więcej wiatraków

  4. andzia says:

    Czym więcej wiatraków to też inwestycja nie zawsze stać Państwo na to.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *