O akcyzie na węgiel drzewny

Od wielu lat mam ogromny problem z podatkami. Nie w sensie problemu z ich płaceniem, z tym sobie radzę. Mam jednak mentalny problem by zgodzić się z samym faktem ich istnienia. Czy szerzej — z faktem konieczności istnienia podatków.

Bo ja bym chciał, żeby moje państwo zapewniało mi tylko 3 rzeczy — ochronę przed pobiciem na ulicy (opłacając policję), ochronę przed agresją obcego państwa (opłacając armię) i ochronę przed byciem wydymanym przez kontrahenta (opłacając sprawne sądownictwo).

Na te 3 rzeczy jestem skłonny łożyć. Na pozostałe — niekoniecznie. Nie potrzebuję do szczęścia państwowych dróg, wodociągów, szkolnictwa, lecznictwa, ani emerytur. To chcę sobie załatwić sam, prywatnie. Uważam, że będzie taniej.

Z podatkami i publicznymi pieniędzmi jest trochę tak, jak z organami do przeszczepów. Skoro te pieniądze są, to trzeba je sensownie wydać. Nie oznacza to jednak, że trzeba uśmiercać kolejnych podatników pacjentów tylko po to, by zdobyć nowe pieniądze do rozdania urzędnikom organy dla potrzebujących.

Są jednak podatki, które uważam za całkiem rozsądne. W mojej ocenie to właśnie podatki powinny być metodą na sensowne ograniczenie naszego wpływu na środowisko. Podatki w cenie produktów lub opakowań do nich powinny finansować ich zbiórkę. Rozwiązałoby to w dużej części problem opłaty śmieciowej. A śmieci biodegradowalne są warte tyle, że firmy powinny być skłonne odbierać je z pocałowaniem ręki (gdyby były, rzecz jasna, dobrze posegregowane). Jeśli produkt ma w sobie dużą opłatę za utylizację opakowania, to jestem mniej skłonny go kupić, niż gdyby opakowanie było mniejsze, albo o mniejszym wpływie na środowisko (np. z biodegradowalnego plastiku lub kartonu).

Analogicznie powinna wyglądać walka z efektem cieplarnianym, kwaśnymi deszczami, itd. Kto spala paliwa kopalne, powinien płacić podatek. Tym wyższy, im więcej ich zużywa. Jeśli jest efektywny energetycznie, jeśli ze swojej linii technologicznej wyciska siódme poty, by odzyskać każdą watogodzinę energii, zużyje paliwa mniej. I zapłaci mniej podatku. Mniej obciąży konsumenta kosztem energii (i kosztem podatku na wytworzenie energii) i osiągnie przewagę konkurencyjną na rynku.

Więc nie buntuję się specjalnie przeciwko pomysłowi akcyzy na olej napędowy, gaz ziemny, czy węgiel kamienny.

Ale akcyza na węgiel drzewny przeszła moje najśmielsze oczekiwania.

W Polsce taki mamy klimat polityczno-prawny, że na paliwa grzewcze mamy nałożoną akcyzę. Której można uniknąć, jeśli te paliwa konsumujemy w domowych kominkach, albo w kotle centralnego ogrzewania. Co jest dla mnie bez sensu, bo czemu przemysł ma płacić akcyzę, a gospodarstwa domowe nie — skoro przemysł zazwyczaj spala te paliwa znacznie bardziej efektywnie i przy mniejszym wpływie na środowisko (dzięki instalacjom odpylania, odsiarczania i odazotowywania spalin)?

Podatki powinny obciążać wszystkich przeciętnych spalaczy węgla w ten sam sposób, w jaki obciążają odbiorców przemysłowych. A jeśli już koniecznie chcemy mieć tu sprawiedliwość społeczną, to powinni mieć nawet wyższą stawkę podatku! Taka jest moja teoria.

No ale odszedłem od tematu.

Skoro uzgodniliśmy, że węgiel i olej opałowy mogą być objęte akcyzą (a czemu olej opałowy ma niższą akcyzę, niż olej napędowy?!), to przejdźmy do węgla drzewnego. Ten kupujemy do grilla (choć można z niego też zrobić gaz drzewny, jeśli ktoś ma fantazję i pieniądze, synu), pochodzi z odnawialnego surowca, jakim są drzewa, produkowany jest w procesie pirolizy.

Nie jest więc to paliwo do ogrzewania domów.

Tymczasem okazuje się, o czym pisze DGP, że także brykiet z węgla drzewnego powinien być oakcyzowany. Bo przecież jak go spalamy, to wytwarza się ciepło.

Oczywiście problemem jest cały system podatku akcyzowego, w którym ten sam produkt może mieć różne stawki, zależnie od tego, do czego ma być używany. Ale to pewnie ma uzasadnienie — przecież potem trzeba powołać specjalne służby, by pilnować przestrzegania tego, by nikt nie lał oleju opałowego do baku, albo odwrotnie.

A ja im dłużej czytam te bzdury, tym bardziej mam wrażenie, że ktoś jest niekompetentny, albo zwyczajnie się pomylił. Bo brykiet z węgla drzewnego to nie to samo, co brykiet z węgla, a o ile dobrze czytam ustawę, podatek akcyzowy płaci się za

Węgiel; brykiety, brykietki i podobne paliwa stałe wytwarzane z węgla – jeżeli są przeznaczone do celów opałowych.

Moim zdaniem brykiet z węgla drzewnego nijak nie jest podobny do brykietu z węgla. Z wyglądu — oczywiście tak. Ale jeśli ktoś się przy tym podobieństwie upiera, to znaczy, że w szkole nie uważał na lekcjach. Albo po prostu jest wyjątkowo cyniczny.

Komentarzy do wpisu “O akcyzie na węgiel drzewny”: 3.

  1. martii says:

    Trzeba głosować na Korwin-Mikke 🙂 to jest szansa że będzie prawdziwa wolność rynku 😉

  2. Pawel says:

    Z punktu widzenia władzy każdy podatek jest dobry .Wszystko co napędza kasę do budżetu jest dobre .

  3. Jambo says:

    To prawda, że prywatnie zarządzanym przedsiębiorstwom bardziej zależy na podnoszeniu jakości usług (chyba że mają monopol). Ale przez to, że ich jedynym motorem napędowym jest zysk, nie liczą się np. z ochroną środowiska. Zgadzam się, że sytuacja z akcyzą na materiały opałowe jest obecnie absurdalna.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *